alterek blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 9.2009

    Znasz to?

    10 komentarzy

    <przewraca sie na lewy bok>

    <przewraca sie na prawy bok>

    <przewraca sie na lewy bok>

    <mowi pod nosem „kurwa”>

    <bierze do reki spvke, kladzie sie na plecach i odpala edytor>

    <ponownie mowi „kurwa” i mysli sobie ze go wkurwia zle wciskajaca sie literka „z” i ze kupilby nowy telefon, ale nie kupi>

    <mysli ile rzeczy ma ochote sobie kupic ale na razie nie kupi bo kupuje motor>

    <jednak kladzie sie na prawym boku>

    <powtarza „kurwa” i kladzie sie na brzuchu, wspierajac na lokciach>

    <kladzie leb na poduszce>

    <podnosi leb z poduszki>

    Mam, kurwa, paranoje.

    I chroniczna bezsennosc tez mam.

    A w sumie juz zapomnialem co chcialem napisac. Moze amnezje tez juz mam.

    garniak

    Nie wygladam na 45 lat, prawda? Prawda prawda? Prawda…?

    (tydzień później, już na kompie)

    Siedzę, myślę… O różnych rzeczach. O tym że nie umiem czasami dogadywać się z ludźmi. Że mnie 80% ludzi dookoła wkurwia i nie jestem dla nich przynajmniej neutralny – a mógłbym być. Żeby nie zaogniać niczego. Ludzie potem cierpią. Kurwa. Tak, ja też mam sumienie. Mimo że często go nie pokazuję – bo co tu pokazywać? – to mam. I czasami mnie gryzie. Nie powiem w co.

    O śmierci też myślę. Naoglądałem się różnych filmików z wypadków i myślę. Jakby to było. Co bym czuł, kto by płakał, a kto tylko wzruszył ramionami. W sumie nie boję się – byle nie stać się warzywem. Samej śmierci się nie boję. Bo zabić się to bym pewnie nie umiał. Tak celowo, jebnąć samobója, kurwa, to żałosne jest na swój sposób. Taka ucieczka w chuj zamiast rozwiązywania problemów. Ale nie chciałbym zginąć przez przypadek. Rozpierdoliłoby to bliskich. Was. Tzn. nie, nie was. Mimo że może nawet niektórzy mnie lubicie czy tam szanujecie, to nikt mi nie wmówi, że będzie wam jakoś bardzo mnie brakowało. Może na początku, potem człowiek się przyzwyczaja. Za dużo samobójów i śmierci widziałem. Jest dół, refleksja, brak tej osoby, potem do nas dociera, co się tak naprawdę stało i jest duży smut, ale później temat jakoś ginie w gąszczu codzienności. Jest ktoś, potem go nie ma, tak jakby gdzieś wyjechał, po prostu znika, a życie toczy się dalej. Taka brutalna prawda.

    Osoby które by się nigdy nie otrząsnęły można policzyć na jednym ręku nieuważnego drwala. Nigdy? Błąd. Nigdy to się matka nie otrząśnie. Każdy inny prędzej czy później tak. Nieważne czy to rok czy pięć lat.

    Nie żebym coś planował. Wprost przeciwnie. Lubię tego lajfa. Mimo że często mnie wkurwia, a jak jest źle, to mam ochotę zwinąć się w kłębek i zdechnąć w kącie – to lubię. Biorę z niego to co mogę. Po prostu tak sobie myślę… Czasami za dużo myślę.

    Zresztą jakbym planował to bym o tym nie pisał tylko to zrobił. Nie rozumiem tego, kurwa, ktoś się zabija i co, trąbi o tym? Żeby słuchać jak go wszyscy odwodzą, pierdolą „nie rób tego”, podczas gdy on ma na to już naprawdę wyjebane? Jak ktoś ma się zabijać to to robi i tyle. Jak pierdoli i grozi że się zabije to najwyżej potrzebuje uwagi, może woła o pomoc, „jestem tu, potrzebuję was, zainteresujcie się mną!”. Więc możecie spać spokojnie.

    Zresztą za stary już jestem na takie pierdolenie.

    Hajs, hajs… Kurwa, brakuje. Na liście kasy do wydania: naprawić samochód (jeden przewód hamulcowy cieknie i blacharkę trzeba zrobić, bo to kurwa wstyd jeździć z tak rozjebanymi drzwiami) i te dwa o:

    gsxf

    e2200hd

    Czyli motorek i monitorek. Z tym motorkiem to też nieźle. Znalazłem na otomoto Suzuki GSX 750F w zajebistym stanie, umówiłem się z kolesiem, spotkaliśmy się, obejrzałem, znajomy mechanik też obejrzał – stan rzeczywiście zajebiaszczy. Biorę. Umówiłem się z kolesiem że napisze mi maila z numerem konta, przelewam kasę, przyjeżdżam i biorę moto. Dojeżdżam na imprezę (bo od razu po spotkaniu jechałem na impr) a tu koleś dzwoni że jakiś samochód zajechał mu drogę, a on hamując wpadł w poślizg i położył maszynę. Jemu nic się nie stało (tylko trochę się poobijał) ale z silnika cały olej poszedł, podobno masakra. Pierwsza myśl – ściemnia, cena nie pasowała, no ale kurwa, przecież ustaliliśmy? No ale potem (bo dzwonił od razu po wypadku) okazało się że rzeczywiście był wypadek i że to jednak nie taka masakra, wyglądało groźnie ale szkody są minimalne. Do wymiany są tylko dwa elementy. Zamówił je, oryginalne z Suzuki, teraz moto stoi w warsztacie. Zrobią w tygodniu.

    Monitorek też fajny. Panoramiczny, 21.5 cala, Full HD a do tego w normalnej cenie. Będzie na czym pornole oglądać. Ale zobaczymy ile mnie ciuchy na moto wyjdą, bo to też droga impreza, tym bardziej że nie chcę na tym oszczędzać. Widziałem jak wyglądał ten mój stary kombinezon po upadku, wolałbym kolejnego szlifa (zawsze i każdemu może się zdarzyć – mówi się że nie ubierasz się do jazdy tylko do upadku…) zaliczyć w czymś solidniejszym, co nie podrze się po paru metrach lotu po asfalcie.

    Potem chciałbym telefon. I netbooka. Ale na to na razie hajsu nie mam. Telefon… Może? Nie wiem, kurwa, niby wkurwia mnie ta SPVka (bo już trochę się sypie), ale TyTN II (mój faworyt) nie ma… No zgadnijcie czego nie ma? Latarki nie ma. Takie podświetlenie, niby że lampa błyskowa. Drobiazg? Zajebiście przydatna rzecz, już tyle razy potrzebowałem latarki i akurat ta w telefonie była pod ręką. Bo zawsze mam go przy sobie. Siedzę z kimś w ciemnym parku w nocy i zegarek spada na ziemię, podłączam coś do kompa z tyłu w półmroku, czy nawet tak jak ostatnio – chcę obejrzeć instalację gazową kumpla, do którego podjechałem w nocy pośmigać. Wyciągasz telefon, włączasz aparat, „lampę” i wszystko widać. Mimo że latarka to parę zeta – ale weź ją noś zawsze przy sobie, zapomnę o tym po max tygodniu. Chuj, zostaję przy SPVce. Najwyżej klawiaturę wymienię jak mnie ta literka „z” już do końca wkurwi.

    A netbook to raczej taki kaprys. Jak słuchawka Bluetooth. Kiedyś jak wchodziły to chciałem mieć, potem stwierdziłem że właściwie to nie potrzebuję, ale skoro potaniały to sobie kupię. Zawsze chciałem mieć to sobie kupię. No i kupiłem. Pobawiłem się dwa dni i leży teraz, nawet nie wiem czy jeszcze działa czy już aku zdechło. W sumie możnaby podładować tak prewencyjnie. To zaraz zwracam. Wracam.

    Więc netbooka raczej sobie nie kupię. Na chuj mi to. Żeby kolejna rzecz leżała i robiła za podstawkę pod kurz? Aż tak bogaty to ja nie jestem :)

    Zakupy poprawiają mi humor. To źle. Jak boisz się logować do banku żeby sprawdzić ile jeszcze tam zostało, to jest już źle. Jak oglądasz roczny bilans i patrzysz ile tego hajsu przepierdoliłeś na totalne głupoty to też jest źle.

    Tak oprócz tego to chyba mam teraz jakiś mały kryzys. Nie finansowy, bo ten to mam non stop, ile bym nie zarobił tyle rozpierdolę. Kasy za zdjęcia do książki nawet nie zobaczyłem, tak szybko wszystko się rozeszło. Osobisty kryzys mam. Zdarza się. Nie pierwszy raz i nie ostatni.

    Idę po piwo. Poczekacie? Ale nie zaśnijcie.

    Kurwa. Brakuje mi czegoś. I nawet wiem czego. Dobrze wiem. Tylko chuj z tego wynika, i tak to na razie nierealne. W sumie to w ogóle nierealne.

    Kojarzycie coś takiego jak prokrastynacja? Popularne słowo. Kiedyś stało się popularne, każdy leń mówił że jest prokrastynatą, a potem minęło. Nie wiem czy u mnie to prokrastynacja czy inny chuj. To chyba taki strach przed skończeniem czegoś. Że może się nie udać. Tyle rzeczy mam już prawie zrobionych. Z naciskiem na prawie. W robocie dwa projekty, ja to kurwa zrobię, ale pootem, teraz tak mi się nie chce… No i tak leżą. Tzn. dwa to na wczoraj, kilka innych na marzec. Ten marzec co był. Niedługo mnie z tej roboty wypierdolą i tak się moja zawrotna kariera skończy. Plus biznes z kumplem rozkręcamy – projektowanie i produkcja elektroniki. Sprzęt akwariowy i nie tylko, no nieważne co, ważne że się opierdalam, odwlekam wszystko, a przecież kurwa zawsze, odkąd pamiętam, chciałem to robić. Być elektronikiem, projektować, tworzyć coś nowego. I nadal lubię. Uspokaja mnie to, relaksuje, poprawia nastrój. Ale nie jak czuję że muszę.

    Ze znajomymi i rodziną to się dobrze na zdjęciach wychodzi. I na pociąg, żeby upewnić się że pojechali. A nie w interesach. Ergo nie wiem czy robienie tego z kumplem to dobry pomysł. Kurwa, „robienie tego”, ja pierdolę. No nieważne. Ważne że głupio byłoby żreć się przez jakieś nieporozumienia z kasą czy czymkolwiek. No ale w tym to już mi nikt nie pomoże.

    Popierdolone? Nie. To wszystko jest zajebiście proste. Świat jest prosty jak jebanie. To tylko my go sobie niepotrzebnie komplikujemy.

    22:20:21 <alterek> kurwa, ja sie zawsze w cos wpierdole.
    22:20:35 <Linka> Tak
    22:20:40 <Linka> tu masz rację
    22:20:44 <Linka> masz niebywały talent
    22:20:52 <Linka> do wpierdalania się w jakieś uwikłane
    22:20:58 <Linka> nie do końca pewne sytuacje…

    Tak w temacie.

    Macie, na pocieszenie.

    Kurwa, ja się dziwię, że wy po tym wszystkim co ja tutaj piszę jeszcze w ogóle chcecie ze mną gadać.

    No

    4 komentarzy

    Nawet bym coś skrobnął, ale wyłączony musk rady nie daje. Spał 18 godzin, śniąc o żarówkach samochodowych i różnych innych koszmarach, wstał i spałby dalej… Ale dalej nie spał. W sumie lepsze to niż doświadczać na jawie alterków łapiących ważki i skaczących przez zamknięty balkon… Prawda ćpunek?

    Co do tego „daj adres bloga” z poprzedniej notki i wątpliwości z tym związanych: „ten blog mnie chyba do ciebie przekonał”. To ostatnia rzecz, jaką spodziewałem się usłyszeć. Serio. Raczej spodziewałem się że a. oddali się ode mnie, wystraszy, że jestem tu zupełnie inny niż w realu itd.

    Ale to chyba dobrze.

    czemu wchodze na twojego bloga 5 razy dziennie? -.- musze sie wyleczyć..

    Chyba dobrze.

    Ale rzeczy które nagle przyszły znikają równie nagle… Ciekawe czy za pół roku będziesz w ogóle pamiętała że kiedyś gdzieś był sobie taki alterek…

    Takie poranki jak ten ociekają w emocje. W sumie to je lubię. Taki emoalterek się robi wtedy. Dochodzą do niego barwy… Emocje, wszystkie, dookoła, wspomnienia są takie… Emocjonalne, pełne uczuć, po prostu. Trudno to opisać. Tak po prostu. Taki nastrój. Pewnie poziom tej całej pigułki szczęścia o tej porze jest już niewielki i to dlatego. Bo to zabija emocje jak mało co…

    Za 2-3 godziny poziom specyfiku w tym pustym łbie wzrośnie. I znowu będzie normalnie. Bezpiecznie, bez emocji, bez sumienia.

    (5 godzin później)

    Panique. Dawno nie było. Już prawie zapomniałem. Nie, kurwa, nigdy nie zapomnę. Tego się nie da zapomnieć. Tyle dobrze że w kontrolowanych warunkach, że tak ładnie powiem. CBT jest pełna takich kontrolowanych warunków. Ocieka nimi. Żyć się odechciewa…

    (13 godzin później)

    <alterek> ja pierdole.
    <alterek> notke mialem napisac
    <alterek> ale chuj
    <anh> pisz.. lubie czytac
    <alterek> na 10 rzeczy jakie chce napisac 9 sie nie nadaje bo za duzo ludzi czyta.
    <alterek> a ja po prostu chce sie wyzalic kurwa na nich wszystkich, napisac co mnie boli, co wkurwia, a nie chce mi sie potem tego tlumaczyc, kurwa, rozwijac tematu, odbijac argumentow, pierdolic na tematy ktore tak naprawde i tak chuj zmienia.

    Lubię anh. Bo można jej powiedzieć że jest kłamliwą dziwką i się nie obraża tylko mówi że „tylko nie kłamliwą”. Lubię ludzi którzy mają do siebie dystans. I mnie nie wkurwiają bez powodu. W ogóle mnie nie wkurwiają. Dzięki temu lubi się z nimi przebywać. Bo niczego nie oczekują, niczego nie wymagają, nie wymuszają. Można się przy nich wyluzować, jak jest fajnie to jest fajnie, jak nie jest (przy takich pojebanych charakterach jak nasze zawsze coś może pójśc nie tak) to potem się przeprasza albo przyjmuje przeprosiny i znowu jest. Się nadaje na tych samych falach i tyle.

    <alterek> fajny?
    <anh> nie. za tani.
    <alterek> ty bys 2 lata dupy musiala dawac zeby na niego zarobic.
    <anh> 50 godzin bym musiala dawac dupy a nie 2 lata. policzylam. na kalkulatorze.

    Lubię anh też dlatego że na siebie w najmniejszym stopniu nie lecimy i możemy się przyjaźnić bez jakichś podtekstów ani innych popierdolonych konfiguracji. Taki kumpel dobry. Tylko że w spódnicy. Chociaż i tak woli spodnie. Chyba. W sumie to nigdy na to nie zwróciłem uwagi. Ale podpowiada mi że woli spodnie. Bo to modnie. I wygodnie. „Rurki żeby było widać że mam chude nóżki”. No to w spodniach kumpel.

    Wisizm wdupizm. Łeb napier..boli, generalnie to jak zwykle jest taka pora, że leżę przed kompem, słucham czegoś, piję piwo i mam wszystko w dupie. Fakturę wystawiłem, szef powiedział że będzie zajebiaszcza premia jak będzie nowy projekt skończony. To go najpierw trzeba zacząć, kurwa, jak zwykle się opierdalam, przychodzę do roboty, czytam różne pokurwione rzeczy i idę wpizdu. A ceny paliwa nie maleją. Ja pierdolę, byłem w szoku że ten samochód tyle chla. Kiedyś śmiałem się z tych co narzekają że ceny paliwa wzrosły o 2 grosze. Teraz przestałem się śmiać.

    Bo prawko zdałem w końcu. Dacie wiarę? Za ósmym podejściem, potem poszedłem zdać motocyklowe i szok – za pierwszym razem, z pocałowaniem dupy. Ósemki się bałem i slalomu – chuuj, poszło jakbym się w siodle urodził. W ciężkim szoku byłem. Tym bardziej że gościu przede mną wpadł w taki poślizg że myślałem że się na tym motorze zabije. Na razie rozbijam się Sieną, w ciągu pierwszych dwóch dni pierwszy tysiąc km i dwie stłuczki. Raz mi jakiś holender czy inny pojebaniec wjechał jak cofał („mówisz po polsku?” „no no” „do you speak english?” „no no sorry all good” „a idź w chuj” „no no sorry i don’t understand”), raz ja przypierdoliłem jak cofałem tak że skasowałem sobie lampe i drzwi a jakiemuś Nissanowi zderzak i pół tyłu. Z ubezpieczenia poszło, dobrze jest. Przynajmniej już wiem że skoro łuku nauczyło się na sposób i lusterka (przy drugim słupku pełny obrót kierownicą) byle to gówno zdać a nie na wyczucie żeby go umieć zrobić to może jednak cofać tą Sieną trochę wolniej, to nie L-ka która najwyżej przypierdoli w słupek.

    <jotu> siena naprawiona?
    <alterek> cii
    <alterek> nati nic nie wie
    <alterek> w zyciu ze mna nie wsiadzie na nic co jezdzi jak sie dowie :D
    <jotu> aha
    <jotu> to zmienmy temat…
    <nati> ŻE CO KURWA?
    <jotu> hahah

    Uczcie się tego łuku, kurwa, póki możecie, bo mi rzeczoznawca wycenił rozjebkę na 2 tys. zł (w Sienie, bo Nissana jeszcze nie wyceniali). Dobrze że jest AC.

    Ostatnio jak z małolatami parkowałem pod wileniakiem (do zoo szliśmy) to też mi jakiś wietnamiec czy inny popierdoleniec prawie przypierdolił jak cofał w jakimś swoim kurwa dostawczaku. I się śmieje jak debil do sera. Jak wyskoczyłem z tego samochodu jak z procy to chyba myślał że chcę go zajebać.

    Motor kupuję i w dupie to wszystko mam. Miałem kupić w sierpniu SVkę (Suzuki SV 650, może wrzucałem foty a może nie), ale nie kupiłem. Może we wrześniu się uda. Może Bandita. A może nie. Może zobaczymy. Może.

    <ajron> Czytałem przez chwilę Twojego bloga :)
    <ajron> Ty się nie zmienisz :)
    <ajron> Stoisz w miejscu.
    <ajron> Emocjonalna Piaskownica.

    Na wódkę idziemy w czwartek to będziemy mieli okazję pogadać. Może też o tym. Może zobaczymy. Może.

    Na forum satanistycznym mnie przyjęli (bo każdy profil aktywują osobno na podstawie tego co ktoś napisze o sobie, o swoim stosunku do satanizmu itd.). Fajniee. Ciekawe czy w ogóle będę tam cokolwiek pisał. Jak znam siebie to nie. I wypierdolą za bezczynność. Bo tak w sumie to to również mam w dupie.

    Jak motylek.


    http://tlog.matthew.org.pl/post/21680625/Dzie-z-ycia

    Kurwa, to jakbym ja pisał momentami. Może nie umiem tak zajebiście pisać jak ten kolo, ale myśli mam czasami identyczne. To chyba nie jest powód do dumy.

    Grona tego użytkownika:
    [...]
    * Depresja
    * Eating Disorders

    Dlaczego ja to przewidziałem 2 lata temu? 3 lutego 2007. To ponad 2 lata temu. I dlaczego, kurwa, jak zwykle nic nie umiałem zrobić? Taka bezsilność jak ktoś wpada w gówno jest najgorsza, wiecie? Bo widzisz co się dzieje, co się stanie, bo chodzisz już trochę po tym świecie i pewne rzeczy stają się jaśniejsze, i co – i nic, alterkuu nie martw się będzie dobrze. Chuj będzie a nie dobrze.

    Może i ja popadnę se sobie w anoreksję, dobrze mi to zrobi. I tak schudłem 5 kilo.

    Widać? Powiedzcie że widać. A zresztą chuj z tym.

    <luxe> co cię gryzie?
    <alterek> trzy wszy
    <luxe> *zabija trzy wszy*
    <alterek> *wyrasta z nich 9 nowych*

    <a.> a ty masz bloga?
    <alterek> si
    <a.> daj adres
    <alterek> zapomnij
    <a.> czemu?
    <alterek> bikoz się wystraszysz. to nie dla ciebie.

    A i tak potem dałem. Nie wiem czy dobrze zrobiłem. Czas pokaże. W sumie jak ktoś ma ze mną przestać gadać dlatego że jestem taki jaki jestem to niech przestaje. A jak ma mnie poznać lepiej i zostać, to dobrze.

    Czy we mnie jest za dużo wkurwa? Takiego ogólnego na wszystko. W markecie też jest. I to ludzi od niej odstrasza. Ale z marketą to w ogóle osobny temat i nie na bloga. Wiem że nie lubisz jak mówię na ciebie marketa. Trudno, musisz polubić.


    • RSS