alterek blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 6.2007

    Ochuj

    8 komentarzy

    Ochuj. Osoba chętnie udzielająca informacji.

    Ochuj.

    Pana goadiego nie było. Bo miau być. Ale to nawet lepiej, bo miałem parę niesponadziewanych niesponadziewanek, które mogły mieć finał mniej fajny niż miały. Po raz kolejny potwierdziło się, że mam w tym życiu więcej szczęścia niż rozumu.

    Przeżyjemy. Bardzo unikam spotkań pierwszego stopnia z panami funkcjonariuszami. Bo prawo mamy takie jakie mamy i różni fajni ludzie są unieszkodliwiani za rzeczy, które niekoniecznie zrobili. Wiecie, paranoję mam, niby nie mam na sumieniu nic poważnego (najwyżej za jazdę na rowerze po chodniku mogliby mnie ścignąć), ale nie chcę mieć kontaktu z prawem z innej strony niż jebanie buców na forach prawniczych.

    Się ogarniamy. Bo generalnie to olewamy, ale są rzeczy, których nie olejemy.

    Się ogarniamy. I koło 180 fot Warszawy dla Wikipedii mamy. Takich na które ktoś zgłosił zapotrzebowanie. Bo napisał artykuł, chciał go zilustrować i nie było foty. Wrzucimy pewnie jakieś 45, może 50. To możnaby przekonwertować rawy do jpegów, opisać co się da i wrzucić by można by. Prawda?

    14:29:09 ::: vth jest niedostępny: Wczoraj byl BALET STULECIA!! :D kurwa dawno sie tak nie bawilem!!!

    Wnioskuję że było fajnie. Niestety końcówka imprezy mnie ominęła. Znaczy byłem niby, ale tylko ciałem, duch błądził gdzieś po odległych meandrach bezmózgowia, ostatnimi siłami łapiąc strzępki urywającego się filmu.

    Bo browar był za darmo.

    <slaash> co wy palicie? :/
    <alterek> domestos.

    Z poniedziałku parę youtubów mamy. Wrzucimy? Wrzucimy…

    No.

    Do przeczytania:
    - A practical guide to interpreting RGB histograms
    - High dynamic range images under Linux
    - Klasyfikacja niepełnosprawności intelektualnej
    - Stanisław Lem – Cyberiada

    Do posłuchania:
    - Hellogoodbye – Here in your arms
    -
    http://bluszcz.jogger.pl/2007/05/28/troche-muzyki-mojego-autorstwa-zebrane-z-kilkunastu-lat/

    Do zjedzenia:
    - Pizza Calzone z Da Grasso

    Do poprawienia i wysłania patcha:
    - Segfault w mplayerze przy obsłudze OSS (ktoś z tego jeszcze korzysta?)
    - Możliwość ominięcia logowania nieudanej próby autoryzacji w getty (błąd koncepcyjny, trudno będzie poprawić…)

    Do zrobienia ogólnie:
    - Wystawić komenty na Allegro

    Do kupienia:
    - Nowy baton
    - Szary filtr do aparatu, najlepiej -8EV (są takie?)
    - Grafika na PCI
    - Miłość

    Do napisania (artykuły do Wikipedii):
    - Żeńskie gimnazjum Władysławy Lange
    - Kamienica Andrzeja Strońskiego
    - Maria Stypułkowska-Chojecka
    - Ulica Dowcip
    - Ulica Wilcza
    - Ulica Wierzbowa

    Do napisania poza Wikipedią:
    - Testament

    Na Wojtusia z popielnika
    Iskiereczka spadła.
    Zapaliło się ubranko
    Jego mama zbladła.
    Pali się Wojtuś malutki
    Dymi mu się z główki.
    Jasno w domu się zrobiło
    Choć nie ma żarówki.
    Pomyślicie pewnie sobie,
    Że to żart potworny.
    Wojtuś jednak nie ucierpiał.
    Był żaroodporny.

            .--.             .---.
    /:. '. .' .. '._.---.
    /:::-. .-"""-;` .-:::. .::
    /::'| `/ _ _ ' `:' ::::|
    __.' | / (o|o) `'. ':/
    / .:. / | ___ | '---'
    | ::::' /: (._.) .:
    .=' |:' :::|
    `""` .-. ':/
    '---`|I|`---'
    '-'

    Tak sobie patrzę, czytam i dochodzę do wniosku, że kurwa, chłopie, na co ty narzekasz…

    Przewinęła mi się ostatnio przed oczami pewna… Osoba. Dziewczyna. Wikipedystka. Nie znam jej, ale sprawia sympatyczne wrażenie. Wszedłem sobie z ciekawości na jej bloga i…

    Chcielibyście mieć stomię?

    Stomia wygląda tak, że mówiąc obrazowo odbyt zamiast w dupie jest np. na brzuchu. Bez zwieraczy, bez kontrolowania wydalania, leci sobie rzadkie gówno do woreczka, który czasem się odkleja i zawartość się rozlewa. Np. w autobusie, w tłoku, w szkole…

    Smacznego.

    A ja może w końcu przestanę narzekać i docenię swoje życie. Czego Oposowi też życzę, bo w sumie to mamy podobne problemy, podobne pragnienia i podobne ciągotki w stronę rzeczy, które nie mają najmniejszych szans skończyć się dla nas dobrze.

    A to głupie jest. I bezsensowne.

    I bezsensowne.

    Jaki ładny tytuł, prawda? Notka być musi, a tytuł niekoniecznie… Więc niech chociaż on będzie ciepły.

    Fik, nie mam żadnego opisu chdk dla Digic I, bo nie interesowałem się tym tematem, mam Digic II. Ale pogooglaj, może coś znajdziesz. Generalnie z tego co wiem to też jest ARM, więc powinno się dać wykorzystać część kodu chdk. Tym bardziej że chdk jest dosyć elastyczny, więc pliki w core/ powinno dać się wykorzystać od ręki, tylko trzebaby przepisać soft w platform/ i pewnie loader.

    Bo ten soft nie jest bardzo skomplikowany. Po prostu wrzucasz na kartę pliki, które normalnie są flasherami softu w aparacie. Da się zrobić tak, żeby flashery odpalały się przy każdym włączeniu. Jak zamiast kodu flashującego wrzucisz tam własny kod, to ten kod zostanie wykonany (wprawdzie po wybraniu opcji Firmware Upgrade, ale można to zautomatyzować), a procek z tego co widzę nie ma MMU, więc masz dostęp do całej przestrzeni adresowej, czyli także buforów aparatu, np. bufora ramki, w którym znajduje się obraz z matrycy przed tymi wszystkimi magicznymi sztuczkami, które robią ze strumienia bitów JPEGa.

    Trzebaby się pobawić.

    V., Przemek, nie ja mówię, że trafić z kimś do łóżka. To podejście znajomego, nie moje. Zresztą znajomy wie, co o tym myślę. Ja… Kurwa, może to jest mój problem, że ja takie rzeczy od jakiegoś czasu zbyt poważnie traktuję?

    Nostalgicznie się zrobiło. Aż za bardzo.

    Znieczuliłem się. Przejeżdżamy z kumplem koło Feminy, widzimy… Psiarnia, dwóch kolesi na chodniku. Z daleka wyglądali jak trupy, tym bardziej że to była noc, dopiero jak podjechaliśmy bliżej zobaczyliśmy, że byli skuci w kajdanki. Kumpel powiedział że aż mu się w głowie zakręciło jak pomyślał że to trupy. Na was też takie rzeczy tak działają?

    Ja… Myślę że mógłbym siedzieć, przechodzić, leżeć obok trupa. A z drugiej strony nawet zapach kostnicy wywołał we mnie takie uczucie jak pisałem ostatnio, więc może to nie jest takie oczywiste…

    <pet> Snilo mi sie, ze umarles.
    <alterek> jak dokladnie?
    <pet> Nie wiem, nie widzialem. W opisie na GG cos miales.
    <pet> I sobie pomyslalem: „Kurwa, smutno bedzie bez alterka”.
    <pet> Chyba samoboja zes pierdonal. Tak mi sie zdaje.

    Budujące.

    Mi się biedronka śniła, jak napierdalała kogoś grubym łańcuchem pod szkołą.

    „Nie bądź zbytnio towarzyski, bądź bliski dla bliskich”, i to jest prawda… Ale ja już nawet dla bliskich nie jestem bliski. Dziczeję pomału. Sens egzystencji wyznacza mi praca, wegetacja w necie, przed kompem, czasem coś się stworzy, napisze, czasem jakiś wypad rowerowy, fotoplener czy skucie się do nieprzytomności z kumplami. Których jest coraz mniej, bo coraz częściej zwyczajnie nie chce mi się ruszać dupy z domu. I to też jest problem.

    ::: Zmieniono stan na dostępny: :(
    <yodar> kogoś zabiłeś?
    <alterek> siebie.
    <yodar> to nic strasznego
    <yodar> nie zamkną cię za to
    <alterek> naprawde?
    <yodar> napisz na blogu, to sobie przeczytam q;
    <alterek> przestan.
    <yodar> ok
    <yodar> chciałem się tylko zainteresować
    <alterek> no to sie zainteresowales.

    A jak wy spędzacie wolny czas?

    Zastanawiamy się z petrosem, co mógłby wpisać w CV.

    <pet> Jak im napisze ze znajomosc aktualnych wydarzen kulturalnych, a na rozmowie zobacza lysego dresa, to buchna przeciez smiechem.

    Coś w tym jest.

    No, to mamy dwie alternatywy na wieczór. Siedzieć w domu i zamulać z browarem w ręku i komórką w drugim albo ruszyć d4, przebiec się z kumplami po klubach, wrócić nad ranem i zamulać cały dzień. No, mógłbym jeszcze odpracować dzisiaj, bo wstałem o 13, byłem u fryzjera, na poczcie, parę rzeczy załatwiłem jak to się mówi na wikipedii „w przestrzeni meta” i tak wyszło, że nie dotarłem do pracy. Ale praca nie knajpa, nie trzeba bywać codziennie, najwyżej jutro w nocy będę siedział 10h.

    A w sumie co będę siedział. Może kumple wyrwą jakieś szlaufy (ja się brzydzę dotknąć nawet patykiem). Clubbing mode on.

    (…12 godzin później…)

    Dotarłem do pracy i czuję się jakby ktoś mi wyrwał nogi… Nie jestem zmęczony, 3 albo 4 wódki z red bullami plus pare drinków zrobiły swoje. Generalnie nie skuliśmy się mocno, mało wypiliśmy, tak na zachętę, za to ostro skakaliśmy po parkiecie. I czuć efekty. Szlaufy? Też były, ale to nie dla mnie. Nie chcę, nie znam, nie lubię, nie uznaję, nie dotykam jednorazówek, za bardzo szanuję siebie i swoją potencjalną przyszłą.

    Głupie nie? No to głupie.

    Za to udało mi się wnieść batona (półmetrową teleskopową stalową pałę na specjalne okazje). Przejście przez podwójną rewizję osobistą z wykrywaczem metalu nie było proste, ale się udało. Bo miałem w kurtce, zapomniałem wyjąć, zorientowałem się jak czekaliśmy do rewizji przed wejściem… Ale główka wasza wymyśliła magiczną sztuczkę i się udało.

    Kurwa, ostatnio mnie tak sprawdzali jak wchodziłem do sejmu. Z gazem pieprzowym. Też przypadkiem miałem w kurtce, zapomniałem wyjąć. Ale wtedy wnieść się nie udało :)

    Pada sobie deszczyk
    Pada sobie równo
    Raz spadnie na kwiatek
    Drugi raz na…

    Bratek…

    Wy też macie wrażenie, że te notki od jakiegoś czasu są jakieś totalnie niealterkowe? Gdzie zgubiło się to złote dziecko z bloku obok? Zniknęło…

    Ale to dłuższy temat.

    Zostańmy przyjaciółmi na zawsze w imię naszej wierności
    Niech nasze serca połączy walka, idea rasowej jedności
    Braterstwo i wiara pozwoli nam stworzyć fundament lepszej przyszłości
    Gdy prawda ukaże swoje oblicze, powróci czas sprawiedliwości

    I chuj, że to Konkwista. Ideologia, która jest (prawie) o 180 stopni inna od mojej. Piosenka mi się podoba.

    Miau

    6 komentarzy

    Trzy-ka-wy-wy-pi-te
    Słu-cha-wy-włeb-wbi-te

    Wrrróć.

    2l coli, 3 red bulle, 1 super-mocna kawa (w trakcie konsumpcji). Oprócz tego na biurku wielki wiatrak, dwa ogromne monitory, gryzoń, klawiatura, czytnik kart, komórka, aparat i palm. Czego brakuje? Słuchawek brakuje. Bo kupiłem sobie do pracy tak zajebiste słuchawki że używam ich w domu i zawsze zapominam przywieźć.

    Bo przeniosłem się z działu analiz i przeciwdziałania zagrożeniom do głównego laboratorium rozwojowo-badawczego (jak to się ładnie nazywa, prawda?). Bo na samym początku miałem robić właśnie w analizach, ale od jakiegoś roku współpracuję z chłopakami z laboratorium, więc wypadało w końcu się przenieść, zamiast ciągle dzwonić do siebie i pisać maile.

    A noc spędzona z k-k (na GG i telefonie, zboczeńcy) daje o sobie znać.

    Spaaać… (jeb łbem o biurko)

    Jak to jest, że jedna rozmowa (48:07) kosztowała 38.49 zł a druga (1:39:18) tylko 14.90 zł? Oba numery poza listą tych śmiesznych, specjalnych, tańszych numerów, które każdy może sobie ustawić. O pierdolnięcie się taryfikatora oranża raczej nie posądzam. Więc?

    Jokinen (netikka.fi) pyta: what means „wy finskie popierdolone barany”?. Myślicie że powinienem mu powiedzieć?

    Niemiaszki, oddajcie Polsce wymordowany przez was procent ludnosci!

    Szkoda że ja już od dawna nie czuję się dumny z bycia Polakiem. Bo co mi ten żałosny kraj daje? Tylko zabiera. Kolejne prawa, przywileje, w świetle prawa kradnie zarobione pieniądze. Jestem lokalnym patriotą – Warszawa, Śródmieście południowe… Tu się wychowałem, tą okolicę zasrałem, jej mogę bronić. Ale Polska?

    Zresztą tak czy inaczej w kwestii państwowości mam radykalne poglądy. Zbyt radykalne żeby dało się je wprowadzić w życie. Wypierdolić to wszystko na zbity ryj, sprywatyzować co się da, znieść monopole i akcyzy, zalegalizować aborcję, eutanazję, prostytucję, narkotyki (nie tylko zioło, bo to oczywiste, „twarde” też) i generalnie noga dupa brama, kochani. Prawo powinno być surowe i nieuchronne, ale proste, jak najmniej ingerujące w obywateli a w kwestiach, w których nie dochodzi do łamania konstytucyjnych praw innych ludzi, nikogo nie powinno obchodzić, co ktoś sobie robi. Chce dawać dupy za kasę na lewo i prawo albo dymać dziwki? Niech dyma. Chce ćpać? No to będzie kurwa ćpał, czy się to komuś podoba czy nie. A nie jakaś fizda jedna z drugą będzie mi pierdoliła przez tubę propagandową, że postinor duo jest środkiem aborcyjnym, bo taka szkulona jest, że wie lepiej od lekarzy, kiedy następuje zapłodnienie. Albo trzeci cymbał będzie nasyłał zomo na zdesperowane pielęgniarki. Rozpierdolcie sobie kolana psychopaci, bo na łby już dawno jest za późno.

    Czasem zastanawiam się kto za tym wszystkim stoi. Kto jest tą szarą eminencją, która wykreowała cały ten cyrk (bo chyba nie wierzycie w to, że oni tak na poważnie?). Chciałbym go poznać.

    Może przynajmniej będę miał miejsce w celi razem z innymi więźniami politycznymi.

    Kawa skonsumowana.

    Libacje alkoholowe dzielimy na zwyczajowo-obrzędowe, spotkaniowe, w drodze, egzystencjalne oraz szkolne. Wiedzieliście?

    <f> ten sam scenariusz się powtarza
    <f> zajebiscie sie powtarza
    <f> jakieś 5 lat temu trafiłem do wyra z kumplem, też właśnie podziałało to na mnie również emocjonalnie, kumpel potem znalazł sobie lepszego kolege który potraktował go jak szmate
    <f> teraz jest dokładnie tak samo :>
    <f> nie mozna byc ZBYT do przodu bo się można wywalić
    <alterek> a wywalenie sie boli
    <f> boli bo ma boleć
    <f> ma bardzo mocno boleć
    <alterek> moze sie nauczy
    <alterek> a jak nie to out
    <f> takie doświadczenia w życiu uczą szacunku dla innych ludzi jak i do pieniedzy

    Jednych uczą, innych nigdy się nie nauczy, bo są najmądrzejsi w całej wsi. Potem taki najmądrzejszy Azorek się starzeje, tolerancja otoczenia na głupotę maleje, liczba jego znajomych też, bo wszyscy mają go dosyć, a on nadal ma dokładnie takie samo podejście do ludzi, jak mając te swoje naście lat.

    I to naturalnie wszyscy są winni tylko nie on.

    Odrobina skromności jeszcze nikomu krzywdy nie zrobiła.

    A tak poza tematem, to w wolnym czasie wziąłem się ostro za CHDK. Jakie gry chcielibyście zobaczyć na swoim aparacie w pierwszej kolejności? :)

    Zacząłem pisać strzelankę 3D, coś na wzór uproszczonej wersji Dooma. Na razie napisałem prosty silnik i chociaż nie śmiga tak szybko i wydajnie, jakby mógł, to działa – można chodzić klawiszami strzałek po trójwymiarowym labiryncie i strzelać klawiszem Set. Do zrobienia redukcja zniekształceń sferycznych (powstają w algorytmie), optymalizacje, dorobienie postaci, jakiejś prostej sztucznej inteligencji, różne rodzaje broni, savegame’y, ładowanie różnych map a jakbym chciał zrobić to naprawdę zajebiście, to też obsługa matrycy – np. zrobienie komuś paru ujęć i wrzucenie twarzy jako postaci, czy prosta sieć do grania ze sobą (można skierować dwa aparaty na siebie w taki sposób, żeby wzajemnie widziały swoje diody od AF i w ten sposób komunikować się wzajemnie)… Ale to na kolejne nudne dni, jeżeli w ogóle.

    Swoją drogą żeby pisać gry na aparat fotograficzny, to naprawdę trzeba mieć coś nie tak z głową…

    Żeby zrobić taki kibel też.

    husky.jpg<pet> By pasowal do Ciebie. Tez masz taka morde wredna.

    Boli mnie ta morda.

    Szczyt głupoty? Wnieść 40 kg żywej wagi najpierw 50 metrów przez podwórko a potem po schodach na pierwsze piętro, rozpakować pudło i zauważyć, że znajdują się w nim dwa elementy odpowiednio po 15 (rezerwuar) i 25 kg (muszla), które można było z palcem w dupie wnieść osobno. Ale nowy tron już zamontowany i działa.

    Nie wiem z czym kojarzy wam się pojęcie „zapach śmierci”. Mi kojarzy się z zapachem kostnicy. To taki intensywny zapach martwego człowieka. Zajebiście nieprzyjemny, psychicznie, nie do opisania… Ostatnio poczułem ten zapach z chłodnicy w samochodzie. Aż mnie ciarki przeszły :/

    Za to moje zdjęcia będą w jutrzejszym wydaniu Faktu, Rzepy i paru innych gazet. Nie żebym jakoś specjalnie przepadał za Faktem, ale… :) W sumie strzelałem je na kacu, po nocy spędzonej z zerem i wariatem na polach. Wiem, że mówi się POLE MOKOTOWSKIE, nazwa pola jest niepoprawna, ale pola bardziej pasuje. Bo co, powiem że byłem w nocy na polu? :)

    img_7632.jpg

    Zero.

    img_7630.jpg

    Wariat.

    Rozmyte tło, bo długa ekspozycja i zamrożenie pierwszego planu delikatnym, minimalnym błyskiem. Zrobiłem to żeby uwidocznić niebo w tle (w rzeczywistości było ciemniejsze niż na fotkach, chociaż już leniwie słońce wstawało – 4:15), ale alko zrobiło swoje i niebo się rozmyło. Może to nawet lepiej wyszło :)

    Przypadkowych bohaterów tej nocy (jakiegoś kolesia, który rozbił innemu kufel na głowie i jakiejś barmanki, która próbowała zarywać do zera) niestety nie uwieczniłem. Wybaczycie?

    „Dobrze widzi się tylko sercem. Tylko że niektórzy potrzebują przeszczepu.”

    Facet mojej pierwszej miłości jeszcze z czasów podstawówki zaczyna być moim idolem jeżeli chodzi o fotografię. Fakt że jest profesjonalistą, ale czasem oglądam jego zdjęcia i nie mogę wyjść z podziwu.

    Usta miasta kast… Klimat, zajebisty, chilloutowy… Słucham, zamykam oczy i już widzę, jak jadę gdzieś przez ciemny las, monotonnie jest, szaro, na zewnątrz pada deszcz a ja siedzę na tylnym siedzeniu ciepłego furgo…

    Z tobą. Aż zrobi się tak sennie, że przyjdzie ochota na zagranie ci koncertu pod powiekami. Specjalnie dla ciebie, kimkolwiek jesteś…

    <k-k> Sluchaj.. to trzeba byc mna..zaczal padac deszcz,wiec pobieglam na balkon zdjac pranie. Spadl mi na stope 2kg..owy kaktus z 5cm..owymi kolcami

    To trzeba być tobą. Wprawdzie w to, że kolce przeszły na wylot, jakoś średnio chce mi się wierzyć (było w następnych SMSach), ale i tak ładnie.

    W sumie też przeżyłem kiedyś spotkanie pierwszego stopnia z kukta… Kaktusem.

    kk.jpg

    Znalezione dzisiaj w autobusie. W tym kontekście chyba nabiera nowego znaczenia. Ciekawe co na to stowarzyszenie kaktusów :)

    Sobie łapę kupiłem. Jako drugi numer w drugim telu. To już moja trzecia albo czwarta próba przekonania się do tej sieci, do tej pory zawsze mnie wkurwiała na tyle że wyrzucałem kartę. Ale kupiłem, dla linki i paru innych osób. Jakby ktoś też był w łapie i chciał mieć do mnie 3 gr za SMSa, to się zgłaszać. Za 2-3 dni powinien przyjść (bo jak zwykle nie chciało mi się ruszać do kiosku i wolałem Allegro, numer sobie platynowy wybrałem, fakt że 5x drożej niż normalnie, ale przynajmniej zapamiętam, bo nigdy nie pamiętam swoich numerów).

    Za klawiaturą postać… W głowie siedzi pomysł, pozwól mu się wydostać…

    No to Alterki zmykają popracować trochę. Nowy projekt dostałem, trzeba trochę poczytać, żeby w ogóle mieć pojęcie, co się robi (podstawowa dokumentacja protokołu ma 108 stron, oprócz tego dokumentacja API itd. i dopiero można będzie zacząć wstępnie nad tym myśleć).

    No to miau.

    Zło zniknęło. Jedynie pachnie po nim skwarkami. I jest wolność. I miłość jest. Taka do całego świata miłość. Lubimy skwarki. Dlatego nie lubimy zła.

    Ola, Ola, Ola chce, żebym napisał i dodał…

    Mx5 też chce.

    Wszyscy chcą, łącznie ze mną, a ja siedzę w robocie od 8 do 20 a potem w domu w nocy koduję, żeby wyrobić się w terminie. Bo już nas ścigają.

    Czego się dla Oli Oli nie robi? No, wielu rzeczy się nie robi, bo Oli Oli pewnie wielu rzeczy nie zrobiłaby dla mnie. Ale notkę można… Może nie tyle napisać, co dokończyć i dodać.

    Bo tak to zawsze jest, że notki dojrzewają gdzieśtam w głowie, wychodzi jedno zdanie, często jakaś myśl, która pojawia się totalnie przypadkiem, potem strumień świadomości i w rezultacie powstaje z tego Wielki Chaos.

    (co przypomina mi, jak ktoś kiedyś nazwał mnie gdzieś publicznie Wielkim Skurwiałym Chujem, urocze to było)

    Garbage – Nobody Loves You. Klimatyczne.

    <alterek> ja pierdole, dzieciarnia.
    <k-k> przestan ;]
    <alterek> kurwa, moze ja juz taki stary jestem, ale to mi sie wydaje takie szczeniackie, ze az smieszne.
    <k-k> odmlodz sie :* :P
    <alterek> juz i tak za bardzo sie odmladzam zadajac sie z glupimi gowniarami, takimi jak ty.
    <k-k> nice;) głupi staruchu ;p
    <alterek> nie mialo byc nice.

    <alterek> kurwa, z wiekiem moja tolerancja na glupote maleje.
    <adak> nie tyle na glupote co czlowiek robi sie powazniejszy i tyle
    <alterek> moze.

    Może. Może się starzeję.

    Czy różne dziwne stwory, w tym Alterki, znany przez lata jedynie z sieci, tracą przy spotkaniu w realu, będziecie mogli spytać k-k w przyszłym tygodniu.

    jezli ostatnie zdanie bylo do mnie,przy czym uzyty byl moj cytat to brzmial on zupelnie inaczej..

    Nie pamiętam już jak brzmiał. Może i miałem przy sobie dyktafon (w telefonie mam), ale nie używam go na co dzień do nagrywania ludzi. Używam go jedynie w nocy, jak chcę coś komuś powiedzieć, ten ktoś śpi, a mi się nie chce pisać SMSa. I jak ten ktoś ma MMSy. Zapamiętałem znaczenie a nie słowo w słowo. Widocznie źle zrozumiałem. Co w sumie między nami nie jest nowością.

    <alterek> 
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Wampiryzm_psychologiczny

    <opos> dziekuje nie mnie to nie dotyczy
    <alterek> ja o sobie mowilem.

    Kurwa, to jest jakiś jebany psychodramat.

    Goadie, pytasz się, czy jeżdżę stopiątką? Jeżdżę. Rzadko, częściej piątkami (155), ale w sumie to stopiątka jedzie krócej, chyba się przerzucę. Generalnie mogłeś mnie widzieć w poniedziałek, jak wracałem totalnie zjebany i przysypiałem na ostatnim siedzeniu.

    Chociaż ostatnio i tak śmigam na rowerze.

    Jedyne miejsce z którego możesz mnie ewentualnie kojarzyć, to warszawskie lugi w latach 2004-2005. Poznałem tam kilka znanych z sieci osób, ale Ciebie nie jakoś sobie nie przypominam. Bywałeś tam w tamtych czasach?

    Byłem może ze dwa razy, raz jak jeszcze były w CAMKu na Bartyckiej i raz na UW. Potem raz że mi się nie chciało a dwa że… Mi się nie chciało. A potem był mały konflikt z paroma osobami, które tam bywały (bo Alterek to ogólnie konfliktowe zwierzę) i totalnie mi się odechciało. Bo po co miałem spotykać się z ludźmi którzy mnie wkurwiają?

    To się jeszcze w ogóle odbywa?

    Ktośtam się w sumie chwalił, że stał koło mnie na Stallmanie, ale nie pamiętam dobrze. Czy polecenie echo twoje-nazwisko-z-malej-litery-i-bez-polskiego-znaku | md5sum | cut -b -8 zwraca wartosc 9195cbea? Jeżeli tak to wiem kim jesteś i kojarzy mi się, że to właśnie ty mówiłeś, że stałeś tam koło mnie, jeżeli nie to widocznie wszystko totalnie mi się popierdoliło.

    Studiuję na Wydziale Elektroniki WAT, jeśli chcesz do nas dołączyć to chętnie przygarniemy Alterka. Względnie łatwo się dostać, nawet ze starą maturą. Jeśli będziesz zainteresowany, to mogę parę ciekawostek przy browarku poopowiadać :)

    Pomyślimy. Bo to ogólnie nie jest taki zły pomysł. Macie tam stricte techniczne przedmioty, czy jakieś pierdoły typu finanse, ekonomia itd. też są? Zjazdy na zaocznych co tydzień czy co dwa? Do której mniej więcej trwają zajęcia? Dlaczego akurat WAT wybrałeś? Bo chyba nie po to żeby rwać na to posy? :)

    Kurwa, chciałem zabić paj0nka, ale się nie udało i spierdolił bez nogi, chciałem dobić, ale go nie dogoniłem. Nie lubię takich rzeczy. Nie lubię męczyć żyjątek.

    Mam nadzieję że nie będzie się długo męczył.

    Co ja mogę zrobić, jak po założeniu dwóch filtrów (UV i CPL) na tulejkę (52 mm) przy ogniskowej 35 mm filtry delikatnie mi winietują? Oprócz strzelania z większą ogniskową. I oprócz kadrowania (z automatu jeśli już, tak jak ostatnio, 200 zdjęć przekadrowanych z powodu winietowania) po konwersji z RAWa. I oprócz piłowania tulejki :)

    Myszy mi zwariowały. Chyba od tego zioła „wesoły myszoskoczek”. Biegają w kółko, wysypują trociny i próbują wpierdolić klatkę.

    Zjeść klatkę próbują.

    done, z czego masz ten egzamin dokładnie?

    Kur… padam. W dodatku czytam Twojego bloga i piszę pracę dla kogoś na polski.

    To dobrze. Nie jesteś chora na ASD.

    Wrzuć monetę.

    Dzień. Siódma rano. Wstaję. Idę porobić zdjęcia dla Wikipedii (właśnie, za chwilę zgram i obrobię, bo to RAWy). Spotykam się z Oposem. Kłótnia. Tak, widząc się pierwszy raz od rozstania, przez 15 minut zdążyliśmy się pokłócić. Doszedłem do wniosku, że zdecydowanie lepiej rozmawia nam się przez SMSy. Bo człowiek bardziej waży słowa, a nie chlapnie coś tylko po to, żeby dopierdolić drugiej stronie.

    Boże, jeden PPM 15 MB, po konwersji do JPEGa 4 MB. Zacząłem doceniać RAWy. Bo jak aparat zapisze JPEGa to już pozamiatane, balans bieli ustawiony, parametry ekspozycji też, można najwyżej próbować go obrabiać w gimpie i w jakimś stopniu odzyskać to, co zostało stracone przy konwersji w aparacie. A mając bezpośredni zrzut z matrycy mogę sobie na spokojnie usiąść do kompa, porobić histogramy, odpalić dcraw, dodać albo odjąć w jakimśtam stopniu wartość ekspozycji, samemu kontrolować proces zapisu zdjęcia a nie polegać na tym, co jest zaszyte w aparacie, który przecież nie ma szybkiego procesora, a jakoś musi się wyrobić.

    [alterek@fotolab ~/wikipedia]$ dcraw -v -c -q 3 -b 1.2 crw_7186.crw | cjpeg -quality 100 -dct float -verbose -outfile img_7186.jpg
    Independent JPEG Group’s CJPEG, version 6b 27-Mar-1998
    Copyright (C) 1998, Thomas G. Lane
    Loading Canon PowerShot A610 image from crw_7186.crw …
    Scaling with black 32, multipliers 1.564987 1.000000 1.710747 1.000000
    AHD interpolation…
    Converting to sRGB colorspace…
    Writing data to standard output …
    2616×1960 PPM image

    Dyskretna transformata kosinusowa, maksymalna jakość, operacje zmiennoprzecinkowe. Nie wiem ile to by trwało na DIGIC II (taki mam procesor w aparacie), wiem że u mnie na fotolabie (nieporównywalnie mocniejszy procesor) dobre 10-15 sekund.

    Swoją drogą, czy jeżeli podczas obracania zdjęcia licytuję się z programem (convert z pakietu ImageMagick, zajebiście wygodne narzędzie) o 0.05 stopnia, analizując nierówności na poziomie pikseli, to to już jest zboczenie?

    No, zrobione. To jeszcze trzeba przerzucić EXIFa z oryginalnych fotek i wrzucamy na Wikipedię.

    Zaproponowałeś niedzielę… tyle że ja dziś nie mogę. Jak jutro nie poprawię mechaniki kwantowej i obwodów prądu harmonicznego to mnie wyjebią z tej uczelni.

    To co ty studiujesz? EiTI? Spoko, mnie już wyjebali. Nie pierwszy raz zresztą, ale teraz chyba już nie wrócę szybko. Nie wiem, zobaczymy. Może na WAT pójdę?

    Kurwa, problem polega na zerowej systematyczności i totalnej niechęci do robienia rzeczy, których się ode mnie wymaga.

    Trochę się Ciebie boję

    Już wczoraj napisałem Oli w SMSie, że nie taki Alterek straszny jak ci, co go malują. Odpisała, że Alterek sam się takim maluje. Ale Alterek wcale nie chce być straszny. Przynajmniej domyślnie nie pożera ludzi na śniadanie.

    ale fajnie by było wreszcie Cię poznać…

    No, zdaje się że pod koniec tej pamiętnej konferencji europatentowej w sejmie w 2005, jak Stallman do nas przyjechał, stałeś koło mnie. W sensie tak chyba mówiłeś już potem (ja cię nie skojrarzyłem), dobrze mi się kojarzy? Czy znowu kogoś z kimś pomyliłem? :)

    tym bardziej że śledzę Twoje poczynania w sieci od ~6 lat :]

    Teraz to ja zaczynam się bać ;)

    Numer znam, także kiedyś się odezwę.

    Ook.

    Dziwne. Mojemu tacie w jego snie tez oznajmilam ze jest chory i umiera.

    Wniosek z tego prosty, Vika. Jestem twoim tatą.

    Nie wiem, widocznie coś takiego masz w sobie, że mózg podświadomie kojarzy to z oznajmieniem o śmierci. Dawno twój tata miał ten sen?

    Coś w tym Alterku jest takiego, że człowiek czyta tego bloga, ale autora tych notek się… no właśnie co? Boi? Złe słowo. W sumie ewentualnie bardziej bałbym się tego, iż mógłbym się okazać za mało interesujący, by poświęcić mi chwilę.

    Nie przesadzacie? :) Alterek to zwykły koleś, a nie żaden bożek. Równie dobrze ja mógłbym powiedzieć, że może w realu okażę się zupełnie inny, na minus.

    Zresztą parę osób, które czytają tego bloga, znam z reala. Vikę, biedronkę (z uczelni), bzyka (małe zamieszanie, bo biedronka też się czasem podpisuje bzzz), kipa (ze szkoły), kitty też raz widziałem (ale to było na koncercie, przelotem, rozmawialiśmy może ze 2 minuty), już nie wspominając o ludziach, który czytają, ale nie komentują albo kiedyś tu zaglądali, ale zmieniłem się na tyle, że przestali zaglądać, mimo że kontakt w realu nadal jakiśtam mamy.

    Ale to jest tak, że choć lubię np. książki Dehnela czy Masłowskiej, to bałbym się spotkania z nimi.

    Idole niestety często tracą przy bliższym poznaniu. Wiem coś o tym. Poznałem kilka osób, które wirtualnie, po tym, co robili, po ich twórczości, za coś podziwiałem i okazało się, że są tak zapatrzeni w siebie, że o niczym innym, niż oni sami, nie można z nimi porozmawiać. Nie da się, po prostu. Niby nadal podziwiam, ale już tylko za to co robią, nie za to kim są. Czasem lepiej jak kogoś znamy tylko z tego, co robi, pisze, czy inaczej tworzy, a resztę sobie dopowiadamy…

    Zderzenie z rzeczywistością potrafi być brutalne.

    Ale ja nie jestem idolem. Nie chcę być niczyim idolem. Raz że nie sądzę, żebym był na tyle uporządkowany, żeby ktoś mógł ze mnie czerpać a dwa, że to duża odpowiedzialność. Także za czyjeś zawiedzione wyobrażenia…

    A trzy, że piszę sobie tego bloga bardziej dla siebie, czasem odreagowuję na nim stres, czasem napiszę coś, co mnie męczy… To nie jest kreacja, taką jaką robią „idole”. On nie ma być idealny. Ma dawać mi ulgę.

    moja mama zyla ze swiadomoscia smierci przez trzy miesiace
    wybrala dla siebie miejsce na cmentarzu
    i sukienke do trumny

    kilka tygodni przed smiercia mamy zrozumialam zwolennikow eutanazji

    Z grona na temat raka. „Walka z rakiem”. Rusza zamrożone serce.

    <shog> niezły strumień świadomości masz na blogu.

    Wiem, shog. Wiem…

    Napiszemy maila do Kuby Wojewódzkiego? Napiszemy.

    Panie Kubo,

    Ja, Pański wierny widz, bardzo proszę, z troski o Pana zdrowie, żeby poszedł Pan wyleczyć refluks żołądkowo-przełykowy, którego objawy zauważyłem podczas ostatniej emisji Pańskiego programu.

    Z poważaniem,

    Wierny widz

    Napisaliśmy.

    Dance Dance Revolution – DJ Sammy – Butterfly

    Wspomnienia.

    Wspomnienia…

    Kurwa, szkoda trochę, że wszystko tak bezpowrotnie mija, wiecie? Po co się starać, skoro i tak minie? Nie lepiej żyć tak, żeby było fajnie, nie martwiąc się o jutro?

    A nie zajebać się tak totalnie w imię ideałów które i tak znikną.

    Kobiety na to lecą, co?

    Szkoda, że patrzysz na to w takich kategoriach. Ale nie rób ze mnie więcej skurwiela, który bawi się uczuciami innych i wykorzystuje ich do swoich egoistycznych celów, dobrze?

    Witajcie przy toksycznych wrotach paranoi.

    Toksyczne wrota paranoi przekraczamy wtedy, kiedy środki stosowane do zapewnienia bezpieczeństwa stają się niewspółmierne do ryzyka.

    Kurwa, może to zboczenie zawodowe, ale pomału czuję że przesadzam z szyfrowaniem wszystkiego, co się tylko da (prywatnych rozmów – całe archiwum w GG mam podwójnie szyfrowane, z kim się tylko da rozmawiam przez simlite), używaniem wyłącznie otwartego oprogramowania (bo nie ufam czemuś co jest rozprowadzane tylko w postaci binarek), szyfrowaniem nawet ruchu w LANie (bo LAN jest wpięty do apeka, niby przez switcha, ale to też da się prosto obejść, tak samo jak wepa w apeku, a nie każdy ma wpa), itd.

    Paranoja.

    A może świadomość tego, że potencjalne zagrożenie zawsze istnieje. Nie mógłbym spać spokojnie wiedząc, że moje dane nie są bezpieczne. Że w każdej chwili, kiedy ja spokojnie będę spał, ktoś może się dostać (i dokładnie wiem w jaki sposób może to zrobić) i mieć do nich dostęp. Tym bardziej że to jednorazowy narzut czasu, raz się to ustawi i potem działa samo.

    Tak czy inaczej nie mogę spać. Chyba że już zasnę. Wtedy mam różne sny. Na przykład przez ostatnie parę dni (bo prawdę mówiąc ostatnie parę dni zlało mi się w jeden) najpierw śniło mi się, że jeździłem wielkim traktorem po Warszawie i nie mogłem dosięgnąć do hamulca, a jak już dosięgnąłem, to napierdalałem tym hamulcem w asfalt i robiłem głębokie dziury, z których tryskała woda. Potem Vika (nie pytajcie dlaczego akurat ona) powiedziała mi, że mam jakąś nieuleczalną, śmiertelną chorobę płuc, że nic nie da się zrobić i tak umierałem, miałem świadomość, że to już koniec, zajebiście się tego bałem, chciałem to cofnąć, przeżyć swoje życie jeszcze raz, dusiłem się, było coraz mniej powietrza a ja powoli odchodziłem…

    Nie umarłem do końca. Często śniło mi się że umieram ale nigdy nie umarłem do końca w śnie. Nigdy się nie zdarzyło, zawsze w momencie śmierci albo się budziłem albo była totalna zmiana scenerii i zaczynał się inny sen. Na przykład w momencie przywalenia motorem w ścianę. Pamiętam dokładnie zbliżającą się ścianę i moment tuż przed uderzeniem, ale samego uderzenia nie. A wy umarliście kiedyś we śnie?

    Śniłem się za to księżniczce ryżu.

    <ryz> byłeś w dołku psychicznym
    <ryz> razem ze mną i z Olkiem
    <ryz> a dołek psychiczny wygladał mniej więcej tak:
    <ryz> lezeliśmy na asfalcie i nie moglismy sie ruszac
    <ryz> tylko oczami tak przewracalismy
    <ryz> i ludzie chodzili
    <ryz> a ty lezales na plecach i spiewales
    <ryz> i jeszcze z Olkiem w metrze przyklejaliśmy stope Wałęsy do szyby i on powiedział ‚przestancie bo zaraz puszcza mi zwieracze’ xD

    Prawda że urocze? :)

    Jak piosenka o sekcji zwłok.

    :::Zmieniono stan na dostępny: piosenka o sekcji zwlok
    <demreath> „kto na ławce wyciął serce”?

    Na przykład.

    Niebawem zginiesz w szponach poczwary
    Już piana cieknie jej z pyska
    Rwie pazurami swoje ofiary
    Alterek morduje liska

    Nie, komputerowo generowane wiersze to nie jest dobry pomysł.

    Czy ciemno, czy jasno, idzie potwór przez miasto…

    A tak w ogóle, to przeżyłem dzisiaj mały pożar. Odkurzałem trociny wysypane przez myszy, coś zaczęło śmierdzieć, myślałem że to odkurzacz się zbuntował, odwróciłem się a tu kupa dymu. Mój mały domowy serwer stwierdził, że sobie trochę podymi. W końcu co mu szkodzi, nie?

    Ale już chyba oduczyłem go, ehm, palenia. Tak się tylko zastanawiam co by było, gdyby akurat nie było mnie wtedy w domu.

    Cygan mnie wkurwia. Najpierw coś do mnie pisze, zagaduje, chce pogadać, potem mnie totalnie zlewa, i weź tu traf za kolesiem. Nie odpisał na SMSa, napisałem coś do niego na GG, następnego dnia widzę że był, zmieniał opisy, potem złapałem go jak był dostępny, napisałem, po jakimś czasie znowu zmieniał opisy więc stwierdziłem, że leci w chuja i wywaliłem z listy. Chociaż może powinienem być bardziej tolerancyjny? Ma teraz ciężko, rzucił dragi (bo wciągał ostro szu), zaczyna nowe życie, bez swoich starych zaćpanych kumpli, może…

    A w sumie chuj. Nie ja mu tą amfę dawałem.

    Okropny egoista ze mnie, co? Ale mam już dosyć pomagania komuś, kto nie chce mojej pomocy. Będzie chciał pogadać to zna numer, nie to niech spierdala.

    I tak, ja też czasem mam taki nastrój, że mam wszystkich w dupie i nie chce mi się z nikim gadać. Ale wypadałoby chociaż napisać, że kurwa nie teraz, że chce zostać sam, że alterek idź w chuj, a nie totalnie zlewać. Przynajmniej byłoby wtedy jasne co i jak. Przecież bym zrozumiał.

    Bo nie posądzam go raczej o napisanie bramki do zmieniania opisów na GG z telefonu (kiedyś sobie coś takiego zrobiłem, jak jeszcze nie było telefonów z Javą ani GPRSem, czasem zmieniałem opis ze swojej starej Nokii 3330 przez SMSa a potem ludzie całkiem słusznie marudzili, że nie odpisuję a zmieniam opisy).

    <alterek> nie wiem
    <alterek> nie myslalem o tym w ten sposob
    <mx5> ty to byś tylko o oposie myślał!
    <alterek> ja? juz nie jestem z oposem
    <mx5> a z kim? :>
    <alterek> ze soba samym
    <mx5> no czyli o oposie myślisz

    Ciekawa implikacja.

    Myślę o oposie (długoogonowym). Ale w innych kategoriach. Martwię się o nią. Bo mimo wszystko nadal czuję się za nią odpowiedzialny. Z tego co wiem, z tego co rozmawiamy czasem, to jakoś sobie radzi, raczej lepiej niż gorzej, ale mimo wszystko…

    Bo przecież to że związek okazał się być totalnym niewypałem nie znaczy, że mam totalnie olać człowieka. Tym bardziej że od czegoś ten związek się zaczął. Od tego że potrafiliśmy normalnie porozmawiać, rozumieliśmy się… Dopiero będąc razem totalnie przestaliśmy się rozumieć, dogadywać. Może za dużo emocji wtedy zaczęło grać rolę.

    Samotni inaczej: Zostałeś członkiem tego grona

    Inaczej, czyli… Chyba mimo wszystko szczęśliwi, co?

    samotny-320.jpg

    Mimo wszystko…

    To troche Cie zaskocze i powiem Ci, że byłem szczęśliwy też zanim sparowałem się z Jolą.

    Dlaczego?

    W sumie głupie pytanie. Bo są ludzie, dla których domyślnym, normalnym stanem równowagi jest uśmiech. A przez to szczęście. Dla mnie nie. W sumie kiedyś tak było. Teraz… Nie, po prostu. Rzadko jest tak, że sam z siebie mam dobry nastrój. Jeżeli coś mnie rozśmieszy albo wprawi w dobry nastrój to tryskam radością, ale sam z siebie to raczej zamulam i leci bardziej w dół niż w górę…

    I nie chodzi kurwa o żadnego pieprzonego małolata. Bo wmawiacie mi to, może nie w komentach, ale prywatnie. Tego już dawno nie ma. Chuj, lekcja, wnioski wyciągnięte.

    jak widzę tabun opisów na GG „na zawsze” itd to mnie rzuca

    Mnie raczej bawi niż rzuca. Ale może każdy musi kiedyś przejść przez to magiczne „na zawsze”. Ze wszystkich rzeczy wiecznych miłość trwa najkrócej, kto czytał „S@motność w sieci” ten skojarzy, kto nie czytał, niech nie czyta, bo to medialnie wylansowany gniot jakich mało.

    A skoro aktualnie panuje swego rodzaju moda na to, co najprostsze i najwygodniejsze to prościej i wygodniej jest zerwać taką znajomość i od nowa pójść w stronę tego, co przyjemne – np. poznawania następnego „kandydata/-tki”.

    Wiesz, to zależy. Do pewnego momentu na pewno się walczy. Ale powyżej pewnej masy krytycznej… Już po prostu nie warto. Bo moglibyśmy się dostosować, zmienić, ale czy nie obudzimy się wtedy z ręką w nocniku?

    Ludzie powinni się uzupełniać a nie wyrzekać się dla siebie wzajemnie swojej tożsamości…

    Zresztą nawet kojarzy mi się tu wątek Twojego laptopa – mogłeś po prostu kupić sobie lapa, ale co to za satysfakcja w porównaniu z odratowaniem egzemplarza przeznaczonego na rozszabrowanie?

    No, mogłem, ale to jednak co innego. Tutaj nie ryzykowałem, widziałem co brałem, wiedziałem, że potrafię coś z nim zrobić. I zamiast 3kpln wydałem 1k. Ale w związkach nigdy nie ma pewności. Zresztą zakup laptopa to konkretne działanie a związki… Przynajmniej moje, wszystkie wyszły same, i to tak niepostrzeżenie, że człowiek nawet nie zorientował się, kiedy ze zwykłej znajomości urodziło się coś tak niepowtarzalnego…

    Wszystko mija. Nawet najdłuższa żmija.

    gwozdz-320.jpg

    I wtedy robi się smutno.

    To już jest koniec, nie ma już nic
    Jesteśmy wolni, możemy iść

    Kiedyś, ze dwa, trzy lata temu, jak słuchałem tej piosenki, to zrobiło mi się tak zajebiście smutno… A teraz leci totalnie bez emocji. Co się zmieniło? Co się skończyło, że tak bardzo wszystko się pozmieniało?

    Wszystko się zmieniło. Ale w sumie, generalnie, to chyba na lepsze, co?

    Tak. Tej wersji trzymajmy się mocno.


    http://www.niewyjasnione.pl/SOR-t5049.html

    Na dobranoc.

    Rano. Warga boli i piecze. Policzek od środka też, i to jeszcze bardziej. Jeszcze to ugryzienie się po znieczuleniu wtedy. Kto by pomyślał, że to jest taki upierdliwy ból? Bo nie boli mocno, ale zajebiście przeszkadza.

    I zimnej coli mi się chce. Kurwa, oddam się za zgrabną puszkę zimnej coli.

    Uzależniłem się od adrenaliny się uzależniłem się. Od robienia różnych bardziej lub mniej ryzykownych rzeczy. W sumie już dawno kręciło mnie ryzyko, ale nigdy na taką skalę. Kiedyś robiłem głupoty z ciekawości a teraz dla samego uczucia, które pojawia się, kiedy nie jest się pewnym wyjścia z sytuacji cało. Kiedy śmierć albo kalectwo są o krok. O parę centymetrów. Ciekawe kiedy zbiorę za to od życia po dupie.

    Prosta droga na dno, wiem.

    Że marudzę też wiem.

    Kooochaaamcięęę… Pomimo innych myśli… Nie, nie, nie ma czym oddychać…

    Lafsonk w wykonaniu fo.

    Mój ostatni lafsonk to Miauxette. „Roxette – Listen to your heart” na samplach wymiauczanych prosto do majka. Było kiedyś na blogu, kto pamięta ten pamięta.

    Inny wymiauczany kawałek to Kici, też tu kiedyś był.

    A może nie było.

    No to już jest. Wiem że wrzuta jest totalnie, ehm, oderwana od rzeczywistości, ale nie znam innego takiego serwisu (linki mile widziane). Wszystkie sample by me, może akurat ścieżka rytmiczna nie była z beatboxa, ale cała reszta zagrody moja.

    Nie mam talentu do muzyki, wiem. Kiedyś bawiłem się samplerami, ale to było dawno. Zbyt dawno. Tylko jedna osoba powiedziała, że mam „kojące miauczenie”.

    Się sobie siebie… Wyrażam, przekształcam…

    I co z tej przekształconej alterkowej masy wyjdzie? Sam Alterek nie wie.

    Pati (aka k-k) słusznie zauważyła, że w paru ostatnich notkach o niej wspomniałem. Przepraszam, poprawię się, to ostatni raz.

    Ej, ja nie myślę o tym, co piszę. Piszę to co przychodzi na myśl, dokładnie tak jak się pojawia, nie cenzuruję tego raczej. Jedynie w przypadkach, w których ewidentnie mógłbym dopierdolić komuś, kto na to nie zasługuje, staram się powstrzymać.

    I hope when you’re in bed with her you think of me

    Dlaczego mam wrażenie że ten opis jest do mnie?

    Tak Alter, 18 marca był rozpad. Nie podpisałem się, bo z tego co wiem to Ty i tak masz większość ludzi w dupie.

    Nie mam w dupie. Po prostu nie dopuszczam ludzi za blisko. Nie dopuszczam za blisko osób, które mogłyby mi w jakikolwiek sposób emocjonalnie dopierdolić. To nie znaczy że mam kogoś w dupie, po prostu utrzymuję zdrowy dystans.

    Mam w dupie tych, którzy na to explicite (trudne słowo) zasłużą.

    Masz mnie na gg, możesz sobie sprawdzić kim jestem.

    No sprawdziłem. W sumie to myślałem że g to ty, ale jego też sprawdziłem i to mati, ex-alterkowy-podziwiacz-alterkowego-podejścia-do-kasy.

    Oczywiście, dla Nas była, właściwie to do tej pory jest, cały czas wraca…

    I pewnie będzie wracała jeszcze długo. Nie wiem, jak blisko byliście, ale wiem że takie historie umieją wracać…

    Ustawił byś się na browar jutro wieczorową porą?

    Jutro czyli dzisiaj? Kurwa, nie dam rady dzisiaj. Może być niedziela? Masz numer (a jak nie masz, to masz, 514710213), daj znać o której ci odpowiada.

    Bo tak ogólnie to mam zajebiście zaburzony rytm dnia. Wstałem dzisiaj (właściwie już wczoraj) koło 22:30, pewnie pójdę w kimę koło 13-14 i wstanę też koło 22-23.

    Nie budzić. W razie niebezpieczeństwa przenieść w bezpieczne miejsce. Kartka na drzwiach Oposki.

    A Ola (nie znacie Oli) ma ładną poduszkę z kermitem. Też chcę taką! A w sumie to mam hefalumpa. I pazurkowe kapcie. Dzięki komu? :) Cute :)

    Czujesz? Brak tu sensu…

    Czujesz, fo. Sens jest taki, żeby sensu nie było. Bo w bezsensie sens jest jedynym awansem.

    Bo po co sens? Jest tylko zabawa. Słowem. I muzyką.

    Rap to nie zabawa już, to nauka?

    I zaproszenie dostałem.

    W imieniu Koła Naukowego Prawa Karnego Uniwersytetu Gdańskiego zapraszam na konferencję naukową poświęconą aktualnym zagadnieniom terroryzmu na świecie. 28 maja 2007 r. o godz. 11 w Aud.C – wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego (ul. Bażyńskiego). Konferencję poprzedzi pokaz ANTYTERRORYSTÓW z Gdańskiego oddziału SPAP 10:30, przed wejściem głównym WPiA.

    Nie chce mi się ruszać z Wawy, ale jak ktoś chce, albo mieszka w okolicy, to może się przejechać. I powiedzieć mi jak było.

    A ten, to już było. Nie spojrzałem na datę. No to nieważne.

    Grono. Znajomi. Zaproszenia czekające na przyjęcie. Kogobytu…

    GoMati. Przyjęty.

    PaRaGaS. Też przyjęty, czasem gadamy.

    Niko. Anestezjolog ze szpitala na Banacha. Pewnie mnie już nie pamięta. Kurwa, chłopak w porządku, ale źle mi się to ogólnie kojarzy, poznałem go jak Dziadek w tym szpitalu umierał…

    W sumie Olę (tą która ma poduszkę z kermitem) też wtedy poznałem. Jej Babcia umarła w tym samym szpitalu mniej więcej w tym samym czasie.

    Ogólnie smutny temat. Ale tak to już jest…

    Poza tym mam wrażenie że nie powinienem tu o tym pisać. Mimo wszystko to osobisty temat. A z drugiej strony, jaki ma sens posiadanie takiego blogo-pamiętnika, jeżeli nie można na nim poruszyć bardzo osobistego tematu? Takiego, który jest dla mnie jedną ze świętości? A to, że wystawiam się na potencjalną możliwość dojebania przez kogoś (mam wielu wrogów, ludzi, którzy nie cofną się przed niczym, część z nich jakoś dotarła do tego bloga)… Za dużym już jestem chłopcem żeby się tym przejmować.

    Kairi, ty też nie przejmuj się szujami. Postaraj się. Dobrze?

    Dobrze. Dobrze, Alterku. Tak właśnie. I kiwamy główką na potwierdzenie.

    Już nie potrzebuję tej maski twardziela… Spójrz, niweluję ją i zacznę od zera.

    Dobranotte… A raczej dnia, miłego. Bo jest przed drugą. W dzień.

    Łotefa.

    Siju.

    Wiem że temat notki nie ma z nią nic wspólnego, ale kto powiedział, że musi mieć?

    Poimprezowo. Jeżeli spotkanie dwóch kumpli przy piwie można nazwać imprezą. Gr0mu. Gr0mu zajebiście gra na gitarze. Filmy będą jak się wrzucą na youtube.

    marog6, wiem, że czego innego się spodziewałeś. Właściwie to już dawno powinienem usunąć stamtąd ten adres, bo w obecnej postaci ja (a przez to blog) mam z tym tematem tyle wspólnego, co ryba z rowerem… Ale przestałem się pojawiać w takich miejscach w sieci, a adresy itd. zostały.

    Dlaczego? Bo doszedłem do wniosku, że to do niczego dobrego mnie nie zaprowadzi. Mimo wszystko…

    Co się stało 18 marca? Rozpad? Napisałbym po ksywie, kogo pytam, ale w komentarzu nie było ksywy. BTW czemu?

    k-k…

    mimo, iz często korzystałeś z ironii wobec mnie.. Drwiłeś, raniłeś szczerością. teraz to doceniam, wielkie dzięki, a w szczególności za jedną lekcję. [ktoś musiał dać mi tego kopniaka] Jaką lekcję? tajemnica.

    Pewnie taką, że facetom zależy tylko na twojej dupie, mała.

    kip.

    Jestem ZAJEBISCIE szczesliwy!

    Bo Jola? A jakby nie było Joli? Bo ze związkami tak to jest, z idealnymi związkami też, że czasem się rozpadają. Bywa, że w niefajny i burzliwy sposób. I co wtedy?

    Smutne, wiem. Ale chyba każdy musi przez to przejść.

    A może właśnie wam się uda?

    Boże, doktorze, ludzie oczekują ode mnie całej masy rzeczy, których nie chce mi się robić. Deklaruję się że coś zrobię a potem mi się odechciewa. To nie jest fajne.

    jak chcesz to wbijaj do parku, siedzimy w pare osob, dzis piwo za darmo, wstep dla studentow 10 zl

    Chce mi się? Nie chce mi się. Jak zwykle wszyscy łącznie ze mną napierdolą się do urzygu. Ile można. Kurwa, starzeję się. Księżniczka ryżu (miała być księżniczką różu, ale wyszło, że jest ryżu) twierdzi, że zostanę abstynentem. Już ja to widzę :) Spotkamy się wszyscy w klubie AA a nie abstynentem…

    Poza tym jutro rano włochaty (kumpel, nie zespół) ma wpaść do Wawy i mam go odebrać z dworca.


    http://www.referendum2007.org/

    Referendum w sprawie wypierdolenia ze stołka kwaczki. Pewnie to i tak nic nie da, ale przynajmniej lasia coś robi zamiast siedzieć na dupie i narzekać, jak bardzo jest źle. Chociaż wiara w to, że ten człowiek ma jakąś konkretną władzę, też jest naiwna…

    Bo co, kaczka noga dupa brama, to przyjdzie następny.

    W sumie, przeżyliśmy trzy zabory, przeżyjemy dwa kaczory.

    Klipy gr0ma które wczoraj nagrałem.

    Najsi. W przedostatnim rozjechał się dźwięk, ale i tak najsi.

    Niefajnie jest zdawać sobie sprawę z pewnych spraw, z których niektórzy nie dość, że nie zdają sobie sprawy, to jeszcze nie zdają sobie sprawy z tego, że nie zdają sobie z nich sprawy. Człowiek zastanawia się nad rzeczami, których i tak nie mógłby zmienić. A nawet jakby mógł to i tak by tego nie zrobił.

    A inni są po prostu szczęśliwi. Dlaczego? A bo słońce świeci. Na przykład. Albo dlatego że nie świeci. Ale deszcz pada i jest klimatycznie.

    Brakuje. Czegoś. Co zrobić żeby nie brakowało?

    Pytanie bez odpowiedzi. Bo im bardziej zbliżamy się do szczęścia, tego upragnionego celu, horyzontu, tym bardziej cel wydaje się być odleglejszy. I tak, wiem że chodzi o to żeby szukać, a nie znaleźć. Żeby to jeszcze było takie proste jakie się wydaje…

    A może właśnie jest proste, ale wydaje się być trudne?

    ps Podziwiam Cię i to cholernie. Tak cholernie, że nawet sobie nie zdajesz z tego sprawy. Przeczytaj ten „ps” dwa razy;)

    Jak każdy rasowy narcyz oprawię go sobie w ramki i powieszę nad łóżkiem.

    Kwintesencjo kobiecości moja najdroższa, co ty tak naprawdę o mnie wiesz, żeby mnie podziwiać? Nie gadaliśmy od wpizdu i jeszcze trochę, mimo mieszkania w tym samym mieście nie było jeszcze okazji (a może ochoty?), żeby wyskoczyć na tego obiecywanego kebaba, więc co właściwie możesz o mnie powiedzieć oprócz tego, że kopnąłem w cztery szacowne swędzące twoją koleżankę po tym, jak mnie wystawiła w zeszłoroczne Walentynki? I skąd możesz mieć pewność, że to nie jest jedynie wylansowana poza?

    Fajne jest natomiast to, że dzięki twojej pomocy, przez przypadek, zajebiście dojebałem emocjonalnie komuś, komu kiedyś nie chciałem dojebać. I było mi głupio. I miałem wyrzuty sumienia, wtedy jeszcze całego, w jednym kawałku i nie nadgryzionego. A później wprost przeciwnie, kiedy nie mogłem już mu dojebać to cieszyłem się, że zrobiłem to wtedy, mimo woli, kiedy nie chciałem. Tak że przez ponad pół roku nie mógł pozbierać do kupy rozpierdolonej psychy.

    To był jeden z dwóch czynników, który wywołał wtedy zajebistego banana na mojej buźce. Bez kitu, jeszcze teraz jak przypomnę sobie to jego skomlenie to poprawia mi się humor.

    Mściwa bestia ze mnie, co? Ale taki już jestem, że na uderzenie w policzek odpowiadam kopem w drugi. Czasem, jak się okazuje, awansem. Ale nic w naturze nie ginie. Tak jak kiedyś napisałem komuś w SMSie, „nic tak nie poprawia humoru jak bezinteresowne wkurwienie kogoś z rana”. Kaliber trochę mniejszy, ale zasada ta sama. Chociaż ostatecznie i tak wyszło mu to na plus.

    Był już taki jeden, który też mnie podziwiał.

    ::: Aktualny stan: dostępny (dwa poldupki daja dupe, ale dwa polglowki nie daja glowy… (kaczory))
    ::: mati jest dostępny: Dojrzysz znaki na niebie, które są jak ptak.
    <alterek> leca i sraja?
    <mati> możliwe, ptaki są wielozadaniowe – mogą lecieć, srać i ćwierkać z radości
    <mati> ciekaw jestem tylko jednego – czy Tobie tak kompletnie na niczym nie zależy czy po prostu wolisz ukrywać że Ci na czymś zależy?
    <alterek> to jest bardzo dobre pytanie, mati.
    <mati> nie wiem czy dobre – wiem, że nigdy nie poznałem odpowiedzi
    <alterek> moze ja tez nie.
    <mati> podziwiałem Cię
    <alterek> czas przeszly, sluszny.
    <alterek> bo nie jestem od bycia podziwianym.
    <mati> czas przeszły, zamierzony

    Z jednej strony… Czasem mam wrażenie, że sprzedałem się systemowi.

    A z drugiej, to może on podziwiał takiego Alterka, jakiego chciał widzieć i podziwiać? Bo on też tak naprawdę nigdy mnie nie poznał. Podziwiał to co sobie dopowiedział z rozmów ze mną, z notek, z różnych innych dziwnych miejsc w necie, w których jest mnie pełno (bloga chyba nie czytał, zresztą nie wiem, jak znalazł to czytał). A z ideałami tak już jest, że przy bliższym poznaniu tracą. Dużo tracą. Ideały są fajne jak są niedostępne.

    Zależy mi, mati. Zależy mi na rodzinie. W pierwszej kolejności. Zależy mi na… Wolności. Na jako takim ustawieniu się w tym śliskim życiu, żeby móc zapewnić wolność sobie i swoim bliskim. Rodzinie którą mam teraz i tej którą (może) kiedyś założę. Wolność, czyli nie tylko możliwość wyjścia na dwór, popatrzenia w słońce i pójścia do lasu na borówki. Wolność czyli brak dylematów typu „czy odmówić dzieciom cukierka i kupić na kolację kiełbasę, czy kupić im pieprzonego lizaka i przez tydzień wpierdalać ziemniaki”. Jednym słowem nie chcę, nigdy, żeby mi albo moim bliskim zabrakło kasy. Nie tylko na życie. Na przyjemności i kaprysy też.

    Oczywiście z umiarem, nie rozpuszczę dzieciaka. Ale jak na coś zasłuży to czemu nie?

    Poza tym nie zamierzam zaharowywać się po czubek ryja i zarabiać milionów. Celem jest żeby dziecko miało ojca. Fizycznie i emocjonalnie, nie tylko osła który wychodzi do roboty o 6 i wraca o 23. Fajnie byłoby, gdyby hipotetyczny dzieciak mógł pogadać ze starym jak z kumplem, nie tylko o pierdołach, też o własnych problemach, o dupach, problemach z kumplami, o życiu. Żeby tak jak ja nigdy nie okłamał swoich rodziców. Bo ja nigdy nie byłem łatwym dzieckiem, mama miała (i nadal ma) ze mną przejebane życie, ale nigdy ani jej nie okradłem, ani nie okłamałem. Mimo że obracałem się w różnych środowiskach, różnych miałem kumpli (fik pewnie pamięta z podstawówki, z kim się zadawałem), to nigdy nikt nie miał na mnie takiego wpływu, żebym zrobił chujstwo matce. Fajnie byłoby podtrzymać tą tradycję.

    Ale do tego jeszcze daleka droga. Nie ma ani dziecka ani nawet kobiety, która byłaby godna być jego matką.

    Tak, na tym właśnie mi zależy. To właśnie byłoby szczęście. Nie teraz ani przez najbliższe kilka lat, ale mam nadzieję, że w przeciągu najbliższych 10 lat coś pójdzie w tym kierunku. Tak wydaje mi się teraz. Czas leci, ja osiągnę magiczną czterdziestkę, dojdę do wniosku, że fajnie byłoby wychować sobie jakąś małolatę i to budowane przez lata szczęście pójdzie się jebać w momencie odejścia z jakąś dwudziestką. Potem spojrzę na to jeszcze raz, przypomnę sobie Magdę (kochankę mojego ojca, dla niej nas zostawił, pomógł jej skończyć studia a potem laska zmądrzała i to ona go zostawiła), gorzko zapłaczę nad tym, że kiedyś bardzo nie chciałem być taki jak on, spiję się z żalu, zadzwonię z wyrzutami sumienia do dziecka, wytrzeźwieję, przypomnę sobie, jak mój stary dzwonił do mnie po pijaku i jeszcze raz zapłaczę gorzkimi łzami nad przegranym życiem.

    Optymistyczny wariant, co? Trudno, cola w dużych ilościach też daje poczucie szczęścia.

    A wy jesteście szczęśliwi? Ale tak szczerze, przed sobą, niekoniecznie pisząc to tutaj albo gdziekolwiek.

    Jesteście?


    • RSS