alterek blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 3.2008

    Black

    5 komentarzy

    Choc wszyscy zaplacza to nic sie nie zmieni
    Juz grob moj pokryly kolory jesieni
    I zima nadeszla, jest bialo i zimno
    I cmentarz jest bialy, ty jestes juz z inna

    Mijaja miesiace, a dla mnie to chwila
    Zmieniles sie caly w pieknego motyla
    Zaczekam na ciebie, choc juz nie pamietasz
    Ze bylam przy tobie w dni zwykle i swieta

    Kiedy twe serce przestanie bic
    Ja bede juz dzieckiem a ty bedziesz…

    I tak ciagle. Na przemijanie mnie wzielo. Od jakiegos czasu. Smutne mysli. O tym ze przeciez i tak kiedys umrzemy, wiec jaki to wszystko ma sens? Jakas chwila, ksiezycowy sen, ktory w kazdej chwili moze prysnac jak krysztalowe lustro. I to jest wersja optymistyczna. W pesymistycznej nagle budzimy sie z jakas nieuleczalna choroba, znajomi znikaja, swiat zwija sie jak sreberko w partii swistakow i te wszystkie niepozalatwiane sprawy, te wszystkie rzeczy, ktore zostawilismy na pozniej (bo przeciez zdazymy, co?), sa jak kolejny blant podrzucony narkomanowi, ktory nagle znalazl sie w swiecie bez ognia. Bo kto powiedzial ze czysciec ma tylko jeden wymiar?

    Wiem, wielu ludzi lapia czasami takie mysli i jakos zyja, jest im fajnie na tym swiecie, co? Mi tez jest. Obiektywnie. Nie koso, nie dobijasz mnie. Nie ty.

    Zgadalem sie ze starym znajomym. Oprocz roznych milych rzeczy, takich jak „nawet nie wiesz jak czesto mam ochote wziac kalacha i strzelic ci prosto w glowe”, powiedzial cos, co mi totalnie dopierdolilo. Uderzylo idealnie, celnie jak snajper, trafilo w samo sedno tego, czego tak bardzo w sobie nienawidze. I zabolalo. Mimo ze on nigdy o tym nie wiedzial i nie zapowiada sie na to, ze mialby sie dowiedziec. Nie zrozumialby.

    Natalia. Co w jej glowie siedzi… W twojej, enko.

    Okragly zegar wybil godzine smierci
    Czerwone roze, na ktore leca lzy…

    Nie placz.

    W ogole to mam wrazenie ze najlepiej mi sie otworzyc, skupic, w egzotycznych warunkach. Nie umiem pisac notki w przegladarce. Za duzo rzeczy mnie rozprasza. Teraz na przyklad jest noc, a ja leze z pocketem i pisze… Po prostu… Chyba na kompie bym sie tak nie otworzyl, nawet w ulubionym nano. Glupie co?

    Zebym ja sie jeszcze otworzyl. Jak ja nawet przed samym soba otworzyc sie do konca nie moge.

    Moze to i dobrze.

    Messages, Email, Create email. Tak sobie radzimy z pisaniem notek jak zapominamy zabrac pocketa. Zab zupa zebowa, zab zeba nie ma. Lewa gorna dwojka. Polegla, wziela i sie wybila jakos niedlugo po odprowadzeniu Kasi do domu. Bo w Jadlodajni pilismy. Filozoficznej. Klubik taki. Jak nam sie nad Wisla zimno zrobilo. U dentysty siedze, probuje ogarnac jak to sie stalo i pojecia nie mam, dziury w pamieci mam.

    Godzine pozniej. Kasia spi, stworzenie zmeczone. Ja siedze na jakims przystanku, niewiadomo gdzie, niewiadomo dokad, mam zamiast zeba jakies chujstwo wsadzone przez dentyste zebodluba. Po koronke mam przyjechac.

    Alterek notka niebo… Alterki niebo najwyzej na zdjeciach zobacza. Bo samobojcy nie sa arystokracja wsrod umarlych. Ale fajny komentarz, taki fajny no, po prostu. Jak niebo zamarznie to wpadne pozjezdzac z chmurek. Chmur.

    (minuta za minuta, dzien za dniem)

    Dzien jak kazdy inny. Swira dzien prawie. Autobus jedzie, ja razem z nim, na kolanach butelka coli i pisze.

    U siostrzyczki bylem. Posiedzielismy, wypilismy, oliwki pojedlismy, na piatek wstepnie sie umowilismy, kurde, szkoda ze juz nie studiujemy razem, wiecie?

    Studia. Moze pisalem moze nie, ale na uczelnie wracam. Z kilku powodow, akurat ten, ze chce miec papier, nie jest najwazniejszy. Ogolnie to jest najlepsze co moge teraz zrobic. Bo kurwa od prawie roku jestem zawieszony w jakims gownie miedzy praca, domem, imprezami, siedzeniem przed kompem i spaniem. Brakuje mi jednak tego co bylo na uczelni, tych wspolnych wykladow, cwiczen, picia na wykladach, wypadow na kebaby, tej solidarnosci na zaliczeniach. Mimo ze wiem ze teraz nie bede mial takiej fajnej ekipy jaka byla – przyjde na ktorestam zajecia, wszyscy juz sie beda znali, poza tym starszy od nich bede. Ale to nawet lepiej, anonimowosc w tlumie paradoksalnie sprawia, ze czuje sie swobodniej. Mniejsza presje czuje. I ta walka ze soba, swoimi schizami, filmami pod powiekami, pojebanymi reakcjami psychy zrytej chlaniem ojca w dziecinstwie i tymi paranoicznymi oczekiwaniami w stosunku do mnie. Ze zawsze najlepszy, ze ble ble ble. Zabralem stamtad papiery jak bylo ze mna naprawde kurewsko zle, teraz tez nie jest najlepiej ani nawet dobrze, ale chyba lepiej niz bylo wtedy. Poza tym poziom, rozwoj, wyglada na to, ze w koncu dotalo do tego mojego pustego lba, jakie to zajebiscie wazne. I uzaleznienie od Wikipedii chyba przerodzilo sie w uzaleznienie od wiedzy. Od nowych informacji. Pewnie dlatego ze nie musze, zobaczymy kiedy mi przejdzie. W sumie to nic nie musze…

    Podrecznik dla psychoterapeutow pracujacych metoda behawioralno-poznawcza. Czytam. I czytam. I w tym pustym, zjebanym lbie coraz wiecej rzeczy zaczyna sie ukladac w jakas bardziej lub mniej (z przewaga bardziej) logiczna calosc. Moze to jest wlasnie klucz do tego wszystkiego.

    (trzy dni)

    Impreza. Dzisiaj. Zapisany mam adres jakos po pijaku. Ale chyba dam sobie spokoj. Ogolnie to we wtorek wyjebali nas z knajpy, potem byl niezly rozpierdol, szyby powybijane, kibel rozjebany, az szkoda gadac, juz nawet pomijajac ze podobno znowu chcialem komus morde obic. Pierdole, nie pije wiecej rumu, za bardzo mi po nim odpierdala. Za bardzo trace kontrole, za bardzo agresor mi sie wlacza, za bardzo nic nie pamietam. Po browarze tak nie mam, po wodce tez nie.

    Bo ja przeciez lagodny potwor jestem, yo?

    (dwa dni, już na kompie)

    Napijesz się ze mną? <chlup piwem na spodnie>

    Impreza. Kolejna. Dzisiaj. Okazało się, że urodzinowa. Moja urodzinowa. Tak zupełnie spontanicznie i nie z mojej inicjatywy. Miało być grzecznie, po prostu poszedłem do knajpy, jak zwykle, było… No, grzecznie było. Miało być do północy, potem wszyscy wychodzimy z pubu i rozchodzimy się po domach, a skończyło się na siedzeniu na schodach u Kasi do szóstej. Innej Kasi niż tej wyżej. Kasi dzisiaj poznanej. Kasia fajne imię. Co przypomina mi, jak mi czasami kosodrzewinki brakuje, na przykład teraz… Mam nadzieję że śni jej się coś fajnego i przyjemnego.

    Jutro, znaczy dzisiaj, druga część wystawy myszy rasowych. Ale chyba dam sobie spokój, dzisiaj byłem, poznałem Pixxę, Pixxy nie znacie, Pixxę kojarzę z forów na tematy, które niekoniecznie mogłyby was zainteresować. Z jednej strony gryzonie, z drugiej psychologia, te sprawy. Niby nicspecjalnego nie na tych forach nie pisała, ale jak po raz trzeci spotykacie kogoś w sieci w miejscach zupełnie ze sobą nie związanych, to może trochę zaintrygować, co?

    - jesteś z tymi myszami na wystawie?
    – a kto mówi?
    – i tak nie kojarzysz

    Nie kojarzy, ale ja kojarzę. Pix teraz już też :P

    20080302.jpg

    Alterek w wersji „narcystyczny cwaniak”.

    Pauliś dzisiaj przyjedzie. Wypadałoby się wyspać do tego czasu chociaż trochę. Więc chyba ten. No. Dobranoc? :)


    • RSS