Tu mial byc jakis wstep, ale nie bedzie.

Co u mnie? Zycie uplywa pod znakiem Nati, bezlitosnych deadline’ow, ciagle powiekszajacej sie listy rzeczy do zrobienia, szkolen motocyklowych (ostatnio rozwalilem fajne moto, Yamahe YBR 250…), metody Lindena, SMSow do Nati i nie tylko (peak – ponad 400 jednego dnia), kolejnych psychiatrycznie diagnozowanych znajomych, mniej niz bardziej przestrzeganej diety i permanentnego wkurwa z powodu bolu promieniujacego z lewej dolnej szostki na reszte mozgoczaszki (i niech tylko ktos wspomni o dentyscie :/).

Czekam na burze. Taka zajebista ulewe, ktora naladuje mnie jak hatifnata. Byla ostatnio ale przespalem, obudzilem sie tylko na chwile jak jeblo tak ze myslalem ze sufit polecial…

Prochy przeciwpojebowe zmienilem. Bylo dobrze przez pare dni, potem wieczorami mialem takie zalamki ze nic tylko skoczyc do pustej studni albo odstrzelic sobie ten durny leb z wiatrowki, wiec wrocilem do starych, tylko w wiekszej dawce. Efekt? Zwiekszony wkurw i chyba nic poza tym. Jedyna zaleta to fajniejsze sny, dzisiaj snilo mi sie ze jestem osmiornica. Taka prawdziwa, osmiolapata, ktora przekazywala swoje geny na tasmociagu. I geje mi sie snily. Jak mi sie zycie troche wyprostuje to moze wroce do mniejszej (czyli maksymalnej) dawki, bedzie dol jak chuj przez pare dni, ale jak sie w miedzyczasie nie powiesze na polamanej latarni w okolicznym parku to dam rade.

W sumie najgorsze sa dla mnie sny ktore niosa pozytywny ladunek. Niewazne o czym, wazne ze jest w nich pieknie. Ten sen z osmiornica taki byl. Rano cholernie sie za tym teskni. Koszmary mimo wszystko powoduja ulge po obudzeniu…

Nie wiem kto puscil piosenki religijne na caly regulator na podworku ale kurwa, nie lubie fanatycznych pojebow. Niech sobie wierzy w co tylko chce ale dlaczego moim kosztem?

I jeszcze oparzenie na reku wyglada… Jak oparzenie. Jak debil zlapalem za gorace kolanko wydechowe. Zeby jeszcze przypadkiem ale nie – jakis totalny atak bezmozgowia. Wieksza inwencja wykazalem sie chyba tylko odpalajac jedna Honde z rozwalonym akumulatorem na pych – oczywiscie odpalila i wyjebala na ssaniu przed siebie, a ja nie zdazylem zlapac sprzegla i polecialem na ryj ciagniety przez pare metrow za podarty kombinezon, ktory zaplatal sie w podnozek…

Macie, kurna, prawdziwego motonite.

Ciekawe co u kuivie. I Asi, dolphinscry. Nie znacie bo nigdy o nich nie pisalem. Generalnie to poznalem kuivie jak sprzedawal telefon a Asia byla jego kolezanka. Szesc lat temu spotykalismy sie regularnie na piwo, a potem przestalismy sie spotykac. W sumie w archiwum Asi w okolicach 2003 jest pare wzmianek o mnie, ktore dopiero teraz przeczytalem. Watpie czy mnie jeszcze pamietaja, chociaz kojarzy mi sie jak przez mgle, ze zrobili mi osiemnastke, kiedy wszyscy inni zapomnieli…

Kuivie spotkalem ostatnio 4 lata temu w Rasko. Bylem tam wtedy po raz ostatni.

Tak mi sie przypomnialo, juz jakis czas temu. Chyba pod wplywem yearelki.

Plusa mam jakby ktos cos, 783593412. Sobie odkurzylem swoja stara nokie zeby mi oposy nie marudzily ze maja do mnie za drogo a shani nie mowila ze oposy marudza slusznie. Numer na Orange nadal aktualny i generalnie podstawowy. Jeszcze nie opanowalem umiejetnosci pisania dwoch smsow jednoczesnie ale pilnie sie ucze, na zaglach zostalo komisyjnie stwierdzone ze po zaslonieciu ekranu pisze dalej smsa ze slownikiem jak gdyby nigdy nic, wiec chyba nie jest juz dobrze.

I coli nie pije. Znowu. Ciekawe ile wytrzymam tym razem. Jezeli trzy zdania na krzyz to juz wywiad to w jakiejstam gazecie byl ze mna wywiad o uzaleznieniu od coli. Ogolnie ostatnio modny temat.

W skrocie – jeszcze nie zdechlem. Nie zdechnalem? Jezeli ktos tu jeszcze zaglada.