alterek blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 10.2005

    Zła noc

    20 komentarzy

    Nie zasnę. No nie zasnę. Gaszę światło, kładę się, przytulam pyszczek do poduszki, zamykam oczy i próbuję się wyciszyć, ale zamiast wyciszenia i uspokojenia kłębią się jakieś głupie myśli. Kilka wybranych:

    Nie mam nikogo, dla kogo mógłbym wstać rano. Taki banał…

    Tylu rzeczy nie zrobiliśmy z Chlebkiem. Odkładaliśmy je na później, bo zawsze było można, a teraz tak bardzo mi szkoda że np. nigdy nie przetańczyliśmy całej nocy wtuleni w siebie…

    Cholera. Brakuje mi go. No po prostu brakuje mi tego chłopaka, a powinienem już dawno o nim zapomnieć. Przypominam sobie te spędzone razem chwile, noc po koncercie Myslovitz, kiedy leżeliśmy w ciemnej piwnicy razem, wtuleni w siebie, ogrzewaliśmy się… Jak ganialiśmy się po całkowicie ciemnych polach mokotowskich w środku nocy, jak biegaliśmy razem z jego psem po śniegu, szczekałem głośniej od psa… Te wszystkie piękne wspomnienia teraz bolą tak bardzo, że chciałoby się po prostu rozpłakać, wyrzucić to z siebie. Ale chyba skończyły mi się już łzy…

    Ej, on był taki mój… Tylko mój…

    Teraz to i tak nie ma już sensu.

    Wkleję wam coś. Wiem, nie powinienem, bo to było moje do niego, a nie moje na bloga, ale teraz nie ma już NAS… Więc… Co za różnica…

    Date: Mon, 15 Aug 2005 22:10:22 +0200 (CEST)

    Piszę tego majla, bo kolega mi doradził… Żebym napisał ci wszystko, co czuję, wszystko co mam teraz w głowie. Nie wiem, co to da, nie wiem, czy to coś zmieni, ale właściwie i tak nie mam nic do stracenia, więc czemu nie… Żałuję tylko, że tak długo zwlekałem z napisaniem tego majla.

    I w sumie to nie wiem co czuję.

    Na początku jak powiedziałeś, że to koniec, czułem smutek. Miałem ogromnego doła, wyrzuty sumienia, że zrobiłem coś nie tak, nie wyobrażałem sobie życia bez ciebie.

    Potem, jak chirell powiedział mi, że zastał ciebie i dafa w łóżku… Jak się pocieszaliście, przytulaliście albo coś… Czułem nienawiść. Suchotę w gardle i ogromną nienawiść. Bardziej do dafa, ale do ciebie też.

    A teraz się zastanawiam. Ja to widzę tak.

    - daf zakochał się w tobie (co było do przewidzenia bo obaj wiemy, że jesteś śliczny).

    - ty czułeś brak mojej przyjaźni, więc pojechałeś do dafa i grzesia, jako do kogoś, kto dał ci przyjaźń. Wiem natomiast, że niesłusznie nazwałem cię… No, brzydko cię nazwałem. Pochopnie zrozumiałem sytuację. Chciałbym cię za to w tym miejscu przeprosić. Przepraszam też za to, że groziłem dafowi. On tylko dał ci to, czego potrzebowałeś.

    Posłuchaj. Ja wiem, że bardzo się zaniedbałem. Bardzo zaniedbałem nas. Koncentrowałem się głównie na seksie, wydawało mi się, że mam ciebie na zawsze, że zaakceptujesz wszystko, to że się rzadko goliłem, nie mówiłem ci już tak często, że cię kocham… Sporo o tym myślałem… I zrozumiałem to. Wiem, że tobie teraz mnie nie brakuje… Tak mi się wydaje. Masz przyjaźń dafa, a seks możesz mieć w każdej chwili z kimś z sieci… Chociaż ja bym tak nie potrafił… :( Ty, z tego co mówiłeś, też, ale ja nie wiem już nic.

    Myślałem, że dam sobie radę. Zatopię się w programowaniu, imprezowaniu, spotkaniach z kumplami, poznam kogoś, zacznę nowe życie, nowy związek, pełniejszy, bez popełniania tych samych błędów. Że będzie fajnie.

    Ale nie jest fajnie.

    Nie mam nikogo. Po dwóch tygodniach nadal codziennie mi się śnisz (tak, możesz nie wierzyć ale od naszego rozstania nie było nocy, żebym o tobie nie śnił). Jak byliśmy razem, życie było dla mnie jakby normalne, nie cieszyłem się już tak na myśl o tobie, jak na początku. Zacząłem dostrzegać twoje wady, wyobrażałem sobie, że ich nie masz. Teraz zrozumiałem, że tylko ciebie kocham, tylko z tobą jestem w stanie być. Z takim tobą, jakim jesteś, nie chcę nikogo innego.

    Przypomnij sobie wszystkie wspaniałe, spędzone razem chwile. Spędzone na przytulaniu się, na rozmowach, w lesie, na wycieczkach rowerowych, na zasypianiu i budzeniu się u swojego boku… Przypomnij sobie jak się czułeś, gdy dostałeś ode mnie list na obozie. Jak czułeś się wtedy, gdy po koncercie Myslovitz zasnąłem wtulony w ciebie w piwnicy, kiedy uświadomiłeś sobie, że naprawdę masz chłopaka. Jak robiłeś mi łabądka z origami, jak przychodziłem po ciebie na gitarkę, zrobiłem ci serduszko na urodziny, byliśmy razem wybrać ci szkołę. Jak codziennie modliliśmy się, żebyśmy trwali wiecznie, i dłużej, o jeden dzień dłużej… A ja oprócz tego modliłem się, żebym nigdy cię nie zranił, żebyś nigdy nie musiał przeze mnie płakać. Jak przytulałem cię, kiedy było ci źle, nawet przed wyjazdem zdobyłem pracę tylko dla nas, żebyśmy wreszcie mieli kasę i żebyś nie musiał ciągle wszystkiego stawiać…

    Nie możemy tego zniszczyć.

    Ja wiem, że po roku to już nie jest to samo. Człowiek się budzi, zasypia, znowu się budzi, jest tak nudno, tak szaro, tak zwyczajnie. Ale… Wiem, a przynajmniej przypuszczam, że ty sobie dajesz radę. Ja nie potrafię tak żyć. Samotnie, bez ciebie.

    Wiem, co było źle w naszym związku. Zaniedbałem się, za dużo było między nami, z obu stron, zazdrości, za dużo monotonii, za mało zaufania, przez to miłość trochę mogła przygasnąć… A ja odpuściłem sobie walczenie o to, żeby było nam dobrze, pokazywanie ci że masz we mnie nie tylko brata, przyjaciela, chłopaka, ale także faceta, który zawsze cię obroni, pozwoli się schować pod kurtką… Pod płaszczykiem twojego opiekowania się nami bardzo się rozleniwiłem. Przecież śniadanka na mazurach powinniśmy robić sobie nawzajem, może naprzemiennie… Mogłem szanować to, że nie lubisz bałaganu, szybciej posprzątać pokój. Tak, wiele zaniedbałem, ale dopiero jak odszedłeś zrozumiałem, co straciłem. Zrozumiałem że szczęście nie jest dane na zawsze, że trzeba o nie walczyć, podtrzymywać je. Naprawdę cię kocham i życie bez ciebie jest dla mnie tak puste, tak do dupy… Że nigdy nie sądziłem, że tak może być. A jednocześnie nie wiem, czy potrafiłbym jeszcze z tobą być. Bardzo mnie skrzywdziłeś. Ale bym się postarał, gdybyś tylko spróbował dać nam szansę…

    Jakakolwiek będzie twoja odpowiedź, postaram się zrozumieć. Chciałbym się z tobą spotkać gdzieś na neutralnym gruncie, w jakiejś kawiarni, pubie czy chociażby w parku, porozmawiać. Bo przez sieć nie przekaże się wielu rzeczy. Może gdybyśmy się spotkali, wiele byśmy sobie wyjaśnili… Chyba że uważasz, że po tych 14 wspólnie spędzonych miesiącach, tych dniach i nocach, marzeniach o własnym, przytulnym mieszkanku gdzieś na poddaszu… Że to wszystko jest już dla ciebie tak bardzo nieważne, że nawet na spotkanie nie zasługuję…

    Może nie powinienem pisać tego majla, ale w końcu Dawid i Daniel rok temu się pogodzili i wrócili do siebie, więc cicha nadzieja jest…

    I jeszcze jedno. Nie pomyśl, że jesteś teraz celem do zdobycia albo że brakuje mi seksu i tylko dlatego piszę. Seks jak pewnie wiesz to nie jest problem, ale nie chcę z nikim innym, niż z tobą. Nie chcę, żebyś czuł się jak zwierzątko, które chcę odzyskać żeby sobie udowodnić, że potrafię (bo w sumie mogłeś tak pomyśleć). Ja jestem po twojej stronie, Chlebku. Jestem po naszej stronie. Chcę odbudować coś, co zniszczyliśmy, razem. Nie chcę z tobą walczyć, kłócić się i szczerze mówiąc wstyd mi za te notki na blogu, za robienie publicznego cyrku z naszego związku. Chcę tylko, żebyśmy byli szczęśliwi, obaj. Daj mi tylko szansę, zobaczysz, że nam się uda. I wszystko się ułoży. Bo co masz do stracenia…?

    Odpisz, czekam…

    Nie odpisał. Nie spotkaliśmy się. Nie ma już nic. Gdybym tylko mógł to wszystko wykasować z pamięci… :(

    Szybka zmiana tematu. Praca.

    Możeby tak zamiast leżeć i łapać doła, zatopić się w kodowaniu? Wyobraźcie sobie coś takiego. Jest sobie komórka (czyli twór, który po zapewnieniu warunków zewnętrznych jest w stanie samodzielnie egzystować), do której wnika wirus (czyli pływający w organizmie kawałek kodu genetycznego) w celu zainfekowania tej komórki i rozmnożenia się jej kosztem. Komórka ma za zadanie rozpoznać wirusa i udostępnić informacje niezbędne do stworzenia szczepionki. Znane wirusy można rozpoznawać za pomocą tzw. porównania sygnatur, ale co w przypadku gdy wirus jest jeszcze nieznany lub jest mutacją wirusa polimorficznego, który się rozmnożył?

    Otóż zamiast rozpoznawać wirusa po kodzie komórka pozwala wirusowi działać, ale jednocześnie śledzi wszystko, co wirus robi i na podstawie wyników tego śledzenia stwierdza, na ile procent to jest wirus i udostępnia dane potrzebne do stworzenia szczepionki. To się nazywa analiza heurystyczna. Jeśli dodamy do tego elementy logiki rozmytej, sztucznej inteligencji i uczących się sieci neuronowych (bardzo uproszczony model budowania odruchów warunkowych w mózgu) to powstanie bardzo przydatny projekt, który będzie potrafił coraz lepiej i bardziej bezbłędnie wykrywać wirusy – jeśli wykryje tzw. false positive, czyli zdrowy kod, który nie jest wirusem, to zostanie o tym poinformowany i skoryguje swoje mechanizmy wykrywające.

    Brzmi fajnie? Stworzenie czegoś takiego – stworzenie prototypu kodu takiej komórki – to moje nowe długoterminowe zadanie w pracy. Krótkoterminowe to rozbudowa ostatniego projektu.

    Zawsze chciałem mieć pracę, która by mnie rozwijała. Chciałem robić coś, co byłoby dla mnie wyzwaniem, sprawiałoby, że musiałbym włożyć bardzo dużo wysiłku w osiągnięcie celu. Ta zdecydowanie taka jest. I bardzo rozwija. I sprawia, że muszę się zaangażować w 100%, więc nie myślę o Chlebku. O kasie nawet nie wspominając, bo jeśli w ogóle uwierzycie to będzie, że się chwalę :)

    Ehh, zresztą. Po co mi ta kasa, jak nie mam na kogo jej wydawać… :(

    Tak, znowu wspomnienie Chlebka. I tym razem chyba łzy się znalazły, bo oczy zrobiły się wilgotniejsze niż powinny… :( A mówią, że chłopaki nie płaczą…

    Idę. Gdziekolwiek. Przejdę się, Warszawa o tej porze wygląda ślicznie… Jak nie zamarznę gdzieś na ulicy to wrócę. Dobranoc…

    Skojarzenia

    1 komentarz

    Zauważyliście że z uczuć, jakie wywołują w nas piosenki, najsilniejsze są te, które kojarzą się z uczuciami?

    Są różne piosenki, rózne mi się kojarzą z różnymi rzeczami, ale najsilniej działają te, które przypominają mi np. moje wielkie, nastoletnie, niespełnione (bo był hetero) zakochanie 5 lat temu. Przypominają uczucie a nie zdarzenia…

    Ale tak to już jest. „Ludzie zapomną, jak wyglądałeś, zapomną co zrobiłeś, ale nigdy nie zapomną jak się przez ciebie czuli”.

    Zły wieczór

    6 komentarzy

    To będzie kolejny zły wieczór.

    Kurwa, to nie moja wina, że mimo upływu miesięcy nadal ciąglę myślę tylko o Chlebku :( Że nadal go kocham…

    Sobie spokój

    4 komentarzy

    Sobie spokój. Damy z Madzią. Za bardzo się różnimy. Wiecie, wydawało mi się, że mamy wiele cech, które się uzupełniają, ale mimo wszystko… Za bardzo się różnimy.

    Ogłaszam nabór na nową emocjonalkę, hiehie :)

    Wpisy

    12 komentarzy

    Mamy sobie pewien pamiętnik. Pamiętnik przechowuje ślady różnych dziwnych wydarzeń w moim życiu jak spotkania z ludźmi itp. Kiedyś zawsze go ze sobą nosiłem, teraz już nie, właściwie nie wiem czemu.

    Przejrzyjmy… :)

    „Dla kochanego Alterka od Olki (wszyscy wiemy jakiej). 12.02.2002”. Pewnie że wszyscy wiemy jakiej – puszczalskiej że aż głowa boli :) Ale miała 15 lat, ja miałem 16… Można jej to wybaczyć :)

    „Niedziela, peron 2, tor 3 14:45 pierwszy wagon z Krakowa do Gdyni” – pamiętam, kumpel miał wtedy przyjechać :)

    „Miłość to spisek właścicieli kwiaciarni” – fajne.

    „Dla Alterka od Magdy P.”, „Dla Alterka od Ewci i Magdy”, „Od Edyty G. dla Alterka!” i parę innych wpisów od dziewczyn, których nawet w tym momencie nie kojarzę. E, sorry, już kojarzę :) Ale musiałem sobie przypominać.

    Kumpel do mnie: „Chociaż raz jesteś na czas, tylko godzina spóźnienia” – tak mnie to rozwaliło że zapisałem :)

    Tekst kolesia na lekcji: „Wiem!” – „Co?” – „Ja wiem że mam pytanie!” :)

    „Dla Alterka w dniu 18 urodzin od Kuivie Wszystkiego NAJ NAJ NAJ!” – hehe, pamiętam te urodziny… Mimo że w małym, kameralnym gronie, to były zajebiste, jeśli to czytasz, Majkel… Dzięki :*

    Tekst właściciela klubu Rasko, którym mnie uraczył, gdy poszedłem kupić browar (wtedy się zorientowałem, że jestem w klubie dla gejów – wcześniej byłem święcie przekonany że to zwykły klub): „Śliczny chłopiec, powiedz że jesteś gejem i jesteś wolny, jakie śliczne oczka…”

    Kilka innych tekstów z tamtego spotkania:

    „Dla Alterka od pijanego Baja 8 marca 2003”, „Hej Ho! Wiruje cały świat! 7z9”, „You sexy thing!”… Hehe :)

    O, kaczor donald narysowany przez kumpla z ławki :) Ale fajne! :) I zaraz potem wpis od przyjaciółki :)

    Przewracamy stronę. „Dla Alterka od Asi, 4.04.2003r, Zaścianek”… Asi, Asi… A, już kojarzę :) dolphinscry.blog.pl :)

    „Dla Alterka od Ewy” i rysunek chłopaka z ręką w gipsie. Odwiedziła mnie wtedy dzień po tym, jak w alkoholowej euforii w środku nocy sfrunąłem z trzeciego piętra przez okno, prosto na szybę. Oj bo łaziliśmy z kumplem po jakiejś budowie i trochę mi się zakręciło w głowie :) Chyba tylko błoto mnie uratowało. I Bóg – bo gdyby szkło wbiło się 1 mm dalej, przecięłoby cośtam ważnego i nie mógłbym ruszać ręką, a tak skończyło się tylko na 7 szwach i ogromnej bliźnie do końca życia.

    „Spierdalaj, chlejusie” hehehe :) I drugi wpis, z tej samej imprezy, od autora Gadu-Gadu :)

    „Na górze Misiek, na dole Alterek, a dalej kurna nie wiem co napisać :P I nie patrz się tak na mnie. Gdynia, 2.07.2003” Ale to było fajne :P

    „Kochanemu Alterkowi na pamiątkę niezapomnianego wieczoru”, „Zdarzyło się nie pierwszy raz, że wrócił tak o wschodzie”, „Byłeś wspaniałym wierzchołkiem tej figury” (i rysunek trójkąta z ksywkami ;)), „Alterek – ty kokiecie!”, „Rano to pora, która zdarza się zdecydowanie za wcześnie” i kilka innych – to wpisy z niezapomnianego zlotu grupy dyskusyjnej alt.pl.psychologia.milosc :)

    „Dla Alterka, który ma śliczne oczy, zajebiście pociągające… Wpisuje się Monique. 15.11.2003, imprezka”, hehe, ale były jaja na tej imprezie… Ale szczegóły dostępne raczej na priva ;)

    „Dla słodkiego Alterka… (żeby ta chwila trwała ZAWSZE… :&gt)” – hehe… Mam jeszcze fotki z tamtego spotkania. Jedna z ładniejszych dziewczyn, jakie spotkałem.

    „Jeśli sądzisz, że dla całego świata jesteś nikim, nie oznacza to, że dla kogoś nie jesteś CAŁYM ŚWIATEM!” – Fuksja… Miau :)

    O kurwa…

    „Dla mojego KOCHANEGO Alterka (o słooooodkich oczkach) Chlebek, 8.06.2004 Wawa (Tutaj jest buziak)”.

    Chyba straciłem ochotę na dalsze przeglądanie. Dobranoc.

    Feeling blue

    Brak komentarzy

    slipi0-0-b.jpg

    Więcej:
    http://slipi.chmurka.net/img/

    Sex sex sex

    5 komentarzy

    ::: Rozpoczęto rozmowę z xxx
    <xxx> czesc
    <xxx> pamietasz mnie??
    <xxx> napisz cos to ja lukasz
    <alterek> zeby tylko
    <xxx> umowisz sie??
    <alterek> na seks? odpada
    <alterek> czemu tak cie do mnie ciagnie?
    <xxx> dlaczego??
    <alterek> seks bez zobowiazan po prostu mi nie pasuje
    <xxx> dlaczego??
    <xxx> to norma
    <alterek> moze dla ciebie ;)
    <alterek> wole zwiazki dlugodystansowe.
    <xxx> szkoda
    <alterek> postaraj sie mnie zrozumiec.
    <xxx> no dobra to czesc
    <alterek> nie chce miec potem wyrzutow sumienia.
    <xxx> o czym ty mowisz??
    <alterek> nie zrozumiesz
    <xxx> aha
    <xxx> szkoda
    <xxx> to pa
    <alterek> <papa>

    Szkoda piętnastolatka. Smutne jest to, że to chyba naprawdę jest norma. A ja, biedny nieświadomy, nigdy nie uprawiałem anala i nie mam zamiaru :)

    Odpowiemy

    2 komentarzy

    Obiecałem, że odpowiem na zaległe komenty. Obiecałem? :) Więc jako osoba, która stara się chociaż udawać, że spełnia obietnice…

    Koment Paris pod notką Idzie nowe?. Pytasz, czy skoro miłość tak bardzo boli, to czy warto kochać. Według mnie mimo wszystko warto. Wszystko ma swoją cenę a kiedyś dojdziemy do miejsca, w którym tylko wspomnienia nam pozostaną. Mam nadzieję, że będę pamiętał tylko te dobre… Natomiast „czy warto mieć chłopaka albo dziewczynę, dla którego zrobiłoby się wszystko, nawet popełniło zbrodnię?” – nie warto. Trzeba sobie zostawić pewien margines. Pamiętać, że ze wszystkich rzeczy wiecznych miłość mimo wszystko trwa najkrócej, a pewnych rzeczy można żałować trochę dłużej.

    Eric and Joe: „ach ci faceci..oni tak zawsze, albo wzrok odwracają, albo udaja, że Cię nie znają….może ośmieli się kiedyś…powodzenia!”. Tyle, że mi wcale nie zależy na tym, żeby się ośmielił :) Wiadomo, fajnie byłoby mieć w grupie na studiach kumpla, który czyta mojego bloga (w szkole średniej miałem, ale nie poznaliśmy się przez bloga tylko po prostu dałem paru osobom z klasy i jednej ze szkoły – kipowi – adres), ale nie przesadzajmy ;)

    A koleś, który przypomina tego, z którym pieczywko się puściło (tak, wiem, szacunek, tak, wiem, nie powinienem, tak, wiem, blabla, ale jakoś trudno mi szanować kogoś, kto zrywa SMSem i parę dni potem idzie do łóżka z nowopoznanym kolesiem), jakoś ostatnio próbuje nawiązać ze mną kontakt. Aż tak ślepy nie jestem – przykład: Parę osób podchodzi do wykładowcy po wykładzie z pytaniami, a ten chłopak pyta mnie (konkretnie mnie, a nie kogoś innego), jakie pytanie chcę zadać. Przykładów jest więcej. Dodam że wcześniej nie zamieniłem z nim ani słowa.

    Notka Będzie smutno. Seba, Chudy, liquid^kris, a, oostra… Dzięki za miłe słowa :) Serio-serio, miło jest coś takiego przeczytać :)

    Dłuższa notka. Głód. Dłuższa notka, to i dłuższe odpowiedzi. Kip, piszesz, że się boisz, że kogoś zranisz… Wiesz, znam cię już trochę. Na tyle żeby wiedzieć, że na pewno nie zrobisz tego celowo. A jeśli nawet kogoś zranisz nieumyślnie, to przecież od czegoś są rozmowy… Kto nie ryzykuje ten nie żyje, a każdą krzywdę można w mniejszym lub większym stopniu zrekompensować. A co do tych przyjaciół to szczerze mówiąc nie zagłębiałem się – słyszałem że o czymś rozmawialiście ale gapiłem się w ekran :) (reszcie wytłumaczmy, że to nie wyglądało tak, że siedzi kilka osób, rozmawiają a alterek oderwany od rzeczywistości siedzi przed kompem, tylko po prostu trafiliśmy na siebie w kawiarence internetowej :))

    CuX… Hehe… Miau… :) „Wo Ai Ni”… Pamiętasz?

    Semper, miło mi :)

    … (tajemniczy nick)… Mówisz, że zazdrościsz… Well, nie wiem czego akurat teraz można mi zazdrościć :)

    Notka o chorobie wujka. Kip, dzięki za modlitwę. Przyda się, naprawdę… Też będę się modlił za twoją mamę.

    Aniołku. I wujcie. To jest chyba najgorsze, co może być – widzisz, że umiera ktoś bardzo ci bliski i nic nie możesz z tym zrobić. Ja z wujkiem (bratem dziadka) nie jestem może aż tak blisko, ale z dziadkiem zawsze bardzo dobrze się rozumieliśmy, była między nami pewna bardzo specyficzna więź… Nadal jest. I wiem, że jak się dowie, to będzie bardzo płakał. Mimo że pochował już pięcioro rodzeństwa. I wiem że będę musiał być wtedy dla niego oparciem. Boję się, że nie dam rady, ale z drugiej strony… Nie mam wyboru…

    A jak to jest, gdy ktoś obcy umiera ci na rękach, to też wiem… Gdy w dzień opowiadasz swojemu chłopakowi, dlaczego migotanie komór serca jest prawie niemożliwe do odratowania a w nocy idziecie przez ciemną wieś wykąpać się w jeziorze i nagle wybiega do was facet panikując, że żona mu umiera. Gdy przez pół godziny (tyle czasu jechało z pobliskiego miasta pogotowie) jako jedyna osoba, która nie spanikowała, uspokajasz kobietę, mówisz jej, że będzie dobrze, że pogotowie już jedzie. Gdy traci przytomność reanimujesz ją, czujesz, jak pod twoimi rękami ucieka z niej życie. Gdy pogotowie przyjeżdża i stwierdza zgon a ty z jednej strony wiesz, że migotanie komór (bo na to umarła) jest prawie niemożliwe do odratowania, ale z drugiej strony wyrzucasz sobie, że coś jeszcze mogłeś zrobić. Że mogłeś lepiej prowadzić reanimację. Mogłeś spróbować przywrócić to pieprzone krążenie, którego brak przez zaledwie cztery minuty sprawia, że niedotleniony (bo to krew przenosi tlen) mózg umiera. Akcję serca można przywrócić po tych czterech minutach (i pogotowie przywróciło elektrowstrząsami), ale wtedy już jest po człowieku. Brak reakcji źrenic na światło (to jeden z podstawowych odruchów bezwarunkowych) = śmierć mózgu… Bo w ten sposób sprawdza się, czy człowiek żyje. Serce może nie bić, płuca nie oddychać, ale jeśli źrenice reagują na światło to znaczy, że tkanka mózgowa (konkretnie paleokora, bo z neokorą, czyli częścią myślącą, nie ma to nic wspólnego) jeszcze resztkami sił pracuje.

    Chyba nie muszę wspominać że z nocnej kąpieli wtedy nic nie wyszło. I że resztę nocy miałem na maksa spieprzoną. Chlebek też, ale to raczej z powodu, że ja miałem – on nie widział, jak ona umierała. Nie czuł pod swoimi rękami uchodzącego z niej życia. Wysłałem go na drogę żeby czekał na pogotowie. Nie chciałem, żeby na to patrzył.

    Zresztą na Mazurach zdarzyło się jeszcze kilka innych wartych wspomnienia rzeczy, ale szczerze mówiąc im bardziej sobie to przypominam, tym w dziwniejszy nastrój wpadam. A alterki nie lubią mieć dziwnych nastrojów.

    Dobranoc myszki.

    Mały Książe

    3 komentarzy

    Rano. Wcześnie rano. Pora, kiedy małolaty wstają, żeby przecierpieć kolejny nudny dzień w obozie przetrwania, dla zmyłki nazywanym szkołą. Będą się uczyli jakichś pojebanych rzeczy, które i tak nigdy im się nie przydadzą. Niech się uczą – mózg ćwiczyć trzeba.

    Dotykam swojej twarzy. Jest chropowata. Zarost, którego się pozbyłem zaledwie osiem godzin temu, już zdążył odrosnąć. Czytałem w nocy jakieś swoje stare majle, SMSy zachowane gdzieś w przepastnych archiwach dysku i jedna rzecz bardzo mnie uderzyła. Fakt, jak bardzo inny był tamten Alterek od tego, który siedzi teraz przed kompem i zajada się bułeczkami, które właśnie przyniósł ze sklepu. I popija colą. Tak, wiem, niezdrowo. Shit happens.

    Kiedyś – wrażliwy, zagubiony w tym świecie małolat, który wszystko przeżywał 10x bardziej niż inni. Chłopak, który bał się ciemności, bał się zostawać sam w domu na noc a na myśl o tym, że kiedyś będą chcieli go wziąć do wojska, ogarniał go blady strach i był gotów zrobić wszystko, żeby tylko tam nie iść. Dzieciak, który bardzo cenił w sobie szczerość, nawet jeśli czasem (często) przez to obrywał.

    Dziś – niby marzyciel, ale w gruncie rzeczy twardo stąpający po ziemi koleś, który nie potrafi już tak pięknie i szczerze wyrażać uczuć, jak kiedyś. Tak po prostu, nie potrafi, a może nie chce, może nie ma do kogo? Chłopak, który nadal dopuszcza możliwość stanięcia oko w oko z niebezpieczeństwem (np. włamywaczem), gdy jest sam w domu w środku nocy, ale zamiast strachu czuje przyjemną adrenalinę a myśli układają się w coś między „no chodź tu dupku” a „zapierdolę skurwysyna”. Pomijając fakt, że myśli o wojsku nie wywołują już strachu, tylko uśmiech politowania – „pobiegałbym sobie z kałachem, byłoby całkiem fajnie, ale cała reszta to zabawa dla frajerów”. Rzadko niepytany mówi co myśli, chyba że to leży w jego własnym interesie, a jeśli jego interes może na tym zyskać, to może bez zająknięcia minąć się z prawdą o cztery arcustangensy z jedynki radianów. Tak – ten kiedyś szczery małolat dzisiaj ściemnia jak leci żeby tylko osiągnąć to, czego chce.

    Widzimy przemianę. Naturalną przemianę małolata w faceta, może u mnie przebiegającą trochę gwałtowniej z powodu wyżerania mózgu psychotropami (właśnie, myszki – możecie mi coś powiedzieć na temat psychoterapii behawioralno-poznawczej od strony praktycznej?), ale nie o tym miała być notka.

    Notka miała być o związku tych przemian z „Małym Księciem”.

    Książka, którą czytałem kilka razy, za każdym razem obiecując sobie, że nigdy nie stracę tej dziecięcej wrażliwości (dziś nazywam to naiwnością, w pozytywnym znaczeniu tego słowa), prawdomówności, ciekawości świata. Teraz – czuję się zupełnie inaczej. Kiedyś byłem nastawiony na zbawianie świata, na to, żeby wszystkim było dobrze. Dziś myślę tylko o sobie i swoich najbliższych. O tym jakby tu wykombinować, żeby jak najlepiej wyjść.

    I wiecie co? Powiem wam coś. Coś bardzo ważnego. Zapamiętajcie to.

    Człowiek dojrzewa przede wszystkim psychicznie. Przez całe życie. Też kiedyś nie wyobrażałem sobie, jak to będzie, jak będę miał nie -naście a -dzieścia lat. Że nie będę mógł się wygłupiać z kumplami, bo „nie wypada”, że będę stary i w ogóle, umrę nie pozostawiając po sobie niczego wartościowego a małolaty będą patrzyły na mnie jak na starego pierdziela. A teraz… Wiecie co… Jest mi z tym zajebiście dobrze :)

    I wiem że jeszcze wiele przemian przede mną. Z dwudziestolatka w trzydziestolatka i tak dalej. Ale jak tak na to popatrzę… Teraz nie chcę mieć 50 lat, jakichś chorób, zastrzyków itd. ale przecież ludzie po pięćdziesiątce też są szczęśliwi, nie? I jakoś – poza przypadkami specjalnymi, które tęsknią za utraconym dzieciństwem już w wieku 15 lat – nie wyglądają na takich, którzy chcieliby mieć te kilkanaście lat.

    Coś jeszcze. Dorośli mówią, że chętnie wróciliby do szkoły… A ja nie ;) Fakt, mniejsza odpowiedzialność, ale też kontrola większa. Jakby mi jakiś baran chciał sprawdzać zeszyty i oceniać moje notatki to chyba bym mu napluł w oko.

    Perski książe

    Brak komentarzy

    Starożytna Persja. Olśniewająco piękna księżniczka Shirina (imię to w języku Zulu-Gula oznacza susełka) zostaje uwięziona w lochu przez złego żółtoksiężnika Obszczajpłota. Książe Altermenes ma godzinę na uwolnienie pięknej księżniczki, w przeciwnym wypadku będzie musiała poślubić złego Kaczybiadesa – małego trolla, który nigdy nie trafia do kuwety. Wszystko byłoby jak w bajce gdyby nie fakt, że Altermenes siedzi uwięziony w labiryncie złego spawacza za to, że ukradł mu discmana, czy coś takiego. Kiedy sytuacja wydaje się być naprawdę beznadziejna, z pomocą naszemu bohaterowi przybywa wielki, niezwyciężony Królik Bobo…

    Czy Altermenes wygra wyścig z czasem i uwolni piękną Shirinę, czy księżniczka będzie do końca swoich dni musiała zmieniać piasek w kuwecie Kaczybiadesa?

    pop.gif


    • RSS