alterek blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 1.2008

    Nierozwiązane konflikty wewnętrzne. O ja jebiu, żebyście wy wiedzieli, jak mnie to rozpierdala na łopatki. Zabija mnie to od środka, kurwa, z dnia na dzień, odbiera mi chęć życia, aż w końcu zabije. I będzie alterkowy trup. Chcecie alterkowego trupa? Poćwiczycie sobie na nim chirurgię. Na zimno.

    (3 dni później)

    Zmęczony, zjebany, guza nad prawym uchem zarobił, telefon rozpierdolił, cztery stówy jednego wieczoru przechlał, czyli w ramach walki ze schizami weekendowy wypad do Białegostoku. Fajnie było. Jak dojdę do siebie to może zrzucę foty i filmy, na jednym podobno jest moment, jak skończyła mi się scena i wyjebałem orła prosto na stoliki.

    (1 dzień później)

    Karoliiiiinka, daj mi trochę tego swojego optymizmu, coooo? Nie mogę, ta dziewczyna zawsze, odkąd pamiętam, ma uśmiech przyklejony do mordki. Nawet jak ma doła to i tak nie zmywa uśmiechu.

    Kolejna noc do tyłu, kolejna noc na rozkminy, przemyślenia, doły. W końcu spacer po Powiślu. Te same co zawsze puste ulice, te same ciemne, brudne bramy, co jakiś czas te same przejeżdżające taksówki, przetaczający się obok najebani klienci, bezdomni, obojętnie śpiący na bruku… Na uszach eska, w ustach smak obrzydliwego kebaba spod Novotelu i taki kolejny, spokojny spacer tymi pustymi ulicami. Z bezsenności, totalnie bez celu. To mi zajebiście koi nerwy i uspokaja. Pewnie już śpisz, co?

    Dlaczego ciągle za mną chodzą pierdolone cienie? No chodzą i gęgoczą nad uchem. Dlaczego tyle miejsc budzi wspomnienia? Kurwa, żeby tak się dało odciąć, totalnie, może w końcu szlag mnie trafi i wyjebię gdzieś wpiździet na zachód albo gdziekolwiek, do Irlandii z Paulisią, byle tylko uciec. Najlepiej od samego siebie. A potem okaże się, że w nowym miejscu, z nowymi ludźmi, jest nadal ten sam przeterminowany alterek.

    (kolejne trzy dni)

    Juarez ma rację. Sam sobie nie pomożesz, to nikt ci kurwa nie pomoże. Może tak rzeczywiście jest wygodniej, zesrała się bida i ryczy, jaki to ten świat jest chujowy, zamiast ruszyć dupę i chociaż trochę zmienić swoje życie. Tyle że są generalnie dwa problemy. Jeden to stany lękowe, z którymi rzeczywiście cośtam robię, różne terapie, zajebiście mi z tym źle i zajebiście chcę się ich pozbyć, wiem że cena CBT na dzień dobry zabija szybkim strzałem w tył głowy, ale to nie gra roli. Choćbym miał podkradać gołębiom suchy chleb i popijać go wodą z kałuży, to wygram to życie. Bo to nie jest walka o zdrowie, to walka o życie. Drugi problem to ogólna depresja, dół za dołem, brak poczucia własnej wartości (bo to już nawet nie jest zaniżone poczucie – to jego brak), niepogodzenie z samym sobą, sprzeczne ze sobą pragnienia i potrzeby, totalny emocjonalny rozpierdol. Ale to nie z tego powodu polazłem na CBT. Tutaj terapia rzeczywiście nic nie da, jak żarówka nie chce się zmienić, to przecież nikt jej na siłę nie zmieni, prawda?

    Zresztą mam mętne wrażenie, że jak pierwszy problem zniknie, to drugi też się jakoś rozwiąże. Przy okazji i zupełnie przypadkiem.

    Nie dodałem notki od tygodni. Wiem. Bo kiedyś zamykało się samemu ze sobą i pisało się te notki, długie, było jakoś lżej od razu. Teraz zapamiętuje się strzępki myśli, też spisuje, większość kasuje, resztę jakoś formuje, ale czuję że to już nie jest takie naturalne jak kiedyś. Nadal przynosi ulgę, ale jakoś mniej…

    (wieeeczór)

    Jutro Kasia wyciągnęła mnie na piwo. Kasia fajna, dawno Kasi nie widziałem. Poznała nas ze sobą koleżanka z klasy Kasi po odpowiednim zareklamowaniu („Kasia ma fajne cycki”), potem tego żałując, bo okazało się, że koleżanka jest zazdrosna o Kasię.

    Koleżanka była o wszystko zazdrosna, tylko czemu teraz przechodząc w nocy koło jej domu jakoś dziwnie tęskno mi się robi? Zachowałem się jak gówniarz, wiem. I to w sumie też z zazdrości i poczucia utraty gruntu pod nogami.

    Cza-su-nie-cof-nie-my.

    img_0401.jpg

    Japierdolę, jedna dziewczyna spytała mnie po tych ciuchach, czy jestem skinheadem. Nie, koleżanko, jestem alterkiem. W dodatku z chujową fryzurą na tej fotce. I w krzywym kadrze. Chyba fotograf popił, co szefie? :)

    img_0386.jpg

    W wersji emo-lol-lansi-joł-wegetarianie-jedzą-jedzenie-mojemu-jedzeniu.

    <pe> Kup sobie glany.
    <pe> I każ mu je wylizać.
    <alterek> wez ty sie odpierdol ode mnie, co?


    http://www.joemonster.org/art/8246/10-najbardziej-szalonych-terapii-w-historii

    Sobie poczytajcie.

    I Fakt dzisiejszy (19 stycznia) kupcie, bo moja fota była.

    Praca. Praca praca praca. 18. 19:30. 20. Po pracy. Jedziemy do klubo? Bo wilku siedzi na barze sam siedzi wilku. I fajnie byłoby wpaść.

    Klubo. Klubo klubo klubo. Małe tęsknoty. Galeria taka. Klubogaleria.

    Po klubo. 5 rano. Powrót do domu. Komp. Alterek. Alterek przed kompem. Składa myśli. Myśli składa. Jakie kurwa myśli?

    Myśli nad wypadem do Białegostoku za tydzień. Jak go spijecie, to pojedzie. Spijesz.

    Muza. Leci. Jakaś. Coś. Znowu cała noc w knajpie. Ale fajnie było. Jakaś muza. Leci.

    Kiełbasa jakaś. Chrup?

    Trzeźwiejemy. Delikatnie. Dyskretnie. Lekko. Lecha otwiera. Mimo że Lecha średnio lubi. O tak trzeźwiejemy.

    Koleś. W klubo poznany. Na-cjo-na-li-sta. Tak, nacjonalista. Trudne słowo? Poglądy. Wymiana. Fajny. Inteligentny. Wymiana.

    Koleś, inny koleś. Też z klubo. Anty-fan. Kojarzy, nie lubi. Wymiana poglądów? A jebie mnie to.

    Maile. Goldenline, jakieś forum, Allegro, LinkedIn, YouTube, Wikipedia. Czytamy? Jebiemy. Notka. Piszemy.

    Sztormu. Wstać ma. Do pracy. Jutro. Bo pracuje u nas. Nie widzę tego jego wstania jutro. Ale może wstanie. Ja bym nie wstał.

    Flyers. Flek. Kurtka taka. Zanabyłem. Drogą kupna. Święta. Przed świętami. Nie przyszedł. Kurwa nie przyszedł. Poczta w dupę jebana. Wazelina. Bez wazeliny. Technicznej, kurwa. W dupę jebana bez wazeliny.

    Chaos. Notka, chaos.

    Paranoja. Dna nie ma. Ludzi się boję. Ludzie mnie przerażają. Rozpierdalają. I przerażają. Psychologia. Mechanizmy powstawania bestialstwa. Okrucieństwa. Czytamy. Wpizdu o tym czytamy. Ja pierdolę. Ludzie. Boję się ludzi.

    19:52:31 <szkap> siema, idziesz na wino?
    Day changed to 21 XII 2007
    Day changed to 22 XII 2007
    Day changed to 23 XII 2007
    Day changed to 24 XII 2007
    Day changed to 25 XII 2007
    Day changed to 26 XII 2007
    Day changed to 27 XII 2007
    Day changed to 28 XII 2007
    Day changed to 29 XII 2007
    Day changed to 30 XII 2007
    10:25:05 <alterek> o ktorej?
    11:44:58 <szkap> stary, masz reflex :/

    Siebie też się boję.

    Sylwek. Impra. Kameralna. Siostrzyczka. Mała, kameralna. Impreza, nie siostrzyczka. Alko no limit. Nikt nie dostał w mordę, nikogo nie zwinęły psiarskie, nikt nie zasnął zarzygany w kiblu rozpierdalając muszlę głową. Pozytywnie. Brak snu, ale pozytywnie. Wrzucam jcela do pociągu, wracam do domu, jeb łbem o poduszkę i tak kimam od rana do 3 rano następnego dnia. A wy jak spędziliście? Impreza? Czy jebać i kima?

    img_0341.jpg

    Sylwek. Nocna wycieczka. Wilanów. Efekt wsiąścia (ale zajebiste słowo) w zły autobus po.

    img_1476.jpg

    Wyspać się. Sen. Nie dali.

    <alterek> smutno mi.
    <petros> W łeb sobie kurwa strzel.
    <petros> Chociaż nie, bo możesz spudłować.
    <alterek> i tobie jebne rykoszetem.
    <alterek> dwa razy.

    Ten to potrafi pocieszyć.

    Dół. Smut. Od chyba dwóch tygodni. Optymiści. Otaczają mnie, kurwa, optymiści. Wkurwają. Bo im jest fajnie. A mi nie jest.

    Niepogodzenie, kurwa, niepogodzenie ze sobą, ze swoimi pragnieniami, potrzebami, myślami, ja pierdolę, znajomi dzieciaci, kurwa, rodziny zakładają, a ja nadal taki sam gówniarz, jaki byłem parę lat temu. I co potem? 10 lat dalej, oni rodziny, dzieci, żony, nie żony, rozwody, kurwa, a ja dalej tam gdzie byłem. Tylko znajomych jakby mniej. Bo każdy ma dzieciaka, bo każdy ma swoją rodzinę, każdy ma swoje sprawy.

    Zagubienie. Tak, kurwa, jestem w tym całym gównie zajebiście zagubiony. Ciemna strona, jasna strona, ciemna kusi, jasna… Też. Obie rozpierdalają emocjonalnie tak, że się kurwa nie pozbierasz. I którą wybrać?

    Psy-cho-te-ra-pia. Nadzieja, jedyna kurwa nadzieja, że coś z tego jebanego gówna się wyprosuje się. Może pokładam w niej za duże nadzieje. W końcu nadzieja umiera ostatnia, nie?

    Chociaż depresja ma swoje dobre strony. Idziesz ulicą, czerwone, a chuj, idziesz dalej. Bo co, najwyżej cię jebnie, i tak nie chce ci się żyć. I tak ze wszystkim. To wygodne jest.

    Wykurwiście wygodne.

    I mam kolejną osobę, która jest moim wyrzutem sumienia.

    AAAAAAAAAAA!


    • RSS