alterek blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 2.2009

    Kurwa

    14 komentarzy

    Czasem mam wrazenie ze cos sie komus we lbie kompletnie popierdolilo. Czasem zostawiam to dla siebie, bo nie chce mi sie w ogole zaczynac tematu. Albo dlatego ze drugie wrazenie jest takie, ze to mi sie cos popierdolilo. W zwiazku z kims.

    Kiedy jedna czesc mnie mowi ze jej nawet zalezy a druga ma w dupie, totalnie, na tyle w dupie ze nawet nie chce jej sie niczego wyjasniac.

    Zwykle wtedy na blipie pojawia sie tradycyjne nigdzie nie wyjasnione „ja pierdole” i dzien toczy sie dalej.

    A wszystko to jakies oczekiwania wobec ludzi. Nie jakies pojebane. Po prostu nastawienie sie na cos co bylo gdziestam luzno rzucone albo nawet nie bylo rzucone tylko po prostu mialo sie wydarzyc. Potem mam gdzies w srodku zal do kogos. Mimo ze tak naprawde wcale nie mam prawa go miec. Bo to nie wina tej osoby tylko moja, ze nastawilem sie na cos co tak naprawde nie bylo nawet zdeklarowane.

    Potem troche szkoda sie robi kiedy np. widze na czyims fotoblogu foty z miejsc, do ktorych mam z buta moze 5 minut. Foty zrobione wtedy kiedy niby mielismy sie spotkac, ale tak naprawde to jeszcze do potwierdzenia, no i nie spotkalismy, niczyja wina (a przynajmniej ani moja ani jej). Albo jak widze zmiany opisow dawnych znajomych. Takich z ktorymi juz mnie nic nie laczy, przewineli sie przez zycie, kiedys bylo fajnie, potem przestalo byc fajnie i tyle. Niby mam na to wszystko centralnie wjebane, ale jednak jakas mala czastka mnie nie ma.

    „To usun ich z listy”, ktos powie. No kilka osob polecialo. Gadac i tak nie zaczniemy znowu, a po co maja mnie wkurwiac opisami.

    Moze to sie kloci z tym ze staram sie nie angazowac w jakiekolwiek relacje z ludzmi. Staram sie byc i tyle, tak jest bezpieczniej. A moze po prostu tak sie nie da, nie jestem nie do zajebania mimo ze moze bardzo bym tego chcial.

    Tak czy inaczej to troche chujowo ze malolata z netu jest w stanie w jakikolwiek minimalny nawet sposob wplynac na moj nastroj.

    Oczywiscie tradycyjnie juz przycpalem imovane na sen a chuja wyciszyc sie nie moge. Do psychiatry sie wybieram. Tak, kolejnego. Moze powie jak on caly ten syf generalnie dalej widzi.

    Do dietetyka tez sie przejde. Zeby miec jakas diete po ktorej schudne, ktora sie nie kloci z IBS i ktora bedzie wbijala mi sie w smak. Bo jak mam czegos nie jesc to moge tego nie jesc, byle bym dostal cos zajebistego w zamian. O taka na przyklad salatke jak Natalia robi.

    Chociaz wlasciwie jakbym przestal, definitywnie, zrec na miescie (kebaby, maki, pizze z mikrofali) a zaczal zamawiac obiady w pracy, ale nie jak mi sie przypomni, tylko codziennie, to pewnie by wystarczylo. No ale chce tez zalatwic za jednym razem IBS (zeby dobral mi diete ktora lagodzi objawy), to moze i bez psychiatry sie obejdzie. Bo u mnie to jeden chuj, problemy psychiczne, ataki paniki itd. objawiaja sie somatycznie (czyli odpowiedzia organizmu, glownie wlasnie IBS) a pojawienie sie objawow IBS automatycznie wlacza schizy we lbie. Dlugo by tlumaczyc, zreszta wy, zdrowi, i tak tego nie zrozumiecie. Bo nikt kto tego nie przezyl nie zrozumie nerwicy i niech mi nawet nikt nie probuje wciskac ze jest inaczej.

    IBS to zespol jelita drazliwego. Jakby komus Google zamkneli. Sobie poczytajcie.

    Leczenie

    Obecnie w Europie nie ma skutecznych metod leczenia licznych objawów zespołu jelita drażliwego. Konwencjonalna terapia ukierunkowana jest na łagodzenie poszczególnych objawów i może zaostrzać inne, jednocześnie występujące dolegliwości.

    Zyc sie od razu zachciewa, co? Jest pan chory, wiemy co panu jest i gowno mozemy z tym zrobic, mecz sie czlowieku i zdechnij na to kiedys. Posrednio. IBS nie prowadzi do smierci, ale samoboj wyniszczonego i zdesperowanego pacjenta juz bardziej. Spoko, panikarze, jeszcze nie zdycham. Ale jezeli kiedys strzele sobie w leb to pewnie wlasnie z tego powodu. I jakos z wiekiem mi to przejsc nie chce, jestem dokladnie tam gdzie bylem majac 12 lat, kiedy to sie zaczelo. Roznica jest tylko taka ze jestem bardziej swiadomy, wiem o tym wiecej, duzo wiecej rzeczy stalo sie jasnych po tych wszystkich probach terapii, wiem juz skad to sie wzielo i z czego w zyciu musze zrezygnowac, zeby nie miec objawow. Tylko ze na chuj mi ta wiedza, skoro sa rzeczy, z ktorych rezygnowac nie chce? Zreszta terapia cbt zaklada ze nie tylko nie bede z nich rezygnowal ale bede sie w nie pchal, jak owca w paszcze wyglodnialego wilczyska. Zaczalem ta terapie tylko od jakiegos czasu stoi to w miejscu i tak naprawde to chuj wie co dalej. Nie wiem czy to w ogole ma sens, psychoterapeutka stwierdzila ze nie ma w ogole punktu zaczepienia, bo objawy somatyczne w moim przypadku sa bardzo trudne do zignorowania i przejscia (a to podstawa tego rodzaju terapii). Normalnie jak komus serce zaczyna napierdalac i wydaje mu sie ze ma zawal, to poleca sie przeczekac ten atak. Tak w duzym zajebistym skrocie, bo sa jeszcze miliony innych elementow tej terapii ktore sprawiaja, ze jest najskuteczniejsza w takich przypadkach. U mnie tak prosto sie tego zrobic nie da. Bo mi sie nic nie wydaje odnosnie objawow, kurwa. Jasne, moge dalej robic tabelki, analizy, i tak juz duzo sie z nich dowiedzialem. Ale w przypadku kiedy to juz siedzi tak gleboko, od bardzo wczesnego dziecinstwa, kiedy juz dawno wyksztalcily sie odruchy bezwarunkowe a ja tak naprawde nie wiem jak w ogole moze byc inaczej, to cos chujowo to widze.

    Moze ten nowy koles skieruje mnie na terapie grupowa. Taka wieczorowa na przyklad, bo na dzienna nie moge sobie pozwolic (kasa, kasa, kurwa, ktos musi zapierdalac do roboty zeby sobie moc na terapie pozwolic, prawda?). Zobaczymy. Byloby dobrze.

    Ja sie kurwa naprawde chce leczyc. Tylko nie wiem momentami juz jak. Kiedy kolejne proby terapii nie daja rezultatow, kiedy tak naprawde jedyne co mnie jako tako trzyma w pionie to konskie dawki psychotropow. Juz pomijajac te normalne co biore, przeciwdepresyjne. One juz nie wystarczaja. Trzeba cpac benzo. Afobam. Alprazolam. Wziac, popic, poczekac. Cudowne cukiereczki benzo, zwiekszaja hiperpolaryzacje blon komorkowych w mozgu hamujac przewodnictwo nerwowe. Te neurony, co ze soba gadaja, po benzo gadaja wolniej i slabiej. Objawy? Odciecie od rzeczywistosci, stlumienie myslenia, wylaczenie emocji, zmulenie, niech sie dzieje co chce, i tak mnie to nie dotyczy. Siedze sobie i mam wszystko w dupie, myslenie staje sie wysilkiem a swiat dzieje sie obok. Po prostu jestem i tyle. Mozg zwalnia obroty, nie ma ze jestem, mysle, analizuje, mam schizy. Po prostu jestem. Jak np. jade do Natalii i nie chce zeby cokolwiek co mi sie uroi w tym pustym zjebanym lbie spierdolilo nam spotkanie.

    Tyle ze im wiecej afo i innych benzodiazepin tym mniejszy kontakt z rzeczywistoscia. A z nia trzeba sie mierzyc, nie mozna od niej uciekac. Zeby juz w ogole nie zeswirowac jeszcze bardziej. A da sie bardziej. Chociaz czasem mam wrazenie ze juz gorzej byc nie moze, to moze. Duzo gorzej. Na forum widze co sie czasami dzieje z ludzmi. Bardzo nie widze siebie w ich sytuacji, za bardzo.

    I oni wszyscy, albo wiekszosc, byliby zupelnie zdrowi gdyby nie cywilizacja. Tak-mi-sie-wydaje. Bo ten caly pierdolec z nerwicami w swiecie zwierzat jakos nie wystepuje. Jak sie zwierze wystraszy to mu sie zalacza fight-or-flight (o tym rowniez mozecie sobie poczytac, jak wam Google pozwoli) i reaguje. A czlowiek to taka chujowa hybryda pierwotnych reakcji i szumnie nazywanego procesu socjalizacji. Jak ten proces przebiega prawidlowo to jeszcze spoko. Ale jak nie przebiega (bo np. dziecko bylo w dziecinstwie rozdarte miedzy rodzicami – albo setki innych rzeczy wplywajacych na ksztaltowanie sie przekonan kluczowych) to potem dostajemy np. przed egzaminami tych samych reakcji organizmu, ktore dostaje zajac po zobaczeniu paszczy sliniacego sie wilczyska. I zajac prawdopodobnie przezyje. Pomoze mu to. A nam jakos to kurwa pomagac nie chce.

    Jasne, stres w odpowiednich dawkach jest motywujacy. Problem jest taki ze u nerwicowcow ten stres przekracza jakiekolwiek zdrowe i motywujace dawki.

    Stres to jedno. Dostaniemy reakcji fizjologicznej (u kazdego jest inna) i przezyjemy. Gorzej jezeli ta reakcja jest na tyle wstydliwa, ze tworzy sie bledne kolo nerwicowe. Kiedy reakcja wyzwala strach o to, ze ta reakcja wystapi. I juz wtedy w dupie mamy egzamin, boimy sie tylko, czy nie dostaniemy tej naszej znienawidzonej reakcji. Wszystko, cale zycie, podporzadkowujemy sobie temu zeby nie zaslabnac w samolocie, temu zeby sie nie jakac, nie zaczerwienic, czy wreszcie nie dostac objawow od ukladu pokarmowego. Robimy wtedy rozne rzeczy, zeby poczuc sie lepiej. Powtarzamy je za kazdym razem, kiedy wystapi lek. Mozg sie wtedy uczy, ze jezeli mamy mozliwosc wykonania takiego rytualu (bo tak sie to nazywa), to jest spoko. I nie atakuje. Gorzej jezeli sobie uswiadomimy, ze nie, kurwa, teraz nie mozemy tego zrobic. Wtedy zaczyna sie koszmar.

    I tak nie napisalem wszystkiego. Bo to wszystko jest zajebiscie skomplikowane. Duzo bardziej niz wam sie moze wydawac. „Wez sie w garsc!” kurwa, za takie teksty mam ochote sprzedac kopa na ryj. I tez powiedziec „stary, wez sie w garsc”. To przeciez takie proste!

    Najwazniejsze to nie uciekac. Mierzyc sie z tym a nie unikac, czy cpac te wszystkie psychotropy. Ja uciekam. Widac taka pizda zyciowa jestem ze juz nie daje rady inaczej. Bo przyjemne to nie jest, skoro ludzie sie okaleczaja, zeby czuc bol fizyczny, ktory sprawi, ze bol psychiczny chociaz troche sie zmniejszy, to wyobrazcie sobie jak to musi bolec. Nie wyobrazicie sobie. Nikt kto tego nie przezyl nie jest w stanie sobie wyobrazic. Ale moze to i lepiej. Chociaz wy badzcie kurwa normalni.

    Na terenach wokol Czarnobyla moznaby zasiac tyton. I napisac na papierosach: „minister zdrowia ostrzega po raz ostatni”.

    Dygresja taka.

    Pierdole.

    Rano to pora dnia, która zjawia się zdecydowanie za wcześnie.

    Taki wpis ktoś kiedyś zostawił w moim… notesie? Kiedyś miałem coś takiego, zapisywałem tam różne rzeczy żeby nie uciekły. Telefony, adresy, rzeczy do zrobienia, teksty z lekcji, rzeczy które przychodziły do głowy, czasem ktoś mi się wpisał na pamiątkę. Teraz (bez tego ostatniego) trzymam to wszystko w telefonie, ale wtedy telefony dopiero się pojawiały.

    Notes, niebieski, rozjebany, leży jeszcze gdzieś w szufladzie. Dużo tam rzeczy, które od dawna są mglistym wspomnieniem i niech już tam zostaną.

    Rano, no i co? Nic, wstałem jakoś po 15, zmarnowałem kolejny dzień i tyle. Chciałem trochę popracować ale jakoś się nie zmusiłem.

    I to poczucie marnowania czasu, każdego dnia, który już nie wróci, towarzyszy mi od w kurwę dawna.

    Coli mi się chce. Kurewsko. Captain Black z gazowaną wodą trochę to zabiły ale nadal mi się chce. Nie ma coli. Na dworze zimno, musiałbym ubrać się i wyleźć z nory do nocnego. Baset rzuca palenie, ja męczyłem się bez coli z pół roku. Ale właściwie po co? Czemu rzucać coś, co sprawia nam przyjemność? Dla zdrowia? A co mi po tym, życie i tak prowadzi do śmierci, więc dlaczego mam sobie czegokolwiek odmawiać? Bo to zuooo, bo będę miał raka… Może będę, może nie będę, może zdechnę zanim zachoruję a może dożyję późnej starości w zajebistym zdrowiu, nikt mi nie da gwarancji na „tak” albo „nie”. Więc w imię czego ja mam sobie czegokolwiek kurwa odmawiać. Bo nie wolno, bo złe? Dużo rzeczy „nie wolno”.

    Chwilowo dopalacze znowu otwarte, zanim te polskie skurwysyny znowu je zamkną i zdelegalizują chcę się tam wybrać i zobaczyć jak to smakuje i działa. Na przykład smoke, albo spice diamond. A jak ktoś mnie złapie przed kamerą to bardzo chętnie pokażę mordę, dowód osobisty (szczeniaków bym tam nie wpuszczał, bo tępe to jest jeszcze i nie wie o co biega) i powiem dlaczego i co kupiłem. Że tak właśnie, do celów kolekcjonerskich. Że zbieram pamiątki po wolnej Polsce, po prawie i sprawiedliwości, które skończyły się pierwszy raz po zdelegalizowaniu zioła a drugi jak różne instytucje – skarbówka, nadzór budowlany – zaczęły paraliżować pracę legalnie działającego przedsiębiorstwa. Do momentu dopóki substancje sprzedawane w dopalaczach są legalne chuj wam w dupę, kochani politycy, wypierdalać na bambus wszyscy z tej kurwa wiejskiej. Prawe i sprawiedliwe się kurwiszony znalazły.

    Co innego smarkacze z gimnazjum albo kierowcy, oni powinni mieć zakaz i być skrupulatnie kontrolowani. Pierwsi bo mają jeszcze gówno we łbach i tylko im się wydaje że wiedzą, co robią, drudzy bo siłą rzeczy nie są na drodze sami i nie odpowiadają tylko za siebie. Za chlanie albo ćpanie i wsiadanie za kółko nie powinno być litości. Ale dorosły człowiek który chce mieć haluny, ataki śmiechu, chce zdychać 4 dni po zjeździe amfetaminowym, nawet chce się zaćpać i stracić kontakt z rzeczywistością – ON, wasz pierdolony obywatel, będzie to przeżywał, czy wam się to kurwa podoba czy nie. To JEGO dorosła, świadoma decyzja i spełni ją, albo legalnie w dopalaczach, albo nielegalnie (i bez podatków) u chłopaka z osiedla. I wara wam wszystkim moralizatorskim kurwom od tego.

    Nigdy nie promowałem na tym blogu żadnych akcji, oprócz małego bannerka spampoison w rogu i drugiego od blog.pl, który gdzieśtam jest albo i nie jest w regulaminie blog.pl. Nigdy nie pisałem o swoim stosunku do religii, poglądach politycznych itd. ani nie komentowałem tego, co się działo w świecie polityki, nawet jeżeli wszędzie o tym kipiało. Bo zawsze twierdziłem że to jest mój blog, na którym piszę to co myślę i czuję, ale nie używam go jako narzędzia do propagandy. Ludzie wchodzą tutaj żeby zobaczyć co u mnie a nie że znowu ten albo inny został prezydentem a tamtego wyrzucili („o przepraszam, wyrzucić można śmiecia, ja zostałem WYDALONY” – nie pamiętam który to z tych popierdolonych baranów powiedział ale mnie rozjebało). No to kurwa najwyższa pora. Bo skurwysyny przegięły pałę. POLECAM, subiektywnie kurwa polecam akcję, która i tak chuja da, bo to społeczeństwo nasze takie debilne jest, że woli jak się robi wszystko za nich, ale może przynajmniej zwróci uwagę niektórych co mniej zakutych pał na problem, którego ich tępota niestety na razie nie ogarnia.


    http://www.dopalamy.com/

    I to nie jest tylko problem garstki ćpunów którym chce się ćpać i walczą w obronie narkotyków. Ich i tak nie stać na dopalacze i wolą towar od lokalnego ziomka. To jest problem was wszystkich, matoły, im szybciej sobie to uświadomicie tym lepiej dla was. Bo kiedyś w tym kraju, w którym z prawa robi się jaja a sprawiedliwością wyciera mordę, skatują i zamkną was za domysły, że coś zrobiliście, albo zdelegalizują wam piwka, którymi tak często się upijacie, i dopiero będzie sranie do nieba.

    Kurwa, coli mi się chce! Ona przynajmniej jest jeszcze legalna.

    Co robisz w wolnych chwilach?
    Przepierdalam czas i łapię doła że już takie stare jestem.

    Co myślisz o tej dziewczynie, którą dziś mijałeś po drodze?
    Że jej nie minąłem, bo nie wynurzyłem się dzisiaj z nory.

    Co chcesz osiągnąć w przyszłości?
    Mieć kasy jak lodu i sobie was wszystkich kupić.

    wchodzę na blog kilka razy dziennie
    Może RSS? Ja w ten sposób „wchodzę” na kilkadziesiąt blogów, a tak naprawdę to nowe notki same przychodzą do mnie. Tak działa RSS, zainteresuj się nim.

    a co kurwa nie masz kumpli?
    Mam.

    Kiedy wszyscy szli na wojnę
    Żegnały ich żony, matki
    On stał na boku
    Samotnie

    Bo nie miał już
    Nikogo na tym świecie
    Nikt mu nie powiedział wracaj cały
    Wracaj zdrów


    http://www.tekstowo.pl/piosenka,twierdza,nieznany_zolnierz.html

    Lubicie RAC? Czy nie lubicie? W sumie nieważne czy lubicie, propagowanie pewnych idei prezentowanych przez takie zespoły i tak jest zakazane. Przez tą piosenkę akurat nie, ale inne teksty takich zespołów nawołują. Chociaż tutaj akurat moje podejście nie jest aż tak jednostronne jak w przypadku dopalaczy. Temat do dłuższej dyskusji ogólnie. Ale nie tutaj. Bo a) już wielu o tym dyskutowało, b) nigdy nie doszli do żadnych wniosków i c) zawsze takie rozmowy kończą się w necie flejmami a w realu mordobiciami.

    Z mniej wkurwiających tematów – podwojna dawka Imovane a ja wciąż mam gonitwę myśli – rozkminiam różne projekty związane z aktualną pracą (prace badawczo-rozwojowe nad oprogramowaniem w laboratorium bezpieczeństwa teleinformatycznego – wykurwiście brzmi, co?) i może-dodatkową (też research and development, ale bardziej elektronika – systemy mikrokomputerowe, oprogramowanie osadzone, elektronika użytkowa). Jest w chuj rzeczy do a) wymyślenia, b) dogrzania szczegółów, c) stworzenia, d) dopieszczenia razem z testami… To nie daje spać. Mimo że część jest spisana, zaprojektowana i po części realizowana – partiami. Poza tym chcę kupić nowy telefon (HTC TyTN II) i sprawdziłem właśnie ile kosztuje AutoMapa (podobno skurwysyny z drogówki widząc PDA kontrolują legalność więc trudno, tych 3 stów się pozbędę), wymyśliłem mały, darmowy serwis dla kierowców, który pewnie skończy jako mała strona, nawet bez logowania (o ile prokrastynacja pozwoli). Wczoraj po tej dawce prochów już miałem sny na jawie, pisałem Natalii SMSy i opisywałem to co mi się śni, to było coś niesamowitego. Nigdy nie miałem czegoś takiego. Chwilę potem zasnąłem. Teraz jestem zmęczony ale nie mogę, za dużo myśli w głowie. Jak zawsze. Nie mogę się kurwa wyciszyć.

    Ale może jeszcze zacznie działać. Dobranoc.


    • RSS