alterek blog

    Twój nowy blog

    Exempts

    16 komentarzy

    [12.07.2010]

    <xxx> (…) i alterek to jedyne osoby którymi teraz gadam
    <alterek> umieszczenie alterka w jednym zdaniu z nimi to chyba dla nich obraza
    <xxx> nie chciałam przemęczać enterka.
    <alterek> w przyszlosci i tak nie bedziecie sie znaly
    <xxx> zobaczysz, że nie
    <alterek> ja nie zobacze
    <xxx> masz racje.. prędzej zdechniesz
    <alterek> bardziej mialem na mysli to ze to my juz nie bedziemy sie znali ale niech bedzie
    <alterek> ide polatac na moto
    <xxx> i tak sie wyjebiesz

    <alterek> fota by me
    <xxx> komórką?
    <alterek> lustrzanka?
    <xxx> na automacie?
    <alterek> na manualu?
    <xxx> nieudanym?

    <alterek> to blog n. jeden z kilku.
    <xxx> tesknisz za nią.
    <alterek> po prostu mam straszne wyrzuty sumienia.
    <xxx> nie przejmuj sie. juz dawno zapomniała. :)
    <xxx> kobiety takie są.
    <xxx> pozory alterku.
    <xxx> robią z siebie ofiarki by udupić twoją psychikę :)
    <xxx> wszystko by było ci źle.

    Brakowało mi tego.

    <xxx> mam czasem wrażenie, że ludzie przy tobie sie zmieniają
    <xxx> z czasem wariują.
    <xxx> nie wytrzymują.
    <xxx> zmieniasz ludzi.

    A tego już mi nie brakowało. Zastanawiam się czy to ja coś w sobie mam że ludzie po kontaktach ze mną czasem muszą leczyć się psychiatrycznie, czy może po prostu poznaję ludzi z problemami, którzy dzięki mnie sobie je uświadamiają i starają się zmienić. Co by nie było, obecne mechanizmy się nie sprawdzają. Czerpiemy z ludzi, którzy nas otaczają.

    Postraszyło się alterka duchami trochę i on w jednej chwili wcale w duchy nie wierzył a w następnej krzyczał wniebogłosy jak przyszedł mu sms.

    No bo ja nie wierzę w takie rzeczy ale NIEKTÓRZY posiadają niesamowity wręcz talent do przekonywania innych że ich wizje mają umocowanie w rzeczywistości :P

    Znowu wpierdoliłem się w gówno kurwa jego szanowna mać i zastanawiam się jak się z niego najprościej wyplątać.

    [1.08.2010]

    „Mam wrażenie że jest cię dwóch.”

    Trzech mnie jest. Tej trzeciej twarzy nie poznał do tej pory nikt. Nie dlatego że ją ukrywam, czy że nie ufam. Po prostu dlatego że nie było okazji a ja nie uważam tego za coś istotnego. Ot po prostu ucieczka w świat przedmiotów. W nim jest bezpiecznie, nad nim mam jako taką kontrolę. Gdy mnie coś zaciekawi (a dużo rzeczy mnie ciekawi), staram się dowiedzieć o tym jak najwięcej. Chłonę wiedzę, czytam książki, myślę, szukam, analizuję. To pozwala mi oderwać się od rzeczywistości, sprawia że nabieram sił. Nieprzespana noc, spędzona na realizacji hobby, sprawia że czuję się szczęśliwy. Niezależnie od tego czy to kolejny fajny układ elektroniczny, przydatny program czy kolejna technika na motocyklu – zrozumienie zasad fizyki które sprawiają, że maszyna zachowuje się tak jak się zachowuje. To mi daje siłę. Sprawia że choć przez chwilę nie czuję się tak totalnie beznadziejny i gorszy od innych.

    Czasem też jakaś rzecz, która mnie zainteresuje, doprowadza mnie do kogoś, kto miał podobnie. Ogromne zaufanie, którym darzą mnie ludzie (bo daję im to czego potrzebują) sprawia że czasem słucham ich wspomnień, czy zwierzeń. Te wspomnienia wywołują pewne wspomnienia we mnie. Wspomnienia, którymi może i chciałbym się z kimś podzielić, ale nie mogę. Raz że komuś obiecałem (pewne środowiska są dosyć hermetyczne), dwa że często żeby uchwycić pewne niuanse trzeba samemu znać pewnych ludzi, czy ogólnie siedzieć w temacie. Czuć klimat. Na pewno macie takie sytuacje. Gdy jakiś niewinny tekst powoduje uśmiech u was i waszej ekipy, bo z czymś wam się to kojarzy itd. Bo ktoś coś kiedyś podobnego powiedział albo byliście w jakiejś sytuacji.

    Lubię to uczucie, gdy budzą się emocje. Wtedy czuję, że mam duszę. Nie wiem czy zrozumiecie co mam na myśli, ale ja ogólnie przez to, że mało czuję, nie uważam się za dobrego człowieka. Dużo ludzi skrzywdziłem, dużo osób przeze mnie płakało. Potrafię być bezwzględny i ranić najbliższych tak mocno, że sam tego potem żałuję. A jednocześnie wiem jak mi to przeszkadza w k. Że są jej dwie wersje, jedna normalna gdy jest dobrze i druga bezwzględna, wykorzystująca wszystko przeciwko mnie a przy tym ciągle mnie testująca. I to nie jest tak że mam wyjebane na to czy ćpasz, czy nie nocujesz na ulicy, czy nic złego ci się nie dzieje. Ja wiem że ty wiesz, co jest dobre a co złe. Nie wpierdolisz się raczej w gówno z którego nie będziesz umiała się wyplątać. Po prostu zdaję sobie sprawę z tego że być może pewne rzeczy robisz dlatego że oczekujesz ode mnie pewnych reakcji. Reakcji które udowodnią ci, że jesteś w stanie zrobić ze mną wszystko.

    Jedyne czego się nauczyłem (a czego k. jeszcze brakuje) to umiejętność przyznania się do błędu. Powiedzenia przepraszam. I nie, nie przepraszam za coś, za co nie powinienem, żeby załagodzić sytuację. Jeżeli za coś przepraszam to znaczy że naprawdę tak czuję. Że gdy emocje opadną, to naprawdę czuję, że przegiąłem. Że wcale nie chcę żeby ktoś wypierdalał z mojego życia, że wcale nie chciałem doprowadzić go do płaczu, czy prób samobójczych. Że nie myślę tak jak powiedziałem.

    Chociaż to też nie do końca tak. Bo myślę tak. W chwilach gdy czuję się zraniony, wkurwiony, moje myślenie jest dużo bardziej czarno-białe niż normalnie. Nie dostrzegam wtedy subtelności. Często przez to wszystko przebija się jednak sumienie, świadomość tego, że źle oceniam sytuację. To mnie rozpierdala jeszcze bardziej. Wtedy jestem wkurwiony jeszcze bardziej – już nie z powodu sytuacji a z powodu frustracji, że niesłusznie kogoś oceniłem, niesłusznie zraniłem i że głupia duma nie pozwala mi w tym momencie przytulić i przyznać się do błędu. Potrafię się na to zdobyć dopiero później.

    Tylko nie przypominajcie mi tego w momencie gdy po raz kolejny będzie taka sytuacja. To nie pomaga. To jeszcze bardziej zwiększa frustrację i wkurwa. Ogólnie najlepiej jest mnie wtedy zostawić w spokoju. Chyba. Bo jeszcze nikt nigdy nie zostawił, chyba że na wyraźne polecenie odpierdolenia się…

    Chciałbym żeby nikt już przeze mnie nie płakał, staram się rozumieć, co robię źle, dlatego tak ważna jest dla mnie szczerość. Nie bój się powiedzieć mi że zrobiłem ci gówno z życiorysu. Słyszałem to już nie raz i nie zabiję się przecież przez to. Ale zawsze powiedz mi dlaczego. Co zrobiłem, co było nie tak. Bo ja chcę wiedzieć czy nie próbujesz na mnie po prostu zrzucić odpowiedzialności za wszystko co złe (ludzie mają do tego tendencję, wiele razy się o tym przekonałem). Chcę wiedzieć czemu tak myślisz. Co czujesz. Nie bój się. Potrzebuję tego żeby być lepszym człowiekiem. Lepszym także dla ciebie.

    Normalni ludzie chyba po prostu to czują. Ja się muszę tego nauczyć.

    Ogólnie dostrzegam u siebie różne dziwne rzeczy. Może po prostu sobie wkręcam, nie wiem, nie umiem tego ocenić. Ale zobaczcie tutaj: Osobowość dyssocjalna. Dużo z tego pasuje do mnie. Za dużo. W sumie trudno mi się do tego odnieść bo nie wiem jak mają normalni ludzie np. w kwestii szacunku do prawa. Ja nie mam żadnego. Jeżeli czegoś nie robię to nie dlatego że prawo tak mówi, bo prawo w tym kraju jest według mnie kretyńskie, tylko dlatego że moje sumienie się na to nie zgadza, albo boję się kary. Coś mi podpowiada że normalni ludzie jednak patrzą na świat trochę inaczej.

    Kryteria diagnostyczne zobaczmy.

    lekceważenie norm

    Od zawsze. Zawsze mieli ze mną problemy w szkole. Teraz mają w pracy, a raczej ja mam…

    niemożność utrzymania związków

    Wiecie ile ich było, wiecie jak się kończyły. Zawsze tak samo. Dopiero CBT uświadomiło mi pewne zależności i podobieństwa, pewne motywy, które zawsze się przewijały. Inne uświadomiłem sobie sam.

    niska tolerancja frustracji i próg wyzwalania agresji

    Też od zawsze. Chociaż nie przy każdym. Osoby które miałem w dupie (albo które traktowałem przedmiotowo) miały inny obraz mnie – jako osoby, której nie da się wkurwić. Jedna osoba nawet testowała kiedyś ten próg wkurwienia. Po paru miesiącach jej się znudziło.

    Z drugiej strony gdy mi na kimś zależy to ta osoba bardzo łatwo jest mnie w stanie wkurwić.

    niezdolność przeżywania poczucia winy i uczenia się (kary)

    To akurat nie pasuje. Bardzo często mam poczucie winy. Co do uczenia się na karach – pasuje. Nie widzę w ogóle tego jak to miałoby funkcjonować. Kary nigdy nie uczyły mnie że czegoś nie wolno, co najwyżej motywowały do tego żeby następnym razem nie dać się złapać (chociażby za różne głupoty w szkole).

    skłonność do obwiniania innych

    To już wy musicie ocenić. Myślę że tak.

    Dalej mi się już nie chce wklejać, ale za dużo rzeczy z tego pasuje. Za bardzo pasuje.

    No i co, jak to jest zadawać się z psychopatą?

    Czytam teraz dwie książki, napisane przez dwie osoby. Jedna to pamiętnik na mój temat, którego nie czyta nikt ze znajomych. Jestem jedyną osobą, która dostała do przeczytania. Bardzo ciekawie jest poczytać o sobie z perspektywy. Zobaczyć, jak się jest odbieranym. Pewne rzeczy dopiero wtedy można zobaczyć. Zobaczyć, jak się kogoś czasem niesprawiedliwie oceniało, jak się raniło, jak się robiło rzeczy, których nigdy nie powinno się robić.

    Druga książka to autobiografia osoby, o której wiem bardzo wiele a która raczej nie jest świadoma mojego istnienia. Zostanie uświadomiona w odpowiednim czasie, gdy przypadkiem stanę na jej drodze. Jego drodze. Chłopak… Facet, starszy koleś. Gdy czytam jego przemyślenia z czasów młodości to tak jakbym czytał o sobie. Podobne myśli, to samo uczucie samotności, wyobcowania, bycia kimś innym, ucieczka w nie do końca rozsądne rzeczy, o których nie macie pojęcia (nie dlatego że nie chcę żebyście wiedzieli, po prostu wiem że są tematy które was zanudzą). Wtedy budzą się wspomnienia. Wtedy czuję że żyję naprawdę – dla siebie, nie dla innych. Że nikomu nie muszę niczego udowadniać. Że mimo całej tej maski mam swój świat, do którego nikt nie ma wstępu. Nikt nie miał. Nigdy.

    Posiadania takiej odskoczni życzę wam wszystkim.

    Prośby

    3 komentarzy

    Mam do was prosby. Cztery prosby.

    Prosba pierwsza. Bierzcie odpowiedzialnosc za swoje slowa. Znajcie wage tych slow. Nazywajcie ludzi przyjaciolmi ostroznie, mowcie „kocham”, gdy jestescie tego pewni. Nie dziwcie sie, ze jezeli cos mowicie to ma to swoje konsekwencje. Ze jezeli powiecie komus „spierdalaj” to ta osoba zastosuje sie do waszej prosby. Ze jezeli cos komus powiecie zeby go zranic, to ta osoba w to uwierzy. I tlumaczenie ze „ja tak wcale nie mysle, chcialam ci tylko dojebac” wcale tego nie naprawi. Bo zeby wasze slowa nie bolaly to ta osoba musialaby miec was w dupie. A to chyba nie o to chodzi.

    Dotyczy to tez odpowiedzialnosci za to co robicie. Jezeli ktos wam cos powie w zaufaniu a potem dowiaduje sie tego od kogos trzeciego to nie macie prawa sie dziwic, ze ta osoba wiecej juz wam nic nie powie. Ze kolejne pytanie o cos osobistego zostanie skwitowane „nie twoja sprawa”. Tym bardziej jezeli kilka miesiecy temu w podobnej sytuacji jeden kredyt zaufania juz wykorzystaliscie.

    Prosba druga. Nie wchodzcie tam, gdzie ktos was nie chce. Nie probujcie na sile naprawiac relacji miedzy ludzmi, ktorzy was o to nie prosili i ktorzy wyraznie wam mowia, ze to jest ich sprawa. Czasem miedzy ludzmi, ktorzy sa blisko i znaja sie od lat, tworza sie specyficzne relacje, ktorych wy, bedac na zewnatrz, nie zrozumiecie. Tym bardziej znajac wersje tylko jednej ze stron, ktora uslyszeliscie pod wplywem ogromnych emocji. Nie oceniajcie ludzi (szczegolnie tych, ktorych nazywacie przyjaciolmi) po tym co uslyszycie od innych.

    Prosba trzecia. Nie szantazujcie samobojstwem. To cios ponizej pasa, to bardzo nie fair. Gdy tak robicie zeby kogos przy sobie zatrzymac to nie dziwcie sie, ze moze to odniesc przeciwny skutek. Ze ktos moze nie miec ochoty uwazac na wszystko co robi, zeby wam przypadkiem znowu cos nie odjebalo. Nie dziwcie sie, ze w ten sposob ludzie sie od was odsuwaja. Ze ich tracicie. Nikt nie chce nosic na sobie odpowiedzialnosci za wasze zycie. To zbyt duzy ciezar.

    Prosba czwarta. Nie uzalezniajcie sie calkowicie od jednej osoby. Nie opierajcie na niej swojego swiata. Bo wszyscy jestesmy tylko ludzmi i nie zawsze jestesmy w stanie udzwignac bagaz swoich problemow a co dopiero dodatkowo czyjs swiat. Szczegolnie jezeli laczy sie to z wasza tendencja do prob samobojczych.

    Musicie miec swoj niezalezny swiat, zeby moc kogos do niego wpuscic. Inaczej to predzej czy pozniej musi sie skonczyc zle.

    Prosba ktoras (nie licze). Nie udawajcie kogos kim nie jestescie bo wydaje wam sie, ze druga osoba potrzebuje kogos innego. Najczesciej naprawde tylko wam sie tak wydaje. Nie bedziecie w ten sposob szczesliwi, wiec gdy to za dlugo bedzie trwalo to w koncu nie wytrzymacie i pieczolowicie budowany zamek z piasku runie w jednej chwili, grzebiac wszystko co do tej pory zbudowaliscie. Nie da sie budowac relacji na klamstwach. Wydaje wam sie ze jestescie bezwartosciowi? Ze nikt sie nie zainteresuje prawdziwymi wami? Pozwolcie ocenic to innym – nie jestescie obiektywni. Bo wam moze sie wydawac ze jestescie do dupy, a ktos inny moze potrzebowac wlasnie tego, czego tak w sobie nienawidzicie.

    Takich kilka slow. By zylo sie lepiej.

    (kurwa, dlaczego znowu czuje sie jakbym zyl w emocjonalnej piaskownicy i bawiac sie lopatka wykopal odchod pieski?)

    Date: Mon, 14 Feb 2005 00:47:47 +0100

    Witaj Alterku!

    Mam na imię Kasia i jestem z Warszawy.

    Całkiem przypadkowo trafiłam na Twoją stronkę i muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem. To co napisałeś w swoim blogu o miłości, przyjaźni, zazdrości, tęsknocie… to takie piękne i niesamowicie dojrzałe. Widać, że jesteś wrażliwym, a nade wszystko bardzo wartościowym chłopakiem.

    Date: Tue, 08 Mar 2005 16:07:19 +0100

    nie wiem czemu akurat dzisiaj trafilam na Twoja stronke, ale bylo mi to bardzo potrzebne. nie wiem czy jeszcze korzystasz z tego adresu (…) ale prawie sie rozplakalam czytajac o waszej milosci, marzeniach, problemach. bo piszesz w taki sposob trafiajacy prosto w serce.

    2005 rok, ponad 5 lat temu. Sporo takich maili dostawałem. Kiedyś. Teraz nie dostaję. Gdzieś po drodze się ten stary Alterek zgubił.

    Date: Thu, 20 May 2010 19:40:11 +0200
    Subject: blog…

    Hej,

    nie chcę się zbyt narzucać, ale chyba już czas, żebyś coś napisał… :&

    4:46. Trzeci raz zaczynam pisać tą notkę. Tę. Notkę. Tę. Tą. Chuj. Zastanawiam się czy jest sens w ogóle jeszcze cokolwiek tutaj pisać.

    Siedzę, słucham, myślę. Nad przeszłością, taką dawną przeszłością, nad teraźniejszością. Nie, Alterek się nie zgubił. Chyba po prostu dojrzał do pewnych spraw. Gdy jesteśmy młodzi to wszystko jest czarno-białe. Sytuacje są jednoznaczne, jedni ludzie są dobrzy a drudzy są źli. Miłość jest na całe życie, podobnie nienawiść. Potem robimy się starsi i zaczynamy dostrzegać stopnie szarości. To że pewne rzeczy czasem nie są takie złe jak się wydają, pewne decyzje to wybór mniejszego zła, pewni ludzie robią różne rzeczy dlatego, że są tylko ludźmi. Słabymi, kierowanymi przez dużo różnych, często sprzecznych ze sobą emocji.

    Każdego dnia uczę się nie oceniać ludzi. Wierzę że każda decyzja skądś się bierze, że osoba, która ją podejmuje, ma świadomość jej konsekwencji. Jeżeli wydaje mi się że nie ma to staram się jej je przybliżyć, ale decyzję nadal staram się zostawiać tej osobie. To nie zawsze działa. Jak słyszę od ciebie, że nie wrócisz do domu, bo masz w nim piekło, to nie wiem co mam ci powiedzieć. Że musisz tam wrócić? Bo co, bo będą cię szukali, bo nie przeżyjesz na ulicy, bo będą szukali u mnie? Bo musisz się pouczyć żeby spróbować zdać? Bo ktoś niekoniecznie w twoim typie może zerżnąć cię na sucho niekoniecznie patrząc na to, czy tobie się to spodoba czy nie? Bo zabiłbym jak psa każdego, kto zrobiłby ci krzywdę, ale nie mogę być przy tobie cały czas? Gdy stoimy w nocy pod klatką i słyszę od ciebie, że nie wrócisz do tego domu, a wiem że nie mogę zabrać cię ze sobą, to jestem taki bezradny że sobie tego nawet nie jesteś w stanie wyobrazić.

    Taka może trochę pesymistyczna notka. Sporo się ostatnio w moim życiu dzieje. Jakieś trzy lata temu zgubiłem gdzieś siebie. W sumie nie 3 lata temu, nie było konkretnego wydarzenia. To się działo stopniowo. Teraz pomału próbuję odnaleźć te zgubione kawałki. Nie potrzebując maski, nie uważając na każde słowo, mogące zdradzić moją prawdziwą twarz i odsłonić podatne na zranienia serce. Do tego serca jest trudny dostęp. I tak, stwardniało trochę przez ten czas. Ciągle twardnieje. Każdego dnia, gdy zranię kogoś bliskiego, serce twardnieje coraz bardziej.

    Czasem w nocy nachodzą mnie różne dziwne myśli. Że nie nadaję się do ludzi, bo tylko ich ranię, że nie ma chyba osoby, której życie zmieniłbym na lepsze. Że wszyscy prędzej czy później żałują, że mnie poznali.

    Potem mi przechodzi.

    Zawsze jakoś coś mnie ciągnęło do ciebie mimo wszystko. Strasznie nie chciałam żeby dotarł do mnie fakt ze jesteś skurwielem, egoistą i chodzącą kupą gówna do ranienia ludzi w momentach kiedy nawet się tego nie spodziewasz. pominę ranienie z premedytacją. chociaz moze to nie jest ranienie. to jest wysysanei soków, żerujesz na ludziach. (…)

    wiesz co jest dla mnei w tym momencie najgorsze? nie to, że tyle razy czułam sie jakbyś mi przyjebał w twarz, ze tyle razy mnie zraniłes, że nosze na sobie blizny po tym jak się przez ciebie okaleczałam. najgorsze jest to, że kiedyś powiedziałam ci ze nigdy nie powiem „załuję ze cię poznałam”.

    Żałuję że cię poznałam, Alterku. zdychaj w spokoju.

    I tak to wszystko generalnie wygląda. Jestem trudnym materiałem na przyjaciela.

    Tak przy okazji tego tematu to wiem że ostatnio was zaniedbałem. Nie tym że nie pisałem notek, bo i tak już prawie nikt ich nie czyta. Ale chodzi o to że nie było mnie na GG, nie odpisywałem na SMSy albo odpisywałem jednym, dwoma słowami. Niektórzy z was myśleli że się na was o coś obraziłem. To nie tak. Po prostu musiałem pobyć sam. Taki czas, taki okres. Musiałem zostać sam ze sobą i przemyśleć kilka rzeczy, ale nadal was potrzebuję. I cieszę się że was mam.

    Dojrzewa we mnie decyzja o wyprowadzce. W sumie nie chodzi o samo życie samemu, bo to nie problem, ale o te wszystkie inne problemy, które się z tym wiążą. Chciałbym uniknąć załatwiania kwadratu (czyli płacenia psu w dupę za wynajem albo brania kredytu na własne na 30 lat).

    Dostałem list od ojca, odpisałem mu. Takie tam sprawy sądowo-różne, żebym wystąpił o zaniechanie egzekucji alimentów bo inaczej on wystąpi do sądu. Wystąpię. Myślę nad zaproponowaniem mu spotkania w najbliższym czasie. To też będzie mały przełom. Sporo spraw związanych z dzieciństwem chciałbym sobie poukładać, zanim będzie za późno. Zanim ojciec zapije się na śmierć.

    Powoli dociera do mnie, że moje życie nie jest pojebane dlatego że ja jestem pojebany. Nie tylko dlatego. Problem jest taki, że ja otaczam się ludźmi, którzy mnie potrzebują. Którzy mają ze sobą jakieś problemy i potrzebują takiego alterka, który zrozumie, uspokoi, przytuli, ukoi. Który zaakceptuje, będzie przyjacielem, z którym wszystko będzie prostsze. Który weźmie na siebie część problemów i rozwiąże je za ciebie. To nie jest zdrowe. To nie tworzy zdrowych relacji, to nie sprawia że ja czuję się tak, jak powinienem się czuć w normalnych relacjach z ludźmi. Powoli to zmieniam. Nie eliminuję ze swojego życia ludzi – nie mógłbym tak, na pewno nie z tego powodu. Za dużo dla mnie znaczycie wszyscy, to wy zbudowaliście mój świat i po każdym z was zostałaby ogromna dziura w sercu. Ale staram się prostować relacje z innymi. Mniej uzależniać ludzi od siebie, bardziej im ufać. Pozwalać im rozwinąć skrzydła, nawet gdyby miało to oznaczać, że nie mamy już sobie nic do zaoferowania.

    Chciałbym jeszcze kiedyś pogadać z kilkoma osobami, z którymi znajomość zakończyła się nie tak jak powinna się zakończyć. Z tup, z n. Z paroma innymi osobami, które kiedyś przewijały się przez moje życie, a potem z jakiegoś powodu przestały się przewijać. Męczy mnie to ogólnie. Pamiętacie jeszcze tup? Ostatnio wieczorem leciałem na moto obok jej bramy (wracałem do domu) i wydawało mi się że ją widziałem. Pewnie tylko mi się wydawało.

    Obok tego wszystkiego swoim torem toczy się CBT. Stwierdziłem że tym razem doprowadzę to do końca. Bo jak nie teraz to kiedy? Będzie bolało, będzie bardzo bolało…

    Kolejnym etapem będą studia. Pewnie na polibudzie, ale to się okaże.

    No i tak. Wierszyka nie będzie, bajki na dobranoc też nie. Wiem że mi to wybaczycie.

    Mazury

    1 komentarz

    Niedziela. Zagle. Mazury. Przyjechalem w piatek, zostawilem motor w porcie i plywamy do poniedzialku. Mialem nic nie pisac zeby oszczedzac baterie, ale znalazlem na lajbie gniazdo zapalniczki zeby podpiac ladowarke (bo nie na kazdej jest), wiec troche wam napisze.

    Bo czuje potrzebe kontaktu z wami. To dziwne, mam wieksza potrzebe jednostronnego kontaktu z wami niz z ludzmi w realu. A moze po prostu potrzebe wygadania sie. Ja to kurwa alien jestem. Nie wiem, moze to kwestia tego ze praktycznie nikogo z nich nie znalem przed przyjazdem poza dwiema osobami… Chociaz nie. Szybko sie zaklimatyzowalem. Ja sie szybko dogaduje z nowymi ludzmi. Ale dziwni sa. Nie moj typ ludzi generalnie. Ludzie ktorzy dzialaja mi na nerwy. Z naprawde nielicznymi wyjatkami.

    Chociaz malo jest osob z ktorymi czuje sie dobrze. Mowilem – alien jestem jak chuj. Nie powiedzielibyscie? Bo ja umiem byc towarzyski. Ale to maska. Trzymam w sobie duzo rzeczy bo nie ma potrzeby ujawniania ich. Zreszta czesto jest tak ze z tymi, z ktorymi jest zajebiscie przez net albo np. spotykajac sie czasami na browar, w realu po 2 dniach jest zle. Nie pasuja mi, wkurwiaja mnie. I brakuje mi wtedy mozliwosci napisania do nich smsa. Bo przeciez nie bede pisal do kogos kto siedzi obok, tak? A potem znowu gadamy na necie i znowu jest zajebiscie.

    No i wkurwa mam tu co jakis czas w sumie z prozaicznego powodu – gdy jestem niezaspokojony sexualnie to mi odpierdala. Wiem, dawno tu takich wyznan nie bylo. Ale zalozenie tego bloga bylo takie, zebym mogl tu pisac wzglednie wszystko. Teraz duzo za duzo osob ma adres wiec i tak nie pisze, ale chuj z tym.

    Wiec wkrecam sobie przez to niedoruchanie jakies glupoty a alkohol tylko wszystko pogarsza. Zaspokojony alterek to szczesliwy, stabilny alterek. Niezaspokojony jest wkurwiony i ma ochote wszystkich pozabijac. Zreszta chyba wszyscy faceci tak maja. Chociaz ja wyjatkowo mocno. No i wiekszosc jest tu w parach, co tylko poteguje uczucie wyalienowania. Ja bym nie mogl byc tu z dziewczyna bo jakby ktos na nia krzyknal (to sie na lodce zdarza), czy powiedzial jakis krzywy tekst (co tez sie wsrod najebanych kolesi zdarza), to juz bylby dym. Duzy dym. Taka bestia jestem.

    Pamietam jak kiedys jechalismy z n. pociagiem z Torunia, poklocilismy sie (jak zwykle), ja siedzialem w przedziale, ona na korytarzu i jakis koles do niej podbil z jakas debilna gadka – ile ma lat, dokad jedzie, czy pojdzie z nimi itd. Bardzo szybko sie odpierdolil. A my momentalnie sie pogodzilismy i juz wrocila do przedzialu. Kurwa, takich natretnych kolesi ktorzy zaczepiaja obce dziewczyny w takich miejscach i nie chca sie odpierdolic bym pozabijal. Wszystkich. Bolesnie.

    Wczoraj na ognisku mialem dosyc tego siedzenia i czucia sie jakbym byl obok, wiec polazlem w chuj do lasu polazic. Absolutna ciemnosc, taka ze otwiera sie oczy i nie widac roznicy, gdzies w oddali muzyka i odglosy ogniska, a ja sam ze soba. Tego potrzebowalem. Wracam, przy ognisku jakies teksty do ludzi (innej zalogi) „alterek sie zmeczyl dzisiaj idac do sklepu” i ogolna wesolosc chyba z tego powodu. Podszedlem, zapytalem czy dobrze sie bawia… i cisza. To powiedzialem „zmiencie temat” i poszedlem w pizdu na lodke.

    Tak kurwa, zmeczyl sie. 2km do sklepu w tych butach i przy mojej kondycji troche meczy. Jakbym nie mial takiego dola jak mialem i byliby to inni ludzie niz byli to pewnie odebralbym to jako zart, czy cos. No bo o co sie obrazac, ja pierdole. Wiecie ze dopoki nie zostana przekroczone pewne granice to ze mna mozna wiele a juz na pewno nie strzelam fochow jak rozpuszczona trzynastolatka. Zreszta na focha mam okreslenie – fachowe obciaganie wiecie czego. Ale mialem dola, ogolnego wkurwa i jakies debilne gadki to bylo ostatnie co mialem ochote slyszec.

    Inna sytuacja. Siedze na lodce, gadam z kims (we dwoch tylko). Podchodzi jakas dziewczyna z naszej zalogi, pyta go kiedy przyjdzie do ogniska. Mowie ze jestesmy zajeci i ze jak skonczy rozmawiac to przyjdzie. A ta ze „nie mowilam do ciebie”. No wtf kurwa, niech wypierdala. Na pytanie czy jej sie cos nie pomylilo nie odpowiedziala.

    Kolejna opcja? Plan byl taki ze plyniemy do totalnej dziczy, w chuj, daleko. Jedna dziewczyna z drugiej lodki (bo sa dwie lodki) wychodzac wypierdolila sie i rozwalila noge. Zreszta gdyby nie ja to by wpadla zupelnie, bo stalem najblizej i ja zlapalem. Miala kiedys dwie operacje na ta noge, bolalo ja jak skurwysyn, potrzebowala sanitariatu (prysznica) zeby robic oklady, wiec zmienilismy plan ze plyniemy do innej dziczy, ale mniejszej – takiej gdzie jest prysznic kilometr od wyspy. A moja zaloga ze nie i chuj. I zadnej dyskusji. No kurwa. Laska sie generalnie poryczala (z bolu i tego wszystkiego), ja i pare osob stanelismy po jej stronie a tamci nadaja, i napierdalaja, i ogolnie wielki cyrk, ze oni tu przyjechali tylko do tej dziczy itd. To powiedzielismy ze kurwa nie ma w ogole zadnej dyskusji i chuj. Potem jak juz polecielismy do tej mniejszej dziczy i bylismy sami tez napierdalali (ze szantaz, ze jej ta noga nie boli) itd. Powiedzialem ze juz kurwa nie moge tego sluchac, ze koniec tego tematu bo mnie chuj strzeli. No kurwa, takiej ilosci jadu i nienawisci dawno nie widzialem.

    Nie znam tamtej dziewczyny, moze ona rzeczywiscie histeryzuje. No ale kurwa, w ogole co to za akcja. Albo jestesmy wszyscy razem albo nie.

    Poza tym jestem chyba uzalezniony od cywilizacji. Od netu, od… Spokoju, intymnosci. Nie lubie byc z ludzmi za dlugo.

    Juz pomijajac ze mialem niezla jazde nerwicowa wczoraj rano, nawet dziewczyna kumpla zauwazyla i zapytala czemu taki blady jestem. Kurwa, myslalem ze zejde. Nienawidze tego. I nienawidze o tym gadac. Bo to nie wspolgra z tym jaki jestem, jaki chce byc. Nienawidze byc zalezny od jakiegos syfu, od flashbackow ze spierdolonego dziecinstwa, ktore ciagle w najmniej odpowiednich momentach wracaja.

    Pani k. tez bedzie miala takie jazdy. Tzn. mam nadzieje ze nie, ale to bardzo prawdopodobne…

    No nic, jutro stad spierdalam. Pewnie minie tydzien i bede chcial wrocic, ale ja juz taki pojebany jestem.

    (niedziela wieczorem)

    Generalnie ten dzien zmazal wszystko co zle. Bylo zajebiscie, ustalilismy ze nie wracamy juz do tego co bylo zle. Potem dobilismy do portu, spotkalismy duzo znajomych (moich, z Wawy, w tym ruda, o ktorej pisalem wam rok temu), bylo sto litrow piwa, wszyscy sie najebali na tyle ze pili piwo z wiadra do ktorego wczesniej szczali itd. Ktos sie obszczal, ktos jak zwykle dostal od kogos w morde, generalnie z perspektywy alterka (ktory kropli dzis nawet nie wypil bo jutro prowadzi) wesolo to wszystko wygladalo. Bylo duzo lodek i zeby np. wejsc na nasza trzeba bylo przejsc przez cztery inne, wiec tylko robilismy zaklady ile osob plumknie do wody. Poki co wiem o jednej. Taki koles, poznalem go rok temu. A moze dwa lata, nie pamietam, w kazdym razie ostro sie wtedy scielismy bo chcial prac mojego kumpla, ale potem juz sie dogadalismy. W porzadku jest.

    Ogolnie spoko juz.

    (wtorek)

    Przyjechalem, padlem (zmeczony jak cholera, jechalem w totalnej ulewie), wstalem, jajo przejechalo 550km i spalilo 25l, czyli 4.6l na setke – calkiem niezly wynik, co?

    Ej i to nie bylo tak ze bylo zle. Bylo zajebiscie. Po prostu jak bylo dobrze to z nimi siedzialem a jak zle to sie zaszylem w pizdu i pisalem notke. Czesto jest tak ze pisze notke jak jest zle a jak jest dobrze to nie pisze, wiec mozecie miec wrazenie ze moje zycie jest smutne, nudne i w ogole. Nie jest tak. Zaje jest ogolnie.

    La chuj

    Brak komentarzy

    [9.03.2010]

    <yodar> a co ty taki emo ostatnio?
    <alterek> co?
    <yodar> no te notki takie, armageddon się zbliża, głupota na świecie itd!
    <yodar> już druga

    Bo ja, myszki, misję czuję. Może nie taką jak luxe (rozkochuje w sobie, wykorzystuje finansowo i wykańcza psychicznie coraz to nowych kolesi), ale zawsze jakąś. Misję ratunkową czuję kurwa. Ale w sumie nikogo nie da się uszczęśliwić na siłę, róbcie sobie jak tylko uważacie. Tylko potem nie płaczcie że jest tak jak alterki przewidziały że będzie.

    SMS. „Dałeś czadu, nie ma co. Fałsz do kwadratu. Nie odpisuj”. Od Piotrka. Nie znacie Piotrka, raz o nim pisałem 3 lata temu, i tak pewnie nikt nie pamięta. Zgodnie z życzeniem nie odpisuję, chociaż prawdę mówiąc nie mam pojęcia o chuj chodzi, wieki całe nie gadaliśmy, a tu takie coś. Ale skoro nie odpisuj, to mnie to nie tego. Tym bardziej że przecież chodzi właśnie o to żebym odpisał i się zainteresował. Nice try.

    Ostatnio usłyszałem od Oposa że nigdy nie sądziła że będzie miała takie wsparcie w byłym chłopaku. To miłe…

    Warto zadać sobie jedno pytanie – co się może stać najgorszego. Jeżeli już powiesz co, to drugie pytanie – i co wtedy, co z tego, co to zmienia? I tak kilka razy. Czasem wtedy można dojść do wniosku że ta wizja wcale nie jest taka straszna jak się nam wydaje. Że jest straszna dla dziecka w nas (reakcji emocjonalnych wyniesionych z dzieciństwa) a nie dla dorosłego (dorosłych możliwości radzenia sobie z sytuacjami).

    Rzekłem. Na forum rzekłem.

    GSX 750F

    Bestia moja.

    No.

    [11.03.2010]

    Pani v. pobiła rekord pani s. w rzucie myszą. 5 piśnięć. Wprawdzie pani s. też miała 5 piśnięć, ale gdy do myszy przyczepiła maupę (maupę pokażę wam kiedy indziej), to się nie liczy.

    <luxe> moze sie powiesil albo chociaz pocial
    <luxe> zreszta cale nadgarstki ma w sznytach
    <luxe> dziwnie sie popatrzyl jak mu z niewinna minka powiedzialam ze tnie sie wzdluz
    <alterek> on ci w koncu kaze spierdalac i taki bedzie final
    <luxe> hahaha to by wrocil po dwoch dniach z rykiem
    <luxe> zreszta juz dzisiaj kleczal przede mna jak udawalam ze sie obrazilam
    <luxe> haha niezly obciach ludzie mieli ubaw
    <alterek> tez mi osiagniecie, sprobuj tak zrobic ze mna to bedziesz spierdalala szybciej niz ci sie wydaje
    <luxe> mnie bawi likwidacja zalosnych osobnikow
    <luxe> po co mam kogos fajnego meczyc
    <alterek> nie bawi tylko po prostu nie dalabys rady slonko :)
    <luxe> no bo tylko frajerzy sie tna i zabijaja przez dziewczyne

    [7.04.2010]

    Ankieta.

    bo w życiu chodzi o to..
    a) by mieć osobę cenniejszą niż złoto!
    b) by się nim cieszyć.
    c) by codziennie melanżować .
    d) a jebać życie..

    I co byście zaznaczyli szprotki? a czy b? Ja b. Bo trzeba mieć życie żeby móc kogoś do niego zaprosić a nie opierać swoje życie na kimś…

    02:42:11 <+cn> kazdy facet chcialby byc calym zyciem dla kobiety
    02:42:29 <@alterek> no i to jest zajebiste, dla niej tez jest zajebiste, ale po jakims czasie to sie musi zjebac.
    02:42:38 <@alterek> gdy ludzie patrza w swoim kierunku a nie w tym samym
    02:42:49 <@alterek> potem fascynacja mija i okazuje sie ze tak naprawde oprocz komplementow to nie macie o czym gadac

    Takie związki zaczynają się i trwają intensywnie a potem równie intensywnie ulegają destrukcji. To nie jest dobre. To nie jest, kurwa, przepis na długi i trwały związek.

    I tyle w temacie.

    Zęba wyrwałem. Zdjęć nie będzie. Wybaczycie?

    00:13:33 < wenedonga> mam gorsze problemy od milosnych
    00:13:49 <+solipsea> alterek jak myslisz – czy milosc istnieje?
    00:14:41 <+solipsea> alterek robisz ttu za experta wiec juz juz
    00:14:42 <+solipsea> XD
    00:14:59 <@alterek> ja sie na tych waszych milosciach nie znam :D
    00:15:12 < Shade> alterek zna się tylko na swoich ;-)

    Na swoich też się nie zna.

    [18.04.2010]

    23:00:24 <omi> kiedy na alterku cos dodasz?
    23:00:33 <alterek> jak bedzie pora
    23:00:41 <omi> czyli? : )
    23:00:55 <alterek> czyli jak dodam to bedzie

    [24.04.2010]

    Na 150 wenlafaksyny wróciłem. Zapisałem się na cbt. Nie mogę spać. Mam w moto nowy wydech (przelotowy) który ryczy aż miło. No i to tyle.

    Title: Wish I Had An Angel
    Artist: Nightwish
    Album: Once
    Year: 2004
    Track: 2
    Genre: Metal

    Ładne. Normalnie nie słucham takiej muzyki ale podoba mi się i chuj.

    Kolejnym wątkiem bajki o księżniczce mogłoby być jej wychowanie seksualne.

    Wychowanie seksualne księżniczki wyglądało tak że starsze laski nauczyły ją jak być dziwką i przez to zatraciła siebie. Zaczęła równać w dół, stała się taka jak one, bo chciała być pokochana i wydawało jej się że to jest do tego droga.

    Chcecie rady samca, moje księżniczki? Wiem że sracie na moje rady, ale i tak wam dam. Tylko po to żeby potem śmiejąc się wam prosto w twarz odsyłać was do tej notki, bo na to że cokolwiek z tego zrozumiecie już nawet nie liczę.

    Rada będzie prosta – czujesz coś to się tego kurwa trzymaj, nie dawaj dupy byle frajerowi, którego nawet dobrze nie znasz, tylko dlatego że tak ci pierdolą twoje starsze pojebane koleżanki, które widziały więcej kutasów niż deska klozetowa. Chcesz być taka jak one? Czy może zależy ci na prawdziwym związku? Jeżeli to pierwsze to wypierdalaj z tego bloga bo nie masz tu czego szukać, a jeżeli to drugie to cóż, jeżeli dasz wszystko na zawołanie to potem się nie dziw że kolesie traktują cię tak jak traktują. Bo traktują cię dokładnie tak jak na to zasłużyłaś. Znudzisz im się po max 3 tygodniach. A z każdym kolejnym będzie dokładnie to samo. I tak do zajebania aż nauczysz się szanować siebie, a w międzyczasie żaden wartościowy koleś, który może i mógłby ciebie pokochać, nawet na ciebie nie splunie.

    I tu nie chodzi tylko o dawanie dupy. To taki skrót był. Myślowy. Jakby ktoś był zbyt tępy żeby zrozumieć, bo z myśleniem w narodzie cienko, oj cienko.

    Kiedyś, parę lat temu, jak zaczynałem być z jedną dziewczyną, zdarzyło się że przyjechałem do niej napierdolony po imprezie. No tak wyszło, gówniarz byłem, najebałem się z chłopakami i chciałem ją zobaczyć, zresztą nie będę się teraz tłumaczył, w każdym razie dostałem wtedy takiego zjeba, taki opierdol, że nie wiedziałem gdzie mam się schować. Co ty byś zrobiła na jej miejscu?

    Mój szacunek do niej po tej akcji wzrósł przynajmniej o rząd wielkości. Faceci szanują dziewczyny które znają swoją wartość i nie boją się jej pokazać. Które nie płaszczą się przed nimi błagając o odrobinę uwagi. A jak jesteś z kimś i koleś cię rzuci bo mu nie chciałaś dać dupy to niech wypierdala, zrobił ci tylko przysługę pokazując na czym mu w tobie zależy, do czego się dla niego sprowadzasz. Jak kumpel który pożyczy od ciebie stówę i więcej go na oczy nie widzisz. Stówa to dla mnie mała cena za pozbycie się fałszywej kurwy ze swojego otoczenia, a kasę i tak prędzej czy później można odzyskać.

    I to nie jest do nikogo konkretnego. Taka rada ogólna patrząc na to co się dookoła dzieje. Na cały ten syf od którego chce mi się rzygać. Na frajerów traktujących dziewczyny jak worki na spermę i na te głupie pizdy rozkładające nogi wszystkim którzy wrzucą monetę.

    „Kupić ci drinka czy banknoty też przyjmujesz?”

    Kurwa, jak tak teraz czytam tą bajkę to bym ją napisał inaczej. Ale w sumie chuj z tym. Nie ma mieć walorów jakichśtam. Miała mi ulżyć. Zwerbalizować (kolejne trudne słowo do słownika) to co chodziło mi po tym pustym łbie. Biegało. Obijało się o ściany. Ile ścian ma czaszka?

    Tak, to taka notka na dzień kobiet. Najlepsze życzenia. Kobietom. Tym które jeszcze szukają swojej kobiecości też.

    Kwiat

    Pa.

    Lubicie bajki? Nie umiem pisac bajek, tym bardziej na tym malym jebanym telefonie o 5 rano, ale chuj z tym, dzis bedzie bajka o ksiezniczce.

    Gdzies, kiedys, to niewazne gdzie i kiedy, zyla sobie ksiezniczka. Zaczyna sie bajkowo, co? Ksiezniczka wlasnie zaczela 1 klase liceum, mieszkala z despotyczna i zimna emocjonalnie matka, ktora potrafila tylko krytykowac, i ojcem alkoholikiem, ktory pil i bil. Kiedys tylko matke, ale odkad ksiezniczka mu sie postawila, tlukl juz obie.

    Nie, ojciec nie byl alkoholikiem. Alkoholicy chodza na spotkania. Ojciec byl pierdolonym pijakiem i nierobem. Zreszta uciekl w chlanie bo nie wytrzymal ze swoja pierdolnieta zona. Oprocz rodzicow nie bylo nikogo.

    Nasza ksiezniczka byla ladna, miala wielu znajomych, paru chlopakow sie wokol niej krecilo, ale ona ciagle, nawet wsrod swojej ekipy, czula sie zupelnie sama. Czula ze odstaje, ze nie pasuje do nich. Smiala sie bedac z nimi, ale tak naprawde miala ochote uciec gdzies daleko, schowac sie w wygaslym wulkanie, gdzies gdzie nikt by jej nie widzial, nie ocenial. Bo nasza ksiezniczka zawsze, odkad tylko pamieta, czula sie oceniana. Czula presje wszystkich dookola. Ze nikt nie moglby jej pokochac taka jaka jest. Ze ciagle musi komus cos udowadniac. Musi byc piekna, musi byc fajna, musi sie uczyc najlepiej w klasie. Ciagle cos musi. Przez to wszystko nabawila sie problemow z jedzeniem, paniki przed lekcjami, pojawily sie problemy z sercem, czasem z nerwow i oslabienia krew jej poleciala z nosa… I tak sobie zyla, wegetowala wlasciwie, z dnia na dzien tracac sama siebie. Juz dawno zapomniala kim naprawde jest, powoli stajac sie tym, kogo chcieli widziec inni. Nigdy nie nauczyla sie zyc dla siebie. Zyla dla innych. Tylko to trzymalo ja na powierzchni.

    Nasza ksiezniczka czula sie uwieziona w tym okrutnym swiecie. Nie chciala zyc, ale nie umiala sie zabic. Chciala uciec. Probowala ucieczki w swiat uzywek, przycpala pare razy, amfa, heroina, ale to nie bylo to. Nienawidzila siebie, gardzila soba, swoim cialem. Zaczela uciekac w swiat autoagresji. Wyrywala wlosy, wbijala szpilki pod paznokcie, przypalala sie, okaleczala. Zaczela sie puszczac, przynajmniej w tych krotkich momentach czujac sie atrakcyjna i potrzebna. To wszystko dawalo na jakis czas ukojenie. Widok wlasnej krwi, sciekajacej po nadgarstkach, byl taki kojacy… Tylko trzeba bylo to jakos ukryc, zeby w szkole nie zobaczyli. Bo przeciez przez ten caly czas udawala ze wszystko jest w porzadku. A wszyscy dookola udawali ze w to wierza.

    Byla nawet u psychiatry. Dostala recepty na dwa leki – stabilizator nastroju do brania codziennie i lek uspokajajacy do brania, gdy jest chujowo (np. przed sprawdzianami). Na tym sie rola psychiatry skonczywszy.

    Pewnego dnia ksiezniczka spotkala Jego. Nie byl taki jak inni, nie chcial jej wykorzystac. Mily, przystojny, dojrzalszy od innych. Nie interesowala go jej dupa i to czy polyka, wolal rozmawiac z nia o muzyce, o szkole, o niej. Mieli duzo wspolnych zainteresowan. Jego pasja tez byla muzyka. Dawal jej to bezpieczenstwo, ktorego tak bardzo jej brakowalo. Nie chcial jej przeleciec (powiedzial ze zrobia to w jej urodziny), a ona przy nim czula sie naprawde szczesliwa, duzo szczesliwsza niz w tych wszystkich przelotnych zwiazkach razem wzietych. Czula ze dadza razem rade ze wszystkim. Jej marzenia, dawno schowane gdzies w glebi duszy, odzyly. Zaopiekowal sie nia, chcial dla niej jak najlepiej, a ona czula sie jak w bajce. Bylo idealnie. Do czasu. Gdy dowiedziala sie po trzech latach, ze byla tylko zabawka, ze oprocz niej mial dwie inne, cos w niej peklo. Oddala wszystkim pozyczone od nich rzeczy, pogodzila sie z wrogami, napisala dlugi list, ktory i tak jej sie skasowal, po raz ostatni wlaczyla swoja ulubiona piosenke, najadla sie lekow na uspokojenie od psychiatry, popila piwem (normalnie by go nie tknela – kalorie), zamknela oczy i w koncu poczula sie spokojna. Jak nigdy do tej pory.

    Pogotowie przyjechalo wezwane przez ojca, ktory w miedzyczasie wstal i zdazyl wytrzezwiec, i uratowalo nasza ksiezniczke. A raczej to co z niej zostalo.

    Niedotleniony mozg obumarl. Dziewczyna ledwo chodzila, miala problemy z mowieniem. Gdy sie z nia rozmawialo, to pod koniec zdania nie pamietala juz jego poczatku. Zreszta malo kto z nia rozmawial, bo po „wypadku” przestala kontrolowac takze czynnosci fizjologiczne. Slinila sie i srala pod siebie. Wyrzucili ja z domu, wiec piekne, jesienne dni spedzala lezac we wlasnych rzygach na dworcowej lawce opuszczona juz przez wszystkich.

    Pewnej zimowej nocy, kiedy znow ochrona wygonila ja na mroz, odeszla cicho, spokojnie, we snie, tak samo jak przezyla swoje zycie – cicho, spokojnie, placzac jedynie w sobie, w srodku.

    Kto ja zabil? Wy ja zabiliscie. Wy wszyscy, ktorzy spotkaliscie ja kiedys w szkole i odwrociliscie wzrok. Udawaliscie ze nie widzicie, jak ona w srodku placze. Jak desperacko potrzebuje pomocy, zrozumienia. Niektorzy z was widzac, jaka jest slaba, smialiscie sie z niej i cieszyliscie te swoje tepe ryje, gdy udawala, ze nie widzi. Odwazni w grupie tchorze, zbyt slabi, zeby wyciagnac do niej reke, narazajac sie na wysmianie przez takich samych jak wy zalosnych frajerow. Sasiedzi wlaczajacy glosniej muzyke zeby nie slyszec krzykow. Albo nie wpierdalajacy sie, bo to w koncu nie wasza sprawa, przeciez na pewno ktos inny zadzwonil juz na paly. Wy wszyscy nosicie na swoich rekach jej krew.

    Na szczescie to tylko bajka. Kompilacja wielu prawdziwych historii, ale bajka. Ksiezniczka zyje. Jeszcze nie przedawkowala lekow. Nadal czeka. Na was.

    Ksiezniczka

    Zlanoc.

    To ja, sen

    1 komentarz

    Mialem napisac notke i nawet kilka napisalem, ale w miedzyczasie sie zdezaktualizowaly. Trudne slowo, wiem. Cztery notki byly. Gotowe do wstawienia. Ale nie ma.

    O jakie ladne slowa byly, miedzy innymi „nie spierdolmy tego”. I tez juz sie zdazyly zdezaktualizowac. Szkoda.

    Bo slowa to tylko slowa, kurwa. Licza sie czy-ny. Boli mnie to. Mimo wszystko, mimo tylu rozczarowan, boli mnie, ze ludzie graja, ze pokazuja nam to co chcemy zobaczyc. Ze tak naprawde sa zupelnie inni niz nam pokazuja. Wiem, byl czas zeby sie przyzwyczaic. Ale jest we mnie chyba jeszcze troche wiary w ludzi, ktora nie pozwala traktowac wszystkich z dystansem.

    Mistrz drugiego planu
    Fot. 1. Obrabianie dupy za plecami

    Wiec notka bedzie prozaiczna i bez glebszych, wielkich wyznan, ktore tak bardzo lubicie.

    Nie. Jedno wyznanie bedzie. Bo pani s. vel „ameno ameno” pytala czemu nigdy nic o niej nie pisalem. Nie pisalem bo nie bylo takiej potrzeby. Poza tym mam jakies takie wewnetrzne przekonanie ze jak napisze to wszystko sie spierdoli. Tak na zlosc. A mi bez kitu zalezy. Natrectwo? A kto kurwa nie ma zadnych natrectw…



    Youtube 1. Gdy ktos ma wiecej natrectw

    Wiec musicie po prostu zadowolic sie informacja ze jest w alterkowym sercu pewna pani s. Nie chce wiecej pisac.

    Serce
    Fot. 2. Serce. Moze nie alterkowe, ale alterek ma podobne

    Moj wewnetrzny niepokoj jest potegowany przez bol, czyt. napierdalanie zeba, ktory nie ma fizycznego prawa napierdalac, bo nie ma nerwow. Kanalowo. Dawno temu kanalowe nie bylo skonczone, ale nerwy byly pousuwane. I boli skurwiel. Zgorzel? No bardzo, kurwa, ciekawe.

    Bol zeba
    Fot. 3a. Prawie jak alterek

    Dentysta
    Fot. 3b. Prawie jak alterkowy dentysta

    „To ja, sen… Chwytam cie za rzese…”

    Sen
    Fot. 4. Sen

    Nie znacie. Poznajcie. Leci od paru dni zapetlone.



    Youtube 2. To ja, sen

    Kurwa, tyle rzeczy chcialbym wam opowiedziec, ale caly czas mam wrazenie ze moje szczescie, te wszystkie zajebiste chwile, sa kosztem kogos. Czyjegos cierpienia. Ale czasami nie da sie inaczej.

    Imovane juz nie dziala. 2.5x przekroczona maksymalna dawka i chuj, odlecialem troche w jakis pojebany swiat, ale nie byla to kraina snu.

    Insomnia
    Fot. 5. Alterek w nocy

    W ogole jak juz udalo mi sie zasnac na pol godziny to uroilo mi sie ze pani k. plonie. Ogniem plonie. Niezla schiza.

    Ogien
    Fot. 6. Ogien

    Mialem jechac do Kielc, mialem isc na piwo firmowe, mialem zaszczycic kumpla na jego urodzinach. Lata cale sie nie widzielismy. Bardzo mnie zapraszal, a ja bardzo chcialem isc. I chuj to wszystko jebnal z tej bezsennosci. Przynajmniej sie wyspalem. Jak padlem ryjem w poduszke to 20 godzin minelo. Pobilem swoj rekord.

    Pani s. tez pobila dzisiaj rekord. W rzucie mysza. Kto ze mna jechal samochodem ten wie jaka mysza. Bo wisi pod lusterkiem taka fajna mysza i dynda. I piszczy jak sie jej zajebie. A raczej piska. Mysz pisnela dzisiaj 4x. Dotychczasowy rekord to 3 pisniecia.

    Mysz
    Fot. 7. Rzeczona mysz

    Plan na maj jest taki zeby troche odswiezyc zeglarskie znajomosci, wziac najpotrzebniejsze rzeczy i wyjebac motorem na mazury na tydzien. Zagle, tylko woda i my, wieczory w tawernach, codziennie w innym porcie, ogniska do rana, na pozegnanie tradycyjnie polmisek wilkow morskich w Wegorzewie… O kurwa, jak mi tego brakuje.

    Zagle 1
    Fot. 8a. Alterek na zaglach

    Zagle 2
    Fot. 8b. Rowniez alterek na zaglach

    W ogole to kreci mnie turystyka motocyklowa. Wsiadasz i jestes w innym swiecie… I jedziesz gdzies w pizdu, w nocy, zupelnie sam ze swoimi myslami… Stary swiat zostal gdzies w pizdu daleko, teraz liczysz sie tylko ty i kojacy ryk silnika… To ma taki klimat ze pojecia nie macie.

    Turystyka
    Fot. 9. Moze niekoniecznie taka turystyke mam na mysli

    Oczywiscie moge kogos zabrac, wtedy tez jest fajnie. Albo np. jechac na pare maszyn. Ale chlopaki beda woleli pociagiem bo mozna sie wyluzowac i napic. Poza tym z nich wszystkich to chyba tylko jedna osoba oprocz mnie ma kat. A. Moto nie ma, bo sprzedala.

    Pani o. jak zawsze pokazala ze mozna na nia liczyc, kiedy jest potrzebna. Dobrze miec przyjaciol. Dziekuje ze jestes opos. Ze jestescie, wszyscy. Kazde z was daje mi bardzo duzo, kazda osoba, ktora wpuscilem do swojego swiata, jest niezastapiona. Po kazdym z was zostalaby w sercu wielka dziura. A to serce i tak juz dziurawe jest. Pamietajcie o tym.

    Religa
    Fot. 10. Lekarz od dziurawych serc – kardiochirurg

    Wizyty u pana j. w szpitalu troche mnie przytlaczaja. Szczegolnie gdy wchodzi sie do sali a tam trzech takich samych lysych (bo im wlosy powypadaly) lezy pod kroplowkami i przyjmuje kolejna dawke chemioterapii. Doceniajcie to zycie, kurwa, bo czasem moze sie okazac naprawde z dnia na dzien, ze lekka chujnia jest… Ot tak kurwa pewnego dnia bolec go zaczelo i tak bolalo i bolalo, to poszedl w koncu do lekarza, a tam rak, trzeba operowac nastepnego dnia. I w jednym momencie zycie jeblo na glowe. Jebnelo. Wyjebalo. Zanim w ogole sie zaczelo. Bo 21 lat w tym roku konczy, rocznik pani o.

    Pani y. znowu zerwala z panem y. I znowu do niego wroci. I znowu zerwie i znowu wroci. Pani y. kazala mi wypierdalac. Wczoraj. Dzis pani y. przeprosila.

    magda duze frytki salatka z kurczakiem
    marek czizburger duze frytki
    25zeta
    ewelina zestaw cziken kawa
    ja zestaw wiesmak cola

    No bo kurwa do maka jechalem i nie mialem gdzie zapisac co dla kogo. No.

    Cheeseburger
    Fot. 11. Cheeseburger

    Ameno.

    Bajka

    3 komentarzy

    Nauczony doswiadczeniem z poprzedniej notki tym razem wzialem podwojna dawke. Dwa zajebiscie silne leki na sen (tzn. dwie dawki jednego), bo NAPRAWDE musze wstac rano i przezyc dzien. Jakos tak o 23:30 wzialem. Teraz jest ktora? Czwarta. Pietnascie. Zajeslodko.

    Wkurwia mnie juz ta eska. Ciagle tylko jeczenie jakichs pedalow z kim ktora powinna byc, ze nie z gangsterem tylko z nim, ze aniola glos, ze musze zyc zyciem towarzyskim itd. Zawodzenia tych zajebanych bawolow juz sie nie da sluchac. Dzis wieczorem odkrylem nowe radio, niszowe, z japonska muzyka, a w nim akurat niejaka Acid Cherry prowadzila swoja audycje. Swoja droga „kwasna wisienka” brzmi dosyc niebezpiecznie po sobocie (s. wie o czym mowie), no ale mniejsza z tym. W kazdym razie zagadalem zeby zapytac skad wytrzasneli tego mula co prowadzil przed nia i dowiedziec sie kiedy bedzie Orli (takie stworzenie z gryzoniowego forum – wlasnie wtedy miala miec swoja audycje). Dowiedzialem sie ze Orli bedzie jak wroci, bo teraz nie moze, i tak jakos rozmowa przez duzo innych tematow zeszla na bezsennosc, powiedzialem jej ze wtedy czasem powstaja alterkowe notki. No to kurwa, wlasnie powstaje kolejna. Jak to acidka czyta, to moze czuc sie pozdrowiona. Ciagle tylko czyta w tym radiu te pozdrowienia to niech w koncu ma cos dla siebie :)

    (minela niedziela. zaczal sie poniedzialek. rowniez minal.)

    Bajke, bajke, bo alterek nie zasnie… Opowiedz dziecku bajke, taak…

    Czerwony kapturek szedl sobie spokojnie przez betonowy las, sluchajac hip hopu ze swojego iPoda, kiedy obok z piskiem opon zatrzymala sie beemka…

    Nie, to bedzie glupia bajka. Poza tym o czerwonym kapturku dymanym przez swojego ojca-pedofila juz kiedys komus opowiadalem na dobranoc. O kopciuszku, ktory nie mogl isc na bal, bo mial okres, ale dostal od dobrej wrozki tampony, tez. Niestety wybila polnoc i tampon zmienil sie w dynie…

    Takie jedno pocieszne stworzenie z forum o bmw (kto wie ten wie, kto nie wie, niech wpisze w google magdalenabmw) pisalo bajki dla dzieci, wiecie? To ja tez napisze.

    Za siedmioma ..takimi tam, byla sobie piekna, lesna kraina. W krainie tej od wielu, wielu lat zyly w zgodzie lesne zwierzatka. Zycie kwitlo tu przez caly rok, lato czy zima, slonce czy deszcz… Pewnego zimowego poranka lesna drozka dreptala sobie sarenka. Sarenka mimo ze ledwo wiazala koniec z koncem, byla dobrym zwierzatkiem. Zawsze chetnie pomagala innym mieszkancom lasu. wlasnie wracala od lisiczki, dla ktorej dzieci za symboliczny kosz jablek ugotowala pyszny rosol z kur wielu. Zmeczona, po calej nocy pracy, niosla jablka dla swoich malych sarniatek, spieszyla sie tak bardzo, ze nie zauwazyla idacego jeza. Gdy stanela mu na grzbiecie, wszystko potoczylo sie tak szybko! Igly wbily jej sie w kopytka, odskoczyla natychmiast, wydajac z siebie okropny jek… No i stalo sie. Przewrocila sie biedna na oblodzonej sciezce i wylozyla tak niefortunnie, ze zlamala sobie trzy raciczki…

    Na nic zdal sie placz, szlochanie. Tylko mysl o umierajacych z glodu dzieciach, ktore od tygodnia nie mialy nic w ustach, dawala jej sile zeby przetrwac jeszcze troche. Patrzyla blagalnym wzrokiem na przechodzace obok zwierzatka lesne, ale one zdawaly sie tego nie zauwazac – przechodzily obojetnie, omijajac ja lub wrecz przeskakujac, niektore patrzyly z zaciekawieniem, inne odwracaly wzrok, udajac ze nic nie widza, jeszcze inne szeptaly cos do siebie, a kilka z nich przeszlo po niej jak po martwym bialym heteroseksualiscie (mialo byc po murzynie albo geju, ale to bylaby dyskryminacja, a tak nie jest, prawda?). Bol raciczek stawal sie nie do zniesienia, a na mysl o umierajacych z glodu i tesknoty sarniatkach, ktore przeciez zostana zupelnie same, z matczynych oczu poplynely srebrne lzy…

    Wnet z lasu nadszedl zajaczek. Zajaczek brzmi dosyc groteskowo – wielki jak byczysko, postrach lesniczych, ale w gruncie rzeczy o zajeczym sercu, wracal wlasnie z silowni, w ktorej spedzal poranki. Rozmyslal o dzisiejszym wieczorze – moze znowu w barze spusci misiowi wpierdol? A moze znowu, gdy jako oskarzony stawi sie w lesnym sadzie, bedzie smial sie do rozpuku, kiedy sedzia w koncu sie przyzna? Gdy zobaczyl sarenke, serce podeszlo mu do gardla, a lzy stanely w oczach. Nie mogl patrzec na cierpienie biednego, bezbronnego zwierzatka. Nikt inny sie nie zlitowal, tylko ten jeden zajac podszedl, popatrzyl chwile i w pelni swej nieskonczonej dobroci z calej sily kopnal konajaca sarenke w okoliczne krzaki. Sarenka juz tego nie czula.

    W ten sposob lesna droga byla znowu czysta a lesne zwierzatka – jak zawsze – szczesliwe.

    Moral dzieci dospiewaja sobie same.

    A teraz psychiatrzy grzecznie dziekuja alterkowi za zapewnienie nieprzerwanego strumienia gotowki od kolejnego pokolenia pacjentow.

    Dobranoc.

    Notka bedzie mocno egocentryczna. Zreszta ktora nie byla…

    Mit: Alterka latwo stracic.

    Fakt: Alterka nie jest latwo stracic. Alterek ma niezle paranoiczny charakter i czesto sie oddala tam w srodku, w alterku, gdy czuje sie zagrozony (pozycja „na jeza”), ale nie jest go tak latwo stracic. Bo wbrew pozorom ten caly alterek tez sie angazuje. Czasem tego nie okazuje, czasem rani, ale angazuje.

    Kaktus
    Fot. 1. Moze nie jez, ale tez pasuje

    Trzeba zrobic naprawde duze chujstwo zeby stracic alterka. Niewielu sie to udalo. Na przyklad jezeli jestescie zdrowi, silni, ktos przy was straci przytomnosc, ktos inny (lekarz – slaba starsza kobieta) poprosi was o pomoc w przeniesieniu tej osoby z przejscia a wy z bezczelna mina powiecie „ja nie jestem od tego” i przejdziecie robiac szeroki krok nad nieprzytomnym… To ja kurwa nie mam juz z wami wtedy o czym gadac. Prawde mowiac szczeka mi opadla jak sie o tym dowiedzialem (bo nie bylo mnie przy tym, dowiedzialem sie od lekarza). A potem jest „co jest kurwa tyle lat bylismy kumplami!”. To jest kurwa, ze z burakami nie gadam. Pokazales swoja prawdziwa twarz stary, szkoda ze tak pozno.

    Burak
    Fot. 2. Burak

    Mit: Alterek atakuje.

    Fakt: Alterek stara sie zeby to co mowi bylo jasne i nie bylo w tym niedopowiedzen. Alterek wierzy ze wszystko co ktos robi ma jakis powod i stara sie nie oceniac ludzi, bo jest alterkiem a nie nimi i nie moze ocenic sytuacji z ich perspektywy. Jezeli alterek mowi cos dosadnie to nadal nie ma w tym oceny, ukrytego sensu, ataku, presji. Jezeli alterek chce kogos ocenic albo wywrzec presje to robi to jawnie, wprost, albo w ogole. Kiedy mowi np. „rob co chcesz” to znaczy to dokladnie tyle ile powiedzial. Znaczy ze dalsza rozmowa o czyms nie ma sensu i alterek pozostawia decyzje osobie z ktora rozmawia. I uszanuje ja, jaka by ona nie byla. „Rob co chcesz” znaczy „i tak konsekwencje poniesiesz ty, moje zdanie znasz”. I tyle.

    Czasami zdarzy wam sie jednak wkurwic tego waszego alterka i w zlosci alterek powie pare slow za duzo, ale jezeli juz to zrobi, to zawsze (niektorzy juz sie przekonali, inni dopiero przekonaja, bo jeszcze alterka na tyle nie wkurwili) znajduje w sobie odwage na przeprosiny. A to chyba najtrudniejsze slowo jakie moze pasc z ludzkich ust…

    Wkurwienie
    Fot. 3. Wkurwienie

    I nie mowie o takim przepraszam jak v. jak jej dalem pojezdzic na moto (spokojnie – gdzies daleko gdzie nikomu by krzywdy nie zrobila) i sie wyjebala. Mowie o „przepraszam, za duzo powiedzialem, nie jestes pusta cipa, nie mysle tak”.



    Youtube 1. Pierwsza jazda v. Druga skonczyla sie wyjebka

    Ciekawe czy kiedys nie zdaze przeprosic. Bo bedzie juz za pozno. I juz zadne przeprosiny ani wiadra lez wylanych nad grobem kogos najblizszego nie cofna tych kilku pierdolonych slow…

    Samobojca
    Fot. 4. Samobojca

    Ja sie kurwa do ludzi nie nadaje.

    Mit: Alterek opierdala.

    Fakt: Alterek czasami opierdala. Ale rzadko. I wtedy jest jasne ze opierdala. Najczesciej nie opierdala tylko mowi co mysli, nawet jezeli nie jest to mile. Bo alterek najczesciej stara sie rozmawiac z bliskimi na trudne tematy milo i delikatnie ale nie zawsze tak sie da. A jak nie powie nic to takie drobiazgi w nas potem narastaja i w koncu sie nie wytrzymuje, peka i wyrzuca wszystko od razu. A to optymistyczny wariant. Pesymistyczny jest taki ze sie oddalamy i po jakims czasie nie ma juz sladu zwiazku, przyjazni, relacji, czegokolwiek, co kiedys nas laczylo i pozostaje tylko niechec do tych wszystkich nawarstwionych drobiazgow. Tak czy inaczej to nie jest fajne. Alterkowa recepta na dlugie i udane relacje z bliskimi to mowic od razu na biezaco i zamykac temat. Ale nie zamykac w ten sposob ze „nie gadajmy juz o tym bo sie niemilo zrobilo”. Zamykac jak juz wszystko jest naprawde wyjasnione. Z obu stron.

    Alterkowi za bardzo zalezy na tych na ktorych mu zalezy zeby mogl pozwolic sobie na niedopowiedzenia. Z tego naprawde nigdy na dluzsza mete nie wychodzi nic dobrego. Bo rzeczywiscie alterek moglby olac jak mu cos nie pasuje, na zasadzie „rob co chcesz, chuj mnie to boli”… Ale tak sie nie da jak mu na kims zalezy. Tzn. wszystko sie da, ale po prostu jak nie z czego innego to chociazby z szacunku do kogos bliskiego nalezy mu sie szczerosc.

    Poza tym ludzie czasami podswiadomie sprawdzaja granice, sprawdzaja jak daleko moga sie posunac. Ja chce zeby te granice byly sztywne. Zebym nigdy nie uslyszal ze „kiedys ci to nie przeszkadzalo” i nie musial odpowiedziec, ze przeszkadzalo, ale wolalem nic nie mowic. Jasna i spojna informacja zwrotna najlepiej oczyszcza sytuacje. I to dziala w obie strony.

    Feedback
    Fot. 5. Przykladowy uklad zamkniety z ujemnym sprzezeniem zwrotnym. Tak wygladaja rowniez idealne stosunki z ludzmi

    Mit: Alterek stracil wene do pisania.

    Fakt: Alterek ma o czym pisac (oj kurwa ma, zebyscie wiedzieli, ze ma…) ale jakos zwiekszyl mu sie prog wywlekania prywatnych spraw publicznie. Wiecej zachowuje dla siebie. Zawsze byly rzeczy o ktorych nigdzie nie pisalem, bo po chuj, w jakim celu. Ostatnio po prostu chyba jest ich wiecej.

    Wiec nie – nie zalozylem rodziny, nie odziecilem sie, nie zaczalem normalnie spac, nie znormalnialem. Ani nie pojebalo mnie juz do konca. Jestem tu. Caly czas. Dla wszystkich ktorzy moga mnie potrzebowac.

    Mit: Alterek jest prozny i lubi glaskanie jego ego (tak zwane lizanie po jajach).

    Fakt: Tym razem trafione. Sekte zaloze kurwa. Skarbnika sobie znajde. Skarbnik zgarnie kase owieczek a ja ich dusze.

    To ogolnie glebszy temat, powiedzialbym ze nie na notke… Ale jak nie na notke to na co? Maila, rozmowe przy wodce? Chyba tylko na przemilczenie. A przemilczen nie lubimy.

    No prozny jestem jak beben maszyny losujacej przed zwolnieniem blokady, jak kiszki po salmonelli, lubie byc w centrum uwagi, no kurwa. Nawet ostatnio w tv taki dialog miedzy wejsciami:

    - lubisz byc w centrum uwagi co?
    - haha a ty to moze nie
    - no ja kurwa tez

    Bo wasz ulubiony alterek byl ostatnio mala gwiazdka jednego wieczoru na paru programach (na pewno tvp2), kto ogladal ten wie (a ktostam ogladal bo dostawalem smsy przed kamerami i ogolnie w studiu).

    Wkurwia mnie czasem ta jebana proznosc, niedowartosciowanie. Ale na razie mam inne rzeczy w sobie ktorymi chce sie zajac i/lub od jakiegos czasu zajmuje. Jakie to rzeczy? Glownie zmiana niektorych struktur poznawczych i wyuczenie nowych odruchow na stare bodzce (element behawioralny). Wiem, nic wam to nie mowi. I oby nigdy nie musialo mowic.

    „edit: zapomnialam co glupiego mialam napisac o alterq. ameno. ameno.”

    Dopisala fanka alterka po przeczytaniu tej notki na alterkowym telefonie.

    Nic nie pisz, po prostu badz. I notki pisz u siebie bo lubie cie czytac (niestety adresu nie dostaniecie – bo nie zrozumiecie ani jednego zdania z tego co ona tam pisze, gwarantuje wam to).

    Luxe slonce moje uzaleznila od siebie jednego kolesia zeby wyssac z niego kase, a on wzial i sie przez nia zakonczyl. Bo mu dojebala troszke jak sie wkurwila. I tak sie rozkladal w domu przez dwa dni az go znalezli i przestal sie rozkladac. Jej reakcja: „zle mi bo jego siostra sie na mnie drze i szkoda ze go juz nie ma bo chcialam jeszcze troche kasy z niego wyciagnac. ciekawe co sie stanie z jego domem i samochodem. pewnie jego rodzinka to zgarnie :( ja uwazam ze jak przeze mnie sie zabil to w nagrode powinnam dostac wszystkie jego rzeczy. za zycia chcial mi dac to wszystko. oni nie zasluzyli”. I powiedzcie mi ze zwiazki z borderami vel „nie jestem zaden border kurwa nie szufladkuj mnie ty tlusty oblesny chuju” sa bezpieczne.

    No koles byl niezle zdesperowany. Zreszta nie mnie to wszystko oceniac (ani nie wam, kochani). Ale nie chcialbym sie zakochac w takiej dziewczynie jak ona. Ogolnie w dziewczynie z bpd. Vel „nie szufladkuj”. Ani z osobowoscia psychopatyczna. Chociaz to sie akurat u mniej ze soba laczy. Powiedzialem jej ostatnio ze rozmowa z nia o pewnych rzeczach jest jak ze slepym o kolorach bo niestety majac osobowosc psychopatyczna (psychiatrzy jej to stwierdzili, to nie moj wymysl) pewnych rzeczy, jak np. moralnosc czy sumienie, nie zrozumie. Bo ona moze nie robic czegos ze strachu przed konsekwencjami („analiza konsekwencji”, v.) a nie z powodu wewnetrznego poczucia dobra i zla. Zaprzeczyla. Ale i tak czlowieka nie zabije naprawde wylacznie ze strachu przed kara (chociaz znajac jej napady szalu to spokojnie by mogla i juz raz prawie wbila komus kose, dala sobie spokoj wlasnie tylko po zimnej kalkulacji konsekwencji).

    Co nie zmienia faktu ze przyjaciolka z niej zajebista. Moge na nia liczyc, tak mysle… Duzo o mnie wie. Rzeczy, ktorych balbym sie pokazac komus normalnemu. Bo ona nie ocenia innych a normalna osoba juz dawno ucieklaby z krzykiem. A na niej nie robi to zadnego wrazenia, bo tez ma rowno w tym lbie napierdolone i to naprawde duzo bardziej niz ja.

    Ciekawe czy drugi koles ktorego urabia (tym razem dla zabawy i podbicia ego a nie dla kasy) tez sie powiesi albo inaczej kipnie. Ona ogolnie nienawidzi facetow za pare rzeczy i stad to podejscie, tak mysle. Ale moze nie mam racji. W kazdym razie nie dziwi mnie to wszystko, serio.

    Pistolet
    Fot. 6. Najlepsze narzedzie dla tego kolesia

    Ja mam sumienie. I to sumienie czesto sie odzywa. Wszystkie zrobione ludziom zle rzeczy wracaja. A bylo ich troche. Duzo bylo… No i chuj, sa pewne sprawy, w ktorych trzeba byc egoista. Nie mozna inaczej. I niestety niby zyjac w zgodzie ze soba ponosi sie tego moralne konsekwencje i ma wyrzuty sumienia bardzo dlugo.

    Cycki
    Fot. 7. Tu mialo byc zdjecie sumienia, ale nie moglem zadnego znalezc, wiec wrzucilem cycki

    Mysle zeby rzucic w pizdu SNRI (konkretnie to) do konca. Bo teraz juz ktorys tydzien (miesiac?) jade na polowce. Uprosci to pare spraw, uporzadkuje, kilka rzeczy wyklaruje i moze w koncu stana sie jasne… Inne rzeczy z kolei bardzo skomplikuje. Ogolnie koszmar bedzie jak sam chuj. Trzeba sie na niego przygotowac.

    Crazy
    Fot. 8. Alterek po odstawieniu SNRI – wersja pesymistyczna

    Wariat
    Fot. 9. Alterek po odstawieniu SNRI – wersja optymistyczna

    Dochodzi 4:30. To jeszcze raz, o ktorej wzialem to Imovane na sen? (sprawdza wyslane smsy) O 23:15. Wzialem zeby pasc i chociaz troche sie wyspac bo jutro musze wstac o 7. Zeby wyjsc jakos o 7:15. Taaak.

    Uroczyscie oswiadczam ze jezeli kiedykolwiek sie wyspie, to nastapi to nie wczesniej niz po smierci. Mojej smierci. Chociaz pewnie nawet wtedy pojebane (i calkiem normalne tez) mysli nie dadza mi spokoju.

    Ameno.


    • RSS