alterek blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 3.2010

    Title: Wish I Had An Angel
    Artist: Nightwish
    Album: Once
    Year: 2004
    Track: 2
    Genre: Metal

    Ładne. Normalnie nie słucham takiej muzyki ale podoba mi się i chuj.

    Kolejnym wątkiem bajki o księżniczce mogłoby być jej wychowanie seksualne.

    Wychowanie seksualne księżniczki wyglądało tak że starsze laski nauczyły ją jak być dziwką i przez to zatraciła siebie. Zaczęła równać w dół, stała się taka jak one, bo chciała być pokochana i wydawało jej się że to jest do tego droga.

    Chcecie rady samca, moje księżniczki? Wiem że sracie na moje rady, ale i tak wam dam. Tylko po to żeby potem śmiejąc się wam prosto w twarz odsyłać was do tej notki, bo na to że cokolwiek z tego zrozumiecie już nawet nie liczę.

    Rada będzie prosta – czujesz coś to się tego kurwa trzymaj, nie dawaj dupy byle frajerowi, którego nawet dobrze nie znasz, tylko dlatego że tak ci pierdolą twoje starsze pojebane koleżanki, które widziały więcej kutasów niż deska klozetowa. Chcesz być taka jak one? Czy może zależy ci na prawdziwym związku? Jeżeli to pierwsze to wypierdalaj z tego bloga bo nie masz tu czego szukać, a jeżeli to drugie to cóż, jeżeli dasz wszystko na zawołanie to potem się nie dziw że kolesie traktują cię tak jak traktują. Bo traktują cię dokładnie tak jak na to zasłużyłaś. Znudzisz im się po max 3 tygodniach. A z każdym kolejnym będzie dokładnie to samo. I tak do zajebania aż nauczysz się szanować siebie, a w międzyczasie żaden wartościowy koleś, który może i mógłby ciebie pokochać, nawet na ciebie nie splunie.

    I tu nie chodzi tylko o dawanie dupy. To taki skrót był. Myślowy. Jakby ktoś był zbyt tępy żeby zrozumieć, bo z myśleniem w narodzie cienko, oj cienko.

    Kiedyś, parę lat temu, jak zaczynałem być z jedną dziewczyną, zdarzyło się że przyjechałem do niej napierdolony po imprezie. No tak wyszło, gówniarz byłem, najebałem się z chłopakami i chciałem ją zobaczyć, zresztą nie będę się teraz tłumaczył, w każdym razie dostałem wtedy takiego zjeba, taki opierdol, że nie wiedziałem gdzie mam się schować. Co ty byś zrobiła na jej miejscu?

    Mój szacunek do niej po tej akcji wzrósł przynajmniej o rząd wielkości. Faceci szanują dziewczyny które znają swoją wartość i nie boją się jej pokazać. Które nie płaszczą się przed nimi błagając o odrobinę uwagi. A jak jesteś z kimś i koleś cię rzuci bo mu nie chciałaś dać dupy to niech wypierdala, zrobił ci tylko przysługę pokazując na czym mu w tobie zależy, do czego się dla niego sprowadzasz. Jak kumpel który pożyczy od ciebie stówę i więcej go na oczy nie widzisz. Stówa to dla mnie mała cena za pozbycie się fałszywej kurwy ze swojego otoczenia, a kasę i tak prędzej czy później można odzyskać.

    I to nie jest do nikogo konkretnego. Taka rada ogólna patrząc na to co się dookoła dzieje. Na cały ten syf od którego chce mi się rzygać. Na frajerów traktujących dziewczyny jak worki na spermę i na te głupie pizdy rozkładające nogi wszystkim którzy wrzucą monetę.

    „Kupić ci drinka czy banknoty też przyjmujesz?”

    Kurwa, jak tak teraz czytam tą bajkę to bym ją napisał inaczej. Ale w sumie chuj z tym. Nie ma mieć walorów jakichśtam. Miała mi ulżyć. Zwerbalizować (kolejne trudne słowo do słownika) to co chodziło mi po tym pustym łbie. Biegało. Obijało się o ściany. Ile ścian ma czaszka?

    Tak, to taka notka na dzień kobiet. Najlepsze życzenia. Kobietom. Tym które jeszcze szukają swojej kobiecości też.

    Kwiat

    Pa.

    Lubicie bajki? Nie umiem pisac bajek, tym bardziej na tym malym jebanym telefonie o 5 rano, ale chuj z tym, dzis bedzie bajka o ksiezniczce.

    Gdzies, kiedys, to niewazne gdzie i kiedy, zyla sobie ksiezniczka. Zaczyna sie bajkowo, co? Ksiezniczka wlasnie zaczela 1 klase liceum, mieszkala z despotyczna i zimna emocjonalnie matka, ktora potrafila tylko krytykowac, i ojcem alkoholikiem, ktory pil i bil. Kiedys tylko matke, ale odkad ksiezniczka mu sie postawila, tlukl juz obie.

    Nie, ojciec nie byl alkoholikiem. Alkoholicy chodza na spotkania. Ojciec byl pierdolonym pijakiem i nierobem. Zreszta uciekl w chlanie bo nie wytrzymal ze swoja pierdolnieta zona. Oprocz rodzicow nie bylo nikogo.

    Nasza ksiezniczka byla ladna, miala wielu znajomych, paru chlopakow sie wokol niej krecilo, ale ona ciagle, nawet wsrod swojej ekipy, czula sie zupelnie sama. Czula ze odstaje, ze nie pasuje do nich. Smiala sie bedac z nimi, ale tak naprawde miala ochote uciec gdzies daleko, schowac sie w wygaslym wulkanie, gdzies gdzie nikt by jej nie widzial, nie ocenial. Bo nasza ksiezniczka zawsze, odkad tylko pamieta, czula sie oceniana. Czula presje wszystkich dookola. Ze nikt nie moglby jej pokochac taka jaka jest. Ze ciagle musi komus cos udowadniac. Musi byc piekna, musi byc fajna, musi sie uczyc najlepiej w klasie. Ciagle cos musi. Przez to wszystko nabawila sie problemow z jedzeniem, paniki przed lekcjami, pojawily sie problemy z sercem, czasem z nerwow i oslabienia krew jej poleciala z nosa… I tak sobie zyla, wegetowala wlasciwie, z dnia na dzien tracac sama siebie. Juz dawno zapomniala kim naprawde jest, powoli stajac sie tym, kogo chcieli widziec inni. Nigdy nie nauczyla sie zyc dla siebie. Zyla dla innych. Tylko to trzymalo ja na powierzchni.

    Nasza ksiezniczka czula sie uwieziona w tym okrutnym swiecie. Nie chciala zyc, ale nie umiala sie zabic. Chciala uciec. Probowala ucieczki w swiat uzywek, przycpala pare razy, amfa, heroina, ale to nie bylo to. Nienawidzila siebie, gardzila soba, swoim cialem. Zaczela uciekac w swiat autoagresji. Wyrywala wlosy, wbijala szpilki pod paznokcie, przypalala sie, okaleczala. Zaczela sie puszczac, przynajmniej w tych krotkich momentach czujac sie atrakcyjna i potrzebna. To wszystko dawalo na jakis czas ukojenie. Widok wlasnej krwi, sciekajacej po nadgarstkach, byl taki kojacy… Tylko trzeba bylo to jakos ukryc, zeby w szkole nie zobaczyli. Bo przeciez przez ten caly czas udawala ze wszystko jest w porzadku. A wszyscy dookola udawali ze w to wierza.

    Byla nawet u psychiatry. Dostala recepty na dwa leki – stabilizator nastroju do brania codziennie i lek uspokajajacy do brania, gdy jest chujowo (np. przed sprawdzianami). Na tym sie rola psychiatry skonczywszy.

    Pewnego dnia ksiezniczka spotkala Jego. Nie byl taki jak inni, nie chcial jej wykorzystac. Mily, przystojny, dojrzalszy od innych. Nie interesowala go jej dupa i to czy polyka, wolal rozmawiac z nia o muzyce, o szkole, o niej. Mieli duzo wspolnych zainteresowan. Jego pasja tez byla muzyka. Dawal jej to bezpieczenstwo, ktorego tak bardzo jej brakowalo. Nie chcial jej przeleciec (powiedzial ze zrobia to w jej urodziny), a ona przy nim czula sie naprawde szczesliwa, duzo szczesliwsza niz w tych wszystkich przelotnych zwiazkach razem wzietych. Czula ze dadza razem rade ze wszystkim. Jej marzenia, dawno schowane gdzies w glebi duszy, odzyly. Zaopiekowal sie nia, chcial dla niej jak najlepiej, a ona czula sie jak w bajce. Bylo idealnie. Do czasu. Gdy dowiedziala sie po trzech latach, ze byla tylko zabawka, ze oprocz niej mial dwie inne, cos w niej peklo. Oddala wszystkim pozyczone od nich rzeczy, pogodzila sie z wrogami, napisala dlugi list, ktory i tak jej sie skasowal, po raz ostatni wlaczyla swoja ulubiona piosenke, najadla sie lekow na uspokojenie od psychiatry, popila piwem (normalnie by go nie tknela – kalorie), zamknela oczy i w koncu poczula sie spokojna. Jak nigdy do tej pory.

    Pogotowie przyjechalo wezwane przez ojca, ktory w miedzyczasie wstal i zdazyl wytrzezwiec, i uratowalo nasza ksiezniczke. A raczej to co z niej zostalo.

    Niedotleniony mozg obumarl. Dziewczyna ledwo chodzila, miala problemy z mowieniem. Gdy sie z nia rozmawialo, to pod koniec zdania nie pamietala juz jego poczatku. Zreszta malo kto z nia rozmawial, bo po „wypadku” przestala kontrolowac takze czynnosci fizjologiczne. Slinila sie i srala pod siebie. Wyrzucili ja z domu, wiec piekne, jesienne dni spedzala lezac we wlasnych rzygach na dworcowej lawce opuszczona juz przez wszystkich.

    Pewnej zimowej nocy, kiedy znow ochrona wygonila ja na mroz, odeszla cicho, spokojnie, we snie, tak samo jak przezyla swoje zycie – cicho, spokojnie, placzac jedynie w sobie, w srodku.

    Kto ja zabil? Wy ja zabiliscie. Wy wszyscy, ktorzy spotkaliscie ja kiedys w szkole i odwrociliscie wzrok. Udawaliscie ze nie widzicie, jak ona w srodku placze. Jak desperacko potrzebuje pomocy, zrozumienia. Niektorzy z was widzac, jaka jest slaba, smialiscie sie z niej i cieszyliscie te swoje tepe ryje, gdy udawala, ze nie widzi. Odwazni w grupie tchorze, zbyt slabi, zeby wyciagnac do niej reke, narazajac sie na wysmianie przez takich samych jak wy zalosnych frajerow. Sasiedzi wlaczajacy glosniej muzyke zeby nie slyszec krzykow. Albo nie wpierdalajacy sie, bo to w koncu nie wasza sprawa, przeciez na pewno ktos inny zadzwonil juz na paly. Wy wszyscy nosicie na swoich rekach jej krew.

    Na szczescie to tylko bajka. Kompilacja wielu prawdziwych historii, ale bajka. Ksiezniczka zyje. Jeszcze nie przedawkowala lekow. Nadal czeka. Na was.

    Ksiezniczka

    Zlanoc.


    • RSS