alterek blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 10.2009

    Stalled

    6 komentarzy

    Napisałbymnotkę. Ale nie mam o czym. Macie tak czasami że macie taką potrzebę wyrzucenia z siebie czegoś, ale kompletnie nie wiecie co to jest? I tak się zastanawiacie a im więcej myślicie tym bardziej chuj z tego wychodzi.

    Im bardziej Prosiaczek wchodził do środka, tym bardziej Puchatka tam nie było

    Coś mnie męczy od dłuższegof czasu. I nie jest to sumienie.

    (piszedługiegofmailadoshani)

    shani mówi że czasami ją przerażam. Jakby ona o mnie więcej wiedziała to dopiero by się przeraziła… Ale są rzeczy których nie dowie się nikt. W sumie luxe wie. I jakoś się mnie nie boi. Ale jej to ja się czasami boję. Oboje jesteśmy tam w środku ostro popierdoleni. Zresztą luxe wyjeżdża, zaczyna nowe życie i postanowiła zerwać kontat ze wszystkimi którzy kojarzą jej się z tym co jest teraz – żeby było łatwiej. Więc nie mam już luxe. Co zrobić, twardym trzeba być. Jak korek w dupie. A nie miękkim jak dupa, nie? Jej też jest z tym ciężko.

    Życzę jej jak najlepiej. Ale takie próby ucieczki, zaczynania zupełnie nowego życia są skazane na niepowodzenie. Bo od siebie samego nie da się uciec. A już na pewno nie w ten sposób. Tak czy inaczej chciałbym żeby jej się w końcu udało. Nawet kosztem naszej przyjaźni. Ja sobie poradzę, dużym chłopcem jestem („nie wyglądasz jakbyś miał sobie poradzić”, przejdzie teraz przez niektóre głowy… sure).

    Chuj. Będzie dobrze.

    Ducha szukaliśmy. Z Anią K. Jest sobie taka górka gdzie podobno straszy, dziewczyny widziały ducha w białych spodniach i bez twarzy, potem ten duch pojawił się u jednej z nich w kuchni i ogólnie je straszył, mówił że nazywa się Daniel, żeby tam nie piły bo on tam umarł itd. Więc ja jako naczelny sceptyk na wsi stwierdziłem że żadnego ducha nie ma, że w duchy nie wierzę i jak ktoś twierdzi inaczej to ma mi tego ducha pokazać. Więc poszliśmy tam wieczorem (było już totalnie ciemno), ona drży ze strachu, ja wołam ducha, „Daniel, pokaż się” itd., w pewnym momencie jakiś szelest w krzakach, niewyraźny zarys postaci w białych spodniach… Ania w krzyk i ucieka, mi trochę pewność siebie spadła ale podchodzę bliżej, a postać chyba jeszcze bardziej przerażona mówi „to tylko ja, ja jeszcze żyję” i odchodzi… I tyle było z ducha.

    Ja naprawdę chciałbym zobaczyć ducha. Bo przecież im się nie uroiło. Może wkręcają? A może to potęga sugestii? W sumie nikomu nie można dzisiaj wierzyć. Dlatego chcę swoim oczom uwierzyć.

    Kurwa, ostatnio mam wszystko w dupie. Naprawdę mało jest rzeczy na których by mi zależało. Którymi bym się tak naprawdę przejmował. Rozpierdoliłem samochód tak że pojechał na lawecie do kasacji… No to kurwa co z tego, kupi się nowy. Chuj że kasy nie mam. Zarobi się to się kupi. Kiedyś. Zresztą ludzie po wypadkach mają jakieś traumy, boją się jeździć, a ja normalnie następnego dnia w tym kurewskim śniegu wskoczyłem na motor i tylko mi zimno było. Jakoś to wszystko jest dla mnie takie odległe, co ma być to będzie, z każdej sytuacji jest jakieś wyjście, nie?

    Może to po prostu reakcja obronna. Zaraz będzie że się przechwalam czy coś. Nie kurwa, nie przechwalam się. Bo niby czym?

    ale Ty mnie zaskoczyłeś. owszem czytałam Twojego bloga, ale nie sądziłam,że to co na nim piszesz jest hmm… realne. myślałam,że to raczej rodzaj prowokacji i ciekawie przedstawionej fikcji. właściwie długo się nad tym zastanawiałam nigdy nie pytałam chyba brak odwagi zadecydował o pozostaniu w sferze domysłów. ale bardzo się cieszę,że mi powiedziałeś,że wszystko się wyjaśniło.

    Jest realne. Chociaż czasem wolałbym żeby nie było. Ale rzadko. Tak ogólnie to dobrze jest.

    Baset dzisiaj robi urodziny. 29. Nawet się nie napiję. Ale wolę się nie napić i mieć tą świadomość że wsiadam i jadę a nie muszę tłuc się jakimiś pociągami czy chuj wie czym. Daje mi to poczucie komfortu. Ogólnie odkąd zrobiłem prawko to praktycznie w ogóle nie piję. Czy to dobrze czy źle… Co za różnica.

    Macie kilka innych fotek z ostatnich dni. Sorry że nie w szerokości 320 (jak wszystkie inne tutaj), wybaczycie? Wiem, nikt tego nawet nie zauważył. Że zawsze dawałem foty przeskalowane do szerokości 320. Ale teraz mi się nie chce.

    Efekt głupoty.

    Like a player.

    A tak wygląda jak powiemy kumplowi „kup colę jak będziesz do mnie szedł”. No to kupił. Bo mi się kiedyś ośmiolitrowa śniła.

    Wasz wierny, zawsze ten sam…

    Pandemonium

    2 komentarzy

    Się jebie kurwa wszystko. Myślałem że może po niedzieli przestanie się jebać, ale jednak nie, nie przestanie. Kurwa.

    Coraz częściej mam potrzebę bycia samemu. Zupełnie samemu. Bez nikogo. Tylko ja i… ja. Zająć się czymś, bez ludzi, odpocząć. Ludzie ciągle czegoś ode mnie chcą. Czegoś czego ja nie chcę albo nie mogę im dać. Kurwa, bo ja czasami jak kot jestem. Nie, nie taki włochaty. Ale chodzę swoimi ścieżkami. Ludzie się zaprzjaźniają, przywiązują a potem mają mi za złe, że nie jestem taki jak im się wydawało. Taki jakiego by chcieli. Przywiąż się, ale nigdy nie próbuj mnie zmieniać… Kurwa, to brzmi jak tekst z profilu jakiejś niedopchniętej szesnastolatki na nk. Ale taka prawda.

    Coś jest bardzo nie tak jak powinno być. Pisałem to już kiedyś? No to kurwa piszę znowu. Bo nadal jest nie tak jak powinno być. Jak się dowiem co, to naprawię. Albo nie naprawię, ale przynajmniej będę wiedział co.

    Sny mam popierdolone jak baranie rogi na wietrze. Co jeden to lepszy, kurwa. Emocjonalne. Potrafią dopierdolić tak że cały dzień dochodzi się do siebie.

    Prochy ostatnio biorę nieregularnie. Jakoś tak wychodzi. I mam potem niezłe jazdy. Chociaż nie, kumpel odstawił i on to dopiero miał jedną wielką jazdę… Ale to w ogóle osobny temat i nie ma co o tym pisać.

    Literka „z” nadal mi się nie wciska.

    Dowiaduję się o znajomych coraz ciekawszych rzeczy. I w sumie to naprawdę mało mnie już zdziwi. To że przyjaciółka szła za kimś z nożem w celu wiadomym (ale w ostatniej chwili odpuściła, bo pomyślała o konsekwencjach) też mnie specjalnie nie zdziwiło…

    Mam monitor. Motor też mam. Nie, jeszcze się na nim nie zabiłem. Już wystarczy że się wstydu najadłem jak nigdy jak się przed chłopakami chciałem popisać. Mokro, ślisko, zimna opona, za dużo gazu i resztę możecie sobie dopowiedzieć. I kurwa nowy dekiel i owiewka porysowane. I wstyd kurwa taki że pojęcia nie macie. Przynajmniej już wiem że jestem w stanie podnieść to 220 kilogramowe monstrum. Aż dziwne bo jakoś specjalnie silny nie jestem. No ale skoro jestem w stanie, to dobrze.

    I luxe mi zamknęli gdzieś chuj wie gdzie w jakimś szpitalu albo innym chujostwie. I wyjeżdza niedługo. Do Londynu. A za miesiąc do San Diego, do faceta. Pewnie kontakt nam się rozluźni, kurwa, będzie mi jej cholernie brakowało… Ale najważniejsze żeby jej tam było lepiej niż tu. Już i tak ma ostro zrytą psychę przez tych wszystkich popierdoleńców tutaj.

    Kurwa, to wszystko jest zupełnie NIE TAK. Chuj, żyje się dalej.


    • RSS