alterek blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 3.2007

    Dostałem żółtą kartkę. Od Asterki.

    Szanowni Państwo,

    Uprzejmie informujemy, iż zgodnie z wiarygodnymi informacjami, które wpłynęły do Operatora, z wykorzystaniem Państwa Urządzenia Aktywnego (np. komputera osobistego) znajdującego się w lokalu przy (…), podłączonego do sieci internetowej ASTER na podstawie zawartej Umowy abonenckiej numer (…) z dnia (…) 2003 r., naruszono postanowienia „Regulaminu szczegółowego świadczenia usług dostępu do Internetu przez ASTER Sp. z o.o.”.

    Zgodnie z punktem Regulaminu 4.1.3 informujemy, że podjęte działania polegały na umieszczaniu w Sieci lub w sieci Internet informacji niezgodnych z prawem lub naruszających prawa osób trzecich.

    Bla, bla, bla, kijaszek wam w oczko. Nie pierwsze i nie ostatnie ostrzeżenie. Raz pobili rekord, odcięli mnie od netu na 7 dni w czasie mojego dwutygodniowego pobytu poza domem, na wakacjach :) Oczywiście od tej hydry nie da się wydobyć, co niby w tej sieci umieszczałem, pismo trzeba napisać itd. Tym bardziej że od dawna nie mam czasu na pierdoły, p2p i tego typu różne.

    A jakbym miał to odpaliłbym tora. Taka moja mała paranoja. A może po prostu zboczenie zawodowe?

    Propo tora, to porobiłem parę fotek. Propo tora, bo obiekt wabi się Tora. W akcji Tora. Seria z manuala, ekspozycja 100 mikrosekund. Chciałem uchwycić psa w biegu. Fotki zaszumione. Mam nauczkę, następnym razem zmniejszyć ISO (było 400, następnym razem będzie 100, max 200) i bardziej otworzyć przysłonę (była ok. 2.8, zależnie od tego czy byliśmy na słońcu, dostrajałem tak żeby było optymalnie). Przesłonę. Bo „przysłona to może być zupa”. Zresztą :)

    img_1526.jpgimg_1684.jpgimg_2086.jpgimg_2093.jpgimg_2094.jpgimg_2108.jpgimg_2183.jpg

    A to Tora w akcji. I gustowny dresik oposa. Bo opos szedł na aerobik szedł opos szedł.

    Bez kitu, muszę znaleźć jakieś schronisko dla psów mające status organizacji pożytku publicznego. 50 zeta (1% mojego podatku za zeszły rok) to może nie jest duża kasa, ale jeżeli mam wybór, dać albo na tych rządowych popierdoleńców, którzy i tak to zmarnują, albo na coś pożytecznego, to wiadomo co wybiorę…

    A ze wszystkich pożytecznych organizacji schronisko dla psów wydaje mi się być najlepszym wydatkiem. Bo co, mam wspierać domy dziecka? Chore dzieci? Bezdomnych, uchodźców, ćpunów? Lumpenproletariat? Czy może dawać kasę na ochronę zabytków albo praw konsumenckich? Człowiek sobie zawsze lepiej lub gorzej poradzi. Ten sam typ, który dzisiaj dzięki mnie przeżyje, jutro może ożenić mi kosę. Nie licz na „Bóg zapłać”, najwyżej „Co tak mało kurwa mać?” usłyszysz…

    A możeby tak założyć sobie fotobloga? Bo przecież nie będę was katował wszystkimi fotkami jakie zrobię, a uzbierało się ich trochę, szczególnie specyficznych sytuacji z manuala, z którymi auto sobie nie radzi (np. księżyc na rozświetlonym niebie, widać kratery)… Poza tym nie każdego kręci fotografia. Mnie wciągnęła na dobre jak poznałem wszystkie funkcje swojego Canona i zobaczyłem, ile z niego można wydobyć. Uczę się, eksperymentuję, auto już praktycznie nie używam, chyba że nie ma czasu na ręczne ustawienia.

    Gdzie według was warto założyć fotobloga? Może być płatny.

    - napisz jakas notke na blogu
    - pisze sie… od paru dni. czasu zeby dokonczyc nie ma. nastroju tez raczej nie.
    - mam nadzieje ze piszac jakos trafisz w moj nastroj, bo potrzebuje cos poczytac dobrego. i wspomnij o hef. lubie czytac jak o niej wspominasz :)

    Czasu, nastroju, natchnienia… Wczoraj poszedłem (prosto od hef, żeby nie było że nie wspominam :)) do pracy, przespałem się z godzinę na biurku, wstałem i poszedłem do domu. Bo mi się nie chciało siedzieć. Wyspałem się dzisiaj, poszedłem i zrobiłem więcej niż normalnie (czyli jak chodzę nieprzytomny) w tydzień.

    A teraz jest 23:15… I pewnie koło 3 zorientuję się, że kolejny wieczór przeleciał mi przez palce.

    Mój problem polega na tym, że nie chcę iść spać. Nie lubię spać. Czuję wtedy że marnuję czas, od razu nasuwają się niedokończone rzeczy z całego dnia, tygodnia…

    Jestem cholernie niecierpliwy. We wszystkim. Także w czekaniu na sen. A jak człowiek się nie uspokoi, to sen nie zapuka…

    Wiecie, nie lubię sytuacji bez kontroli. Brak kontroli to chyba jedyna rzecz, której się boję. Wszystkie inne sprowadzają się do tego jednego – utraty wolności, utraty kontroli nad swoim życiem…

    A są ludzie, którzy chętnie pozwoliliby innym kierować swoim losem. Powierzyliby, zaufali, pozwolili, żeby ktoś podejmował za nich decyzje, pisał scenariusz ich odcinka tego największego filmu i ponosił konsekwencje za każde źle napisane słowo. Kuszące. I toksyczne. Bo do niczego dobrego nie prowadzi.

    Bo każdy kiedyś dorasta do tego, żeby wziąć życie w swoje ręce. I wtedy relacja budowana na podrzędności pęka. Czasem pęka też opiekujące się serce. Czy w takiej sytuacji pisklaka, który postanowił nauczyć się latać bez opieki, też boli serce? Nie wiem, mam to w dupie.

    Ja nie rządzę, bo nie mam takich potrzeb…

    Oczywiście, że mam. Jak każdy niespełniony indywidualista. I czasem wydaje mi się, że za dużo tych potrzeb jest realizowanych. Czasem, mimo że fakty wydają się mówić coś innego, wydaje mi się że nie pasuję do tego społeczeństwa. Że za bardzo chciałbym podporządkować sobie ludzi, że nie nadaję się do pracy w grupie, bo nie słucham innych. To czasem wychodzi w pracy. Nie ma nic gorszego niż banda indywidualistów pracująca wspólnie nad jednym projektem…

    Znaczy, pracuje się bardzo fajnie. Do pierwszej różnicy zdań. Wtedy czasem wchodzi szef i mówi „kurwa, nie pozabijajcie się”.

    A sytuacji bez kontroli nadal nie lubię.

    Jedną z takich rzeczy pozbawionych kontroli jest ten blog. Niektórzy bardzo lubią czytać co tu piszę. Tyle że ja nie mam zielonego pojęcia dlaczego…

    Inną rzeczą była muzyka. Kiedyś. Dawno temu.

    ::: Zmieniono stan na niewidoczny: back to basics, czyli odkurzyłem ft2 na dosboksie
    ::: Zmieniono stan na dostępny: back from basics. talentu nie stwierdzono. kto wie gdzie sie podzial?

    Tak w skrócie. A może talentu nigdy nie było?

    00:21:22 .– xxx (szyfrowane) — — -
    00:21:22 | uwielbiam jak wypowiadasz się w tematach o których nie masz minimalnego pojęcia
    00:21:22 `—– —- — — -
    00:21:25 .– xxx (szyfrowane) — — -
    00:21:25 | idioci się na to nabierają, ale ja nie
    00:21:25 `—– —- — — -
    [...]
    00:26:46 .– xxx (szyfrowane) — — -
    00:26:46 | i nie życzę sobie wylewania swojego wkurwienia na mnie
    00:26:46 `—– —- — — -
    00:26:54 .– xxx (szyfrowane) — — -
    00:26:54 | czy wyrażam się kurwa dostatecznie jasno?
    00:26:54 `—– —- — — -
    00:27:10 .– xxx (szyfrowane) — — -
    00:27:10 | jak ci przejdzie to daj znać.
    00:27:10 `—– —- — — -

    Nie kotku, to nie ja wylewam na ciebie swoje wkurwienie. Bo wkurwiony nie byłem. I nie ma mi specjalnie co przechodzić, bo to co powiedziałem, powtórzyłbym i teraz, pięć dni po tym, jak strzeliłeś na mnie „focha”. Ale skoro ty wolisz zamknąć się w swoim pięknym, idealnym świecie i udawać, że samo się zrobi tak, żeby było dobrze… No to się zamykaj. Twoje życie, twoja sprawa. Tylko potem nie przychodź z płaczem, jak kolejna dupa, pusta jak bęben maszyny losującej przed zwolnieniem blokady, zrobi z ciebie frajera.

    Jak TOBIE przejdzie doszukiwanie się wszędzie ataków, to TY daj znać. Mi nie ma co przechodzić.

    Wielka kurwa jego szanowna mać urażona księżniczka. Jak dziewczynka. Bądź kurwa facetem!

    I na tym na dzisiaj zakończymy. Ta notka i tak nie jest taka jaka miała być. Ale tak to jest, jak wraca się do pisania kilkanaście razy w ciągu paru dni…

    Tchus.

    Szukając czegoś na półce znalazłem …coś innego. Leżało tam cholera wie ile czasu, ale na pewno od co najmniej pięciu, może nawet sześciu lat (mówiłem, jak często sprzątam, prawda?).

    Zdjęcie. A na drugiej stronie:

    Kiedy wir życia oddali nas
    A przyjaźń nigdy nie wróci
    Spójrz na tą znaną Ci twarz
    A ona Ci myśli przywróci

    Na pamiątkę chłopakowi, któremu zawdzięczam życie i nie tylko życie, bo o wiele więcej.

    Siostra kumpla z klasy (ale mieszkali osobno). Ogólnie długa historia, pamiętam jak się poznaliśmy… Nocowałem u niego, akurat ona też u niego była i całą noc przegadaliśmy. Potem bardzo się zaprzyjaźniliśmy, pisaliśmy sobie listy po 30 stron, jej facet (też kumpel z klasy, ale nie ten sam do brat :)) był o to kurewsko zazdrosny i miał ochotę mnie za to zajebać…

    W sumie z perspektywy czasu nie dziwię mu się.

    Na przykład jak przyjechała do niego na dwa dni, z czego jeden spędziła ze mną, spóźniając się do niego 4 godziny. Dlaczego? Bo to było przed Walentynkami i szukaliśmy dla niego prezentu…

    Teraz dziewczyna ma 23 lata (jest starsza ode mnie o rok) i… Bo ja wiem, co robi… Pewnie studiuje, gdzieś pracuje… Niby mam ją na GG, ale nie pamiętam kiedy ostatnio gadaliśmy. Nie wiem nawet czy ten numer jest aktualny.

    Ogólnie miło się zrobiło na wspomnienie. Taka szczera, nastoletnia przyjaźń. Bo wtedy nie myślało się o tym, że ktoś może zrobić chujstwo, po prostu się ufało. Teraz nawet najbliższym nie pozwalam przekroczyć pewnej granicy. Wiecie, trochę brakuje mi tej naiwności w kontaktach z ludźmi… Tej szczerości, mówienia wszystkiego, o czym się myśli, co leży na sercu, za czym się tęskni, o czym marzy, nie patrząc na konsekwencje, na to że ktoś może to kiedyś wykorzystać…

    Przyjaźń zniknęła jakoś tak samoistnie, przestaliśmy pisać listy, potem skończyłem szkołę i generalnie kontakt z jej bratem, a przez to z nią, urwał się. Nawet nie wiadomo kiedy.

    Ostatnio napisałem mu maila. Bez związku z nią, po prostu znalazłem tracka, którego zrobiliśmy razem prawie 7 lat temu. On generalnie miał dobre wyczucie rytmu, melodii, osłuchanie w tych klimatach a ja znałem się na trackerach i technicznej stronie robienia muzyki, więc stwierdziliśmy że spróbujemy zrobić coś razem. I się udało, fajnie wyszło.

    Wysłałem mu i spytałem czy pamięta. Odpisał że pamięta :)

    Pracuje teraz w szpitalu. Ogólnie nasze drogi się rozeszły…

    A szkoda czasem. Możnaby jakiegoś browara ogarnąć…

    Ostatnio napisała do mnie kumpela z podstawówki. Bo okazało się że studiuję z bratem jej znajomego. Też możnaby się na jakieś piffko wybrać…

    A co do studiowania, to mam kurwa ambiwalentne uczucia. Boże, trudne słowo. Mam mieszane uczucia.

    Bo z jednej strony to kasa, to rozwój, to prestiż, to przyszłość… Kurwa, to podstawa. To nie te czasy, w których wystarczyło być dobrym. Kasa… Jest, teraz. Ale jak będę miał własne mieszkanie, samochód, żonę, dziecko, to to, co teraz jest szczytem moich finansowych marzeń, przestanie wystarczać.

    A z drugiej strony, to jak myślę o niektórych przedmiotach, to mam ochotę zwrócić obiad, którego nie jadłem…

    I o wstawaniu rano. Oduczyłem się tego. Teraz wstaję kiedy chcę, robię co chcę, jak nie chce mi się jechać do pracy to albo nie jadę, albo dzwonię spytać czy wszystko w porządku i powiedzieć, że jakby coś się działo, to jestem pod telefonem…

    W psychologii to się nazywa reaktancja. Przeciwstawianie się przez człowieka próbom ograniczenia jego swobody. Wiem bo kiedyś szukałem na Wikipedii jakiegoś wzoru odnośnie reaktancji w elektronice i wyskoczyła mi definicja psychologiczna.

    W Inteligencji Emocjonalnej Daniela Golemana czytałem kiedyś o eksperymencie przeprowadzanym na małych dzieciach. Eksperyment polegał na zostawieniu na stole cukierka i poinformowaniu małolata, że wychodzi się i jak cukierek po przyjściu nie będzie zjedzony, to w nagrodę dziecko dostanie większego i fajniejszego cukierka. Potem, po latach, jeszcze raz badało się te (już dorosłe) dzieci i sprawdzało, czy tendencje się utrzymały. Okazało się, że te dzieci, które od razu brały cukierka, w dorosłym życiu były dużo mniej skłonne do pójścia na ustępstwo w celu osiągnięcia długofalowej, większej korzyści od dzieci, które czekały na eksperymentatora i walczyły z chęcią wzięcia cukierka.

    Prościej? Będzie prościej. Teraz wolę się opierdalać niż zmusić do studiowania, ale za parę lat pewnie będę tego żałował…

    Żeby to jeszcze było lenistwo. Ale dochodzi jeszcze nerwówka na egzaminach i psycha zryta psychotropami. Tak jak generalnie w życiu nie jestem strachliwy (albo jestem, ale dobrze to maskuję, nawet przed samym sobą), to na egzaminach, dokładniej od wejścia do sali do przeczytania pytań, wychodzi ze mnie małe, zalęknione dziecko. Które boi się wszystkiego, dostaje napadu lęku, czuje irracjonalny lęk, że będzie źle, że nie będzie można wyjść bez konsekwencji, czuje się jak w klatce i jedyne o czym marzy, to jak najszybsze wyjście stamtąd.

    Po przeczytaniu pytań to zwykle mija.

    A najgorsze jest to, że to jest zupełnie nieracjonalny lęk. Bo zawsze zlewałem takie rzeczy i teraz też zlewam, nie pójdzie teraz to pójdzie potem… Ale kurwa, widocznie psycha wie lepiej.

    I mam przekonanie graniczące z pewnością (co również potwierdziła miła pani psychoterapeutka, zanim rzuciłem tą terapię wpizdu), że to ma związek z dzieciństwem. Z ojcem.

    Bo dzieciństwo to taki okres, kiedy nie potrafimy obronić się przed otoczeniem. Sytuacje, które teraz bym wyśmiał albo inaczej sobie z nimi poradził, wtedy raniły i bolały…

    „Dorosłe dzieci alkoholików.”

    Kurwa, jakby teraz ojciec przyszedł najebany do domu, to zależnie od tego, jaki byłby na trzeźwo, albo wyjebałbym go wpizdu, albo po prostu rozebrał i położył spać, a rano dał coś do picia. A wtedy czułem się bezsilny. I to zostawiło ślad…

    I dlatego nie wiem, co ja mam kurwa zrobić. Czy dalej męczyć się na tych studiach i przemęczyć, tak jak przemęczyłem się przez szkołę średnią i maturę, czy dać sobie czas (czyt. już nigdy nie wrócić na studia, bo tak to się kończy), zająć się pracą, robić kasę a w pewnym momencie życia stwierdzić, że tak naprawdę przejebałem swoje najlepsze lata.

    Bo tak to podobno jest, mając te 40 lat, żonę, dziecko, pracę, ułożone życie, trudniej jest znaleźć czas na studia niż teraz.

    W sumie męczące są tylko sesje. Psychicznie. Reszta to albo siedzenie z zajebistymi ludźmi na wykładach, na ćwiczeniach, albo siedzenie z nimi na kebabie, albo picie z nimi przy tym kebabie…

    Sesje też nie są takie złe. O ile da się to jakoś wykołować inaczej niż pisząc egzamin. Na przykład jakieś punkty za aktywność na ćwiczeniach, wykładach, akcja taka jak na algorytmach i strukturach danych („komu nie chce się pisać i wystarczy mu trója, niech się wpisze na listę i wyjdzie, jak ktoś chce coś więcej to może pisać”), ściągnięcie od kogoś…

    Kurwa no. Nie wiem. A teraz mam do podjęcia decyzję. Albo sprężę się, nauczę tych finansów (albo kupię nadajnik na Allegro i poproszę kumpla o pomoc, temat mam już obcykany) i tpi (taki chujowy przedmiot, niby komputery, ale za chuja nie wiadomo o co chodzi) i przejdę na następny semestr (mam przesuniętą sesję)…

    … albo żegnaj szkoło. Bo nie widzi mi się powtarzanie tych dwóch przedmiotów.

    Nie wiem. Muszę to przemyśleć. Chciałbym zostać, tym bardziej że już tak daleko zaszedłem, ale jak mam się psychicznie zajebać na tych wszystkich egzaminach to to nie ma sensu…

    Bleh, nie zanudzam was już. Kupiłem sobie cewkę zapłonową od Rovera i mosfeta do sterowania tym (260A prądu ciągłego, ponad 1000A udarowego), trzeba porobić parę obliczeń (zmierzyć indukcyjność, obliczyć energię potrzebną do nasycenia rdzenia, żeby nie marnować mocy, obliczyć stałą czasową RL) i jak pójdzie dobrze, to będę napierdalał iskrami 20 cm :P

    Kurwa, ogólnie te kompy już mnie nudzą. Chciałbym rozkręcić biznes elektroniczny. Niekoniecznie pozbawiony komputerów, ale tak, żeby komputeryzacja go uzupełniała, a nie odwrotnie (CAD, mikrokontrolery…). Mieć własne laboratorium rozwojowo-badawcze, robić w nim jakieś zajebiste układy, urządzenia, opracowywać nowe rozwiązania…

    I właściwie nic nie stoi na przeszkodzie. Kwestia wytrwałości.

    Ale to temat na osobną notkę.

    Łapa.

    Kim jest hip-hopowiec? Kolesiem który non stop jara blanty i napierdala o tym jak mu jest ciężko zamiast wziąć się do roboty? A satanista? Mhrrrocznym typem który składa szatanowi ofiary z dziewic?

    Wkurwia mnie to szufladkowanie. Wszystkiego. Przez ludzi, którzy wypowiadają się na tematy, o których tak naprawdę gówno wiedzą. Wielcy kurwa najmądrzejsi, wiedzą lepiej od innych, co jest dla nich dobre.


    http://www.satan.pl/publikacje.php?id=85

    1. Szatan reprezentuje zaspokojenie żądz zamiast wstrzemięźliwości.
    2. Szatan reprezentuje pełnię życia zamiast duchowych mrzonek!
    3. Szatan reprezentuje nieskalaną mądrość zamiast obłudnego oszukiwania samego siebie.
    4. Szatan reprezentuje przychylność dla tych, którzy na to zasługują, zamiast marnowania miłości na niewdzięczników.
    5. Szatan reprezentuje zemstę zamiast nadstawiania drugiego policzka!
    6. Szatan reprezentuje odpowiedzialność w stosunku do odpowiedzialnych zamiast troski o psychicznych wampirów!
    7. Szatan reprezentuje opinię, że człowiek jest zwierzęciem, niekiedy lepszym, ale częściej gorszym od czworonogów, z powodu zaś swojego „boskiego – duchowego i intelektualnego rozwoju” stał się najbardziej drapieżnym zwierzęciem ze wszystkich!
    8. Szatan reprezentuje wszystkie tak zwane grzechy, ponieważ prowadzą one do psychicznego, umysłowego i emocjonalnego zadowolenia!
    9. Szatan jest najlepszym przyjacielem, jakiego kiedykolwiek Kościół posiadał, ponieważ przez wszystkie te lata dawał mu zajęcie!


    http://www.satan.pl/publikacje.php?id=92

    1. Nie dawaj rad ani nie wydawaj opinii póki cię o to nie poproszą.
    2. Nie opowiadaj o swoich problemach innym póki nie jesteś pewien, że chcą tego słuchać.
    3. Kiedy jesteś w cudzym legowisku okazuj szacunek, lub w ogóle tam nie wchodź.
    4. Jeśli gość w twoim legowisku drażni cię, potraktuj go z okrucieństwem i bez litości.
    5. Nie zabieraj się do seksu, póki nie dostaniesz wyraźnego sygnału przyzwolenia.
    6. Nie zabieraj niczego co nie należy do ciebie, chyba, że jest to ciężar dla kogoś i płacze on by go od tego uwolnić.
    7. Wyraź wdzięczność sile magii, jeśli użyłeś jej z sukcesem by zaspokoić swoje żądze. Jeśli wyprzesz się tej siły po użyciu jej z powodzeniem, stracisz wszystko, co osiągnąłeś.
    8. Nie narzekaj na nic, co jesteś w stanie zmienić.
    9. Nie rób krzywdy małym dzieciom.
    10. Nie zabijaj zwierząt, chyba, że zostałeś zaatakowany lub jesteś głodny.
    11. Kiedy jesteś na otwartym terenie nie zaczepiaj nikogo. Jeśli ktoś zaczepia ciebie poproś go by przestał. Jeśli nie przestanie, zniszcz go.

    Każdy, kto wystarczająco dobrze mnie poznał, powie że to jest ideologia bliższa mi, niż inne. Może poza pojedynczymi punktami. Nie znam magii, nie dotykam, nie chcę poznać, obca mi jest. Czasem (często) narzekam na coś, mimo że mogę to zmienić, tylko dlatego że nie chce mi się tego zmieniać. I są chwile, kiedy użalam się nad sobą. Ale tak ogólnie, to nie nadstawiam drugiego policzka. I jestem egoistą. Bo kurwa dlaczego mam dawać serce wszystkim dookoła? Serce dostaną (i dostają) ci którzy zasłużyli.

    A z drugiej strony nigdy nie szufladkowałem się w żadne ideologie. Trzymałem z różnymi ludźmi, ale nigdy nie identyfikowałem się w pełni z żadną ideologią. Kurwa, czy jeżeli słucham hh to muszę nosić szerokie spodnie? Noszę to w czym czuję się dobrze, w czym jest mi wygodnie. Zresztą niektóre punkowe kawałki też mnie kręcą, też do mnie trafiają. Nie tylko muzyka. Teksty. I co, taka hybryda? Hiphopowca z punkowcem? Wypierdalać z tym szufladkowaniem.

    Bo barany próbują wszystkich zaszufladkować tak naprawdę gówno o nich wiedząc. Bo tak jest wam kurwa wygodniej. Nie rozumiecie, że ktoś może chcieć czerpać ze wszystkiego. Otacza mnie świat, otaczają mnie różne rzeczy, pewne fragmenty pewnych ideologii do mnie pasują, pasują do moich przekonań, charakteru, inne nie. To że słucham hiphopu znaczy że mam napierdalać disy na Policję? Jak szczeniaki z hempgru? To że pewne fragmenty mojego myślenia są takie same, jak anarchistów, znaczy że mam pierdolić pracę i iść mieszkać na squocie? To że pasuje do mnie satanizm znaczy, że mam przyjąć wszystkie jego założenia? Że lubię kolor czarny znaczy że mam być mhrrroczny? Chuj, kolor niebieski też lubię. I zielony. Coś nie tak z kolorami? Nie ma takiej ideologii, która trafiłaby do mnie w całości.

    I dlatego wkurwia mnie jak ktoś przenosi pewne części tego, co robię, na całość ideologii nie dostrzegając tego, że to jest tylko część jakiejś ideologii. Z którą wcale nie muszę się utożsamiać.

    Opos twierdzi, że ja strasznie szufladkuję ludzi. Nie kotku, nie szufladkuję. Oceniam, często po pozorach, ale nie szufladkuję. To nie to samo.

    I staram się nie ulegać stereotypom. Nie zawsze się da, bo tak już jest człowiek skonstruowany, ale się staram.

    Zaktualizowałem profil na gronie. Generalnie poza paroma drobiazgami doszedł jeden akapit.

    Liberał. Popieram aborcję, eutanazję, legalizację prostytucji, narkotyków, śluby homoseksualne, zniesienie przymusowego poboru do wojska, sprywatyzowanie państwowych instytucji i wszystkie inne rzeczy, które nie wykraczają poza krąg zainteresowanych osób. Prościej? Będzie prościej. Odpierdolcie się od ludzi, polityczni pokurwieńcy, i dajcie im żyć tak jak chcą. Jak ktoś robi coś, co mu szkodzi, to chuj wam do tego, odpowie za to przed samym sobą. Nikt kurwa nikomu nie dał prawa do zabierania komukolwiek wolnej woli w imię jakiejś pojebanej ideologii.

    Nie, nie jestem pacyfistą. Patriotą też nie. Są rzeczy, za które mógłbym się poświęcić, ale na pewno nie byłaby to ojczyzna. Za to od jakiegoś czasu moje poglądy powoli dryfują w kierunku anarchistycznym…

    Kurwa, zimno mi. Już było ciepło, przerzuciłem się na letnią kurtkę, a tu chuj, znowu piździ. I olej z sałatki z tuńczyka wylał mi się na pościel. Miałem iść do szkoły, ale umrę tam. Padnę ze znudzenia i zmęczenia. Pojadę do Oposa do pracy. Co ma tak sama siedzieć 10 czy tam 12 godzin…

    Przynajmniej ma z tego kasę. Ma tyle kasy, że wraca sobie taksówkami do domu :)

    Kim jest Szatan dla satanisty?

    Z kwestią Szatana wiąże się wiele nieporozumień. Ludzie, którzy nie znają satanizmu łatwo ulegają złudzeniu, że satanizm polega na czymś po prostu przeciwnym do chrześcijaństwa, a skoro chrześcijanie wierzą w Boga, to sataniści w Szatana. Nic bardziej błędnego. Szatan istnieje w naszych umysłach jedynie jako symbol, co oznacza, że sataniści nie wierzą w Szatana jako byt osobowy! Szatan jest symbolem reprezentującym samego satanistę – jego umysł, zwierzęcą naturę, przebiegłość, egoizm itd. Szatan nie pochodzi nie wiadomo skąd, pochodzi od człowieka, jest ‚złem’ chrześcijaństwa. Nie należy jednak rozumować na zasadzie prostej odwrotności! Sataniści nie są negatywem chrześcijan. Satanizm kwestionuje wiele z chrześcijańskich zachowań, wytyka rozbieżność natury i chrześcijańskiej moralności, ale Szatan nie oznacza ‚pana wszelkiego zła na ziemi’. Nie oznacza, że dokonywane są ‚dla niego’ jakieś mordy, czy gwałty – tego w satanizmie w ogóle nie ma, co jest częstym nieporozumieniem. Satanista dąży do zaspokojenia, przyjemności i Szatan jest tym symbolem, który na drodze sprzeciwu napędza emocjonalnie – tworzy specyficzny teatr, w którym emocje napędzają działanie.

    No, to jadę. Ubieram się, idę coś opierdolić na ciepło na mieście (o tej porze nic kurwa nie ma, już w środku nocy więcej można zjeść w tym mieście niż rano, a w niedzielę to już w ogóle, ale może chociaż te chujowe zestawy śniadaniowe w maksyfie będą) i do Oposa.

    Psy cho de licz nie.

    Dochodzi pierwsza. Właśnie wstałem. Światło delikatnie błyska (pisałem jakiś czas temu dlaczego), w głośnikach Strictly Hip-Hop, obok chipsy i cola… Jest dobrze :)

    Lubię ten stan. Lubię wolność, swobodę. Nie muszę nic robić, nie muszę nigdzie się spieszyć, mogę robić to co chcę, jak chcę to idę spać, jak się obudzę to wstaję…

    „Pragnienie kasy zmienia twój tok myślenia”… Kasa daje wolność. A jednocześnie zniewala. Ja nie czuję się zniewolony. Mam ile mi potrzeba, na nic mi nie brakuje, nie gonię za wszelką cenę za tym, żeby mieć więcej…

    Kurwa, mógłbym oddać wszystko. Z ogromnym bólem i krwią toczącą się z rozerwanego serca, miłość, przyjaźń, uczucia, ale utrata wolności bolałaby najbardziej…

    Fotki z sobotniej imprezy mają 1,8 GB. Z czego jeden filmik jakieś 1,3 GB. Było dobrze :) Podobno wybiłem kumplowi palec, jak się żegnaliśmy, ale było dobrze :D

    Nie rzucaj mi tymi tekstami z tych kawałków…

    Jesteś zniewolona. Przez stereotypy i fałszywe wyobrażenia. Twoje myśli uwięzione są w czerwone kaftany ze zgrzebnej wełny. „Niech twój mózg opuści klatkę”…

    Niekończące się źródło inspiracji…

    Byle do jednego się nie ograniczać. Bo wtedy to nie jest inspiracja, tylko kopiowanie. Kopiowanie prowadzi do zatracenia duszy, indywidualności. Kopiowania nie lubimy.

    Izraelski dyplomata osrany przez krakowskiego gołębia odpowiedział ogniem rakietowym i odleciał w nieznanym kierunku.

    Kurwa, od jakiegoś czasu odnoszę wrażenie, że nie jestem prawdziwy. Przed samym sobą. Że coś gdzieś się w tej zrytej główce zablokowało, zawiesiło, wyłączyło. A może to tylko wrażenie…

    A może po prostu „nie masz problemów, to je sobie znajdź”? W sumie nikt nie żyje po raz drugi, a przeszłość zawsze znajdzie sposób, żeby rzucić cień na teraźniejszość.

    Gdy prawda ukaże swoje oblicze, powróci czas sprawiedliwości…

    Prosty wniosek, robić tak, żeby było dobrze.

    Jest dobrze :)

    Dom w dolinie mgieł… Znacie?

    dommgiel.jpg


    http://www.alterek.waw.pl/dommgiel.ogg

    To też ładne.

    Ta muzyka ma już trochę lat i od dawna nie jest ani dżezi, ani trendi, ani cool, ale sami przyznajcie, czy nie jest zajebista…

    A dla żądnych wrażeń (kumpel podczas oglądania zrzygał się przez okno):
    http://www.qinetiq.nl/entry/1041/undefined

    Drogie Bravo, IQ mi spada…

    Czytamy sobie „Canon PowerShot A610 Advanced Guide”. Od początku.

    Wrist strap: Placement of the strap around the child’s neck could result in asphyxiation.

    Memory card: It may be swallowed accidentally. If this occurs, contact a doctor immediately.

    Do not cut, damage, alter or place heavy items on the power cord.

    Do not handle the power cord if your hands are wet.

    I skąd ja mam przeczucie graniczące z pewnością, że ten aparat jest przeznaczony również na rynek hamerykański?

    Propo aparatu i fotek, to was trochę pozanudzam.

    img_0381.jpg

    Białołęka, 6:50 rano. Nowe, lepsze grono…

    img_0392.jpg

    Zegar na Pałacu Kultury. Z przystanku na Świętokrzyskiej. Maksymalny zoom. Wiedzieliście, że tam jest syrenka?

    img_0453.jpg

    Z rana tak…

    img_0461.jpg

    Zapraszamy w czwartek 8.10.1998. kartka naprawdę wisi tam już 9 lat.

    img_0467.jpg

    Brawo! (edit: „co ty masz za wsiowe skarpetki we wzorki?” – „to nie ja, to mama”)

    img_0489.jpg

    Oko biedronki. Też chcę takie soczewki!

    img_0501.jpg

    Laborki z prognozowania i symulacji. Śpimy wydajnie…

    img_0518.jpg

    Wpierdalawszy…

    img_0523.jpg

    Popijawszy (miałem zatytułować tą fotkę „moja ulubiona pozycja w ubraniu”). Ta fotka jest tutaj m.in dlatego, żeby Opos wiedział, że nie tylko Opos idiotycznie (w jej opinii, w mojej nie) wychodzi na zdjęciach.

    img_0524.jpg

    A temu panu chyba już wystarczy :)

    img_0531.jpg

    Fanty.

    img_0544.jpg

    Duch.

    img_0546.jpg

    Duch dwa.

    img_0575.jpg

    Więcej, więcej! Po szóstym mocnym przestałem liczyć (końcówka niestety mnie ominęła z powodów wiadomych, ale z filmików nagranych na aparacie wnioskuję że było fajnie). Alkoholowy uśmieszek (w lustrze widać) wskazuje na konkretne spożycie :)

    img_0577.jpg

    Miau?

    img_0672.jpg

    Zdechł pies, czyli ten pan również więcej nie pije.

    img_0685.jpg

    Miły akcent na dzień dobry?

    img_0682.jpg

    Miły akcent na dobranoc…

    img_0703.jpg

    Totalnie z zaskoczenia.

    img_0726.jpg

    Kwiaty…

    img_0729.jpg

    Z tego niepozornego urządzenia idą do kompa trzy osobne kable. Ten z białym złączem zasila, ten obok niego programuje a ten na dole (złącze pięciopinowe i jedna żyła wolna) służy do debugowania. Czwarty (kolorowy) idzie do serwomechanizmu. Mało elementów, bo większość w SMD. Innymi słowy alterki bawią się w robotykę.

    23:49:12 ::: adomas jest dostępny: blog od środy na nowych serwerach

    No to spodziewajcie się jutro problemów technicznych (blog = blog.pl).

    Przy okazji (wiem, powinno iść na joga), gdyby komuś tak jak mi brakowało pod unices zajebistej funkcjonalności kadrującej z irfana (wiem, gimp ma, ale to kobyła), to wrzucę swój skrypt shellowy do kadrowania zdjęć. Podajemy punkt centralny (środek kadrowanego obiektu) i rozmiar kadru a na wyjściu dostajemy dwa pliki – /tmp/dupax.jpg zawiera wykadrowany obrazek a /tmp/dupa.jpg obrazek przeskalowany do 320×240 (bo obrazki o szerokości 320 od zawsze wrzucam na bloga, a 240 jest konsekwencją trzymania się aspektu ratio 4:3, jak ktoś woli 3:2 albo ma fetysz kwadratu to może zmienić).

    Public domain, można robić z nim co się chce. Wymaga zainstalowanego ImageMagick.

    crop.sh.txt

    img_0470.jpg

    Fajne dostałem? Fajne fajne fajne? :)

    Kurwa, chciałem napisać notkę, a tu „Przerwa konserwacyjna (24 godziny). Przepraszamy”. No to sobie napiszę w nano i dodam później. Chociaż to taka notka typu emo się zapowiada, strumień myśli, tego co akurat pojawi się we łbie. Oczyszczenie emocjonalne. Więc pewnie nie dodam. Chyba że dodam.

    Miałem nadać jej tytuł „… Ratując i raniąc nawzajem” (kto regularnie i wnikliwie czyta bloga, jeżeli ktokolwiek poza moimi znajomymi jeszcze w ogóle tutaj zagląda, ten skojarzy, przy czym pierwsze skojarzenie niekoniecznie będzie tym najwłaściwszym), ale nie nadam. Bo nie, bo to bez sensu.

    Bo kurwa lof and peace ponad podziałami, tak?

    A może nie?

    A może podam wam moją definicję miłości? Tak mi się dzisiaj urodziło w SMSie do Oposa.

    A może nie, bo po co, definicje pojęć abstrakcyjnych są jak dupa, każdy ma swoją.

    Opos ma zupełnie inną. Definicję miłości.

    Opos innej muzyki słucha niż ja. Przy czym to działa tylko w jedną stronę. Bo Opos nie lubi głośnej muzyki ani mocnego beatu, a ja jestem w stanie znieść agresywne gitary w jej ulubionych piosenkach (i nawet krzywdy moim uszom nie robią).

    Oposa wkurwia przeklinanie.

    Oposa wkurwia całonocne chlanie. Wkurwiają melanże z kumplami do rana.

    Oposa wkurwia burdel wszędzie gdzie się da (chociaż u mnie w pokoju ogranicza się do utorowania sobie drogi od wejścia do łóżka, pewnie dlatego że ogarnięcie tego syfu zajęłoby jej parę dni a efekty pracy byłyby widoczne przez kolejnych parę).

    Oposa przewkurwia robienie Oposowi fotek.

    Jeżeli kiedyś zamieszkamy razem, to będą niezłe jaja. Ciekawe kto kogo pierwszy odstrzeli :)

    Fotografia kirlianowska.


    http://www.magia.gildia.pl/artykuly/rozne/fotografia_kirlianowska

    Już nawet pomijając, że artykuł wyżej to ściema dla naiwnych, to chyba zrobię sobie takie ustrojstwo. Z czystej ciekawości.

    Wy też czasem macie poczucie, że bierzecie udział w ogólnoświatowym spisku? Że w TV mówią o niewyjaśnionych rzeczach, krążą legendy miejskie, ale wy tak naprawdę nigdy tego nie doświadczyliście…

    Poza przypadkami, które można z dużym prawdopodobieństwem wyjaśnić.

    A tak w ogóle, to atmosfera jak z filmu grozy. Ciemny pokój. Światło co jakiś czas błyska (bo energooszczędna żarówka nie lubi się z neonówką podświetlającą kontakt, a nie chce mi się montować kondensatora, który by je pogodził), w oddali słychać osławiony w pewnych kręgach „The Hum” (
    http://en.wikipedia.org/wiki/The_Hum
    )… Wprawdzie nigdy nie słyszałem na własne uszy ale na wiki piszą, że to przypomina „a distant idling diesel engine” (silnik Diesla puszczony na jałowym biegu gdzieś w oddali). Bardziej prawdopodobne, że po prostu ktoś w okolicy odpalił samochód z wysokoprężnym silnikiem cieplnym spalinowym tłokowym o spalaniu wewnętrznym z zapłonem samoczynnym (o kurwa, jak to brzmi) :)

    Chociaż nie bardzo wiem, dlaczego miałby to robić o 4:30 w nocy i czekać tak w tym samochodzie od 20 minut, tym bardziej że mrozy już odpuściły.

    Wyjrzałem przez okno. Erka. Tak wśród ratowników medycznych określa się ambulans reanimacyjny. Bo po tym pamiętnym wypadku na mazurach zacząłem interesować się ratownictwem medycznym i odróżniać erki od karetek neonatologicznych (to tak naprawdę też rodzaj erki), przewozowych, wypadkowych i kardiologicznych.

    Erka jest wysyłana, kiedy istnieje bezpośrednie zagrożenie życia pacjenta.

    Kurwa, dopiero po śmierci dziadka uświadomiłem sobie, co się wtedy na mazurach wydarzyło. Jak to jest, kiedy na twoich oczach odchodzi ktoś bliski. Co mógł czuć ten facet, kiedy jego żona panikowała, błagała mnie, że nie chce umierać. Wszyscy poza mną spanikowali, ja zachowałem zimną krew chyba tylko dlatego, że byłem (i nadal jestem) na silnych antydepresantach. A może dlatego, że śmierć zawsze była mi obca? Nie chcę powiedzieć, że zabiłem człowieka. Bo nie zabiłem. Ale mam wrażenie, że gdybym prowadził RK-O lepiej, sprawniej, bardziej profesjonalnie, to człowiek nie umarłby mi w ramionach. Teraz wiem, że masaż serca jest prowadzony nie w celu przywrócenia czynności serca tylko podtrzymania krążenia. I dlatego zamiast miarowego ucisku robiłem miarowe, silne uderzenia. Krew tak naprawdę nie miała dużej szansy przedostać się do aorty, bo cały czas próbowałem pobudzić serce.

    Teraz to wiem. Że spierdoliłem akcję ratunkową, którą prowadziłem wydając polecenia innym obecnym (męża ratowanej poinstruowałem jak ma robić resuscytację oddechową, Ch. wysłałem, żeby wypatrywał erki a sam zająłem się krążeniem). Nie uczyłem się pierwszej pomocy wyjeżdżając na wakacje pod namiot. Konsultowałem z lekarzem przez telefon, ale w takich chwilach nie ma czasu na dokładne tłumaczenia.

    To był błąd.

    Widziałem, kiedy odeszła. To się czuje. Życie odeszło, oczy jakby dosłownie „zgasły”. Prowadziłem akcję do końca, do przyjazdu karetki, która od razu stwierdziła zgon, ale mimo wszystko próbowała przywrócić krążenie. Chyba tylko licząc na cud.

    Cud, jak to cuda. Nie zdarzył się.

    Wiem, powiecie że nie ma sensu się obwiniać. Że to niczego nie wróci. Nie obwiniam się. Po prostu wiem, że mogłem zrobić to lepiej. I jeżeli kiedykolwiek jeszcze zdarzy się taka sytuacja to mam nadzieję, że zrobię to lepiej.

    Uczcie się pierwszej pomocy, bo potem może być za późno. O jeden ślad na sumieniu…

    Erka. Erka stoi. Erka ma włączony silnik.

    Erka odjechała.

    Smutne.

    [20 godzin później...]

    Chciałem tu coś jeszcze napisać, ale zmęczony jestem. Czuję że ten blog umiera. Razem z częścią mnie. Z tą wrażliwą, romantyczną częścią. Może to tylko taka pora roku, może to brak Oposa (widujemy się co parę dni, to za rzadko), a może po prostu starzeję się…

    Czuję że tracę coś ze swojej osobowości. Coś bardzo cennego. Ale co mogę poradzić… Będzie co ma być.

    I żyje się dalej.

    Nawet jeżeli chciałbym teraz pojechać pod dom Oposa i wyciągnąć ją na spacer. Tak, o 1:52 w nocy. Ale raz że mieszka z rodziną a dwa, że śpi…

    No to zamiast spaceru spróbuję zasnąć.

    I wszystkiego najlepszego, kochanie.

    Miłego.


    • RSS