Niedziela. Zagle. Mazury. Przyjechalem w piatek, zostawilem motor w porcie i plywamy do poniedzialku. Mialem nic nie pisac zeby oszczedzac baterie, ale znalazlem na lajbie gniazdo zapalniczki zeby podpiac ladowarke (bo nie na kazdej jest), wiec troche wam napisze.

Bo czuje potrzebe kontaktu z wami. To dziwne, mam wieksza potrzebe jednostronnego kontaktu z wami niz z ludzmi w realu. A moze po prostu potrzebe wygadania sie. Ja to kurwa alien jestem. Nie wiem, moze to kwestia tego ze praktycznie nikogo z nich nie znalem przed przyjazdem poza dwiema osobami… Chociaz nie. Szybko sie zaklimatyzowalem. Ja sie szybko dogaduje z nowymi ludzmi. Ale dziwni sa. Nie moj typ ludzi generalnie. Ludzie ktorzy dzialaja mi na nerwy. Z naprawde nielicznymi wyjatkami.

Chociaz malo jest osob z ktorymi czuje sie dobrze. Mowilem – alien jestem jak chuj. Nie powiedzielibyscie? Bo ja umiem byc towarzyski. Ale to maska. Trzymam w sobie duzo rzeczy bo nie ma potrzeby ujawniania ich. Zreszta czesto jest tak ze z tymi, z ktorymi jest zajebiscie przez net albo np. spotykajac sie czasami na browar, w realu po 2 dniach jest zle. Nie pasuja mi, wkurwiaja mnie. I brakuje mi wtedy mozliwosci napisania do nich smsa. Bo przeciez nie bede pisal do kogos kto siedzi obok, tak? A potem znowu gadamy na necie i znowu jest zajebiscie.

No i wkurwa mam tu co jakis czas w sumie z prozaicznego powodu – gdy jestem niezaspokojony sexualnie to mi odpierdala. Wiem, dawno tu takich wyznan nie bylo. Ale zalozenie tego bloga bylo takie, zebym mogl tu pisac wzglednie wszystko. Teraz duzo za duzo osob ma adres wiec i tak nie pisze, ale chuj z tym.

Wiec wkrecam sobie przez to niedoruchanie jakies glupoty a alkohol tylko wszystko pogarsza. Zaspokojony alterek to szczesliwy, stabilny alterek. Niezaspokojony jest wkurwiony i ma ochote wszystkich pozabijac. Zreszta chyba wszyscy faceci tak maja. Chociaz ja wyjatkowo mocno. No i wiekszosc jest tu w parach, co tylko poteguje uczucie wyalienowania. Ja bym nie mogl byc tu z dziewczyna bo jakby ktos na nia krzyknal (to sie na lodce zdarza), czy powiedzial jakis krzywy tekst (co tez sie wsrod najebanych kolesi zdarza), to juz bylby dym. Duzy dym. Taka bestia jestem.

Pamietam jak kiedys jechalismy z n. pociagiem z Torunia, poklocilismy sie (jak zwykle), ja siedzialem w przedziale, ona na korytarzu i jakis koles do niej podbil z jakas debilna gadka – ile ma lat, dokad jedzie, czy pojdzie z nimi itd. Bardzo szybko sie odpierdolil. A my momentalnie sie pogodzilismy i juz wrocila do przedzialu. Kurwa, takich natretnych kolesi ktorzy zaczepiaja obce dziewczyny w takich miejscach i nie chca sie odpierdolic bym pozabijal. Wszystkich. Bolesnie.

Wczoraj na ognisku mialem dosyc tego siedzenia i czucia sie jakbym byl obok, wiec polazlem w chuj do lasu polazic. Absolutna ciemnosc, taka ze otwiera sie oczy i nie widac roznicy, gdzies w oddali muzyka i odglosy ogniska, a ja sam ze soba. Tego potrzebowalem. Wracam, przy ognisku jakies teksty do ludzi (innej zalogi) „alterek sie zmeczyl dzisiaj idac do sklepu” i ogolna wesolosc chyba z tego powodu. Podszedlem, zapytalem czy dobrze sie bawia… i cisza. To powiedzialem „zmiencie temat” i poszedlem w pizdu na lodke.

Tak kurwa, zmeczyl sie. 2km do sklepu w tych butach i przy mojej kondycji troche meczy. Jakbym nie mial takiego dola jak mialem i byliby to inni ludzie niz byli to pewnie odebralbym to jako zart, czy cos. No bo o co sie obrazac, ja pierdole. Wiecie ze dopoki nie zostana przekroczone pewne granice to ze mna mozna wiele a juz na pewno nie strzelam fochow jak rozpuszczona trzynastolatka. Zreszta na focha mam okreslenie – fachowe obciaganie wiecie czego. Ale mialem dola, ogolnego wkurwa i jakies debilne gadki to bylo ostatnie co mialem ochote slyszec.

Inna sytuacja. Siedze na lodce, gadam z kims (we dwoch tylko). Podchodzi jakas dziewczyna z naszej zalogi, pyta go kiedy przyjdzie do ogniska. Mowie ze jestesmy zajeci i ze jak skonczy rozmawiac to przyjdzie. A ta ze „nie mowilam do ciebie”. No wtf kurwa, niech wypierdala. Na pytanie czy jej sie cos nie pomylilo nie odpowiedziala.

Kolejna opcja? Plan byl taki ze plyniemy do totalnej dziczy, w chuj, daleko. Jedna dziewczyna z drugiej lodki (bo sa dwie lodki) wychodzac wypierdolila sie i rozwalila noge. Zreszta gdyby nie ja to by wpadla zupelnie, bo stalem najblizej i ja zlapalem. Miala kiedys dwie operacje na ta noge, bolalo ja jak skurwysyn, potrzebowala sanitariatu (prysznica) zeby robic oklady, wiec zmienilismy plan ze plyniemy do innej dziczy, ale mniejszej – takiej gdzie jest prysznic kilometr od wyspy. A moja zaloga ze nie i chuj. I zadnej dyskusji. No kurwa. Laska sie generalnie poryczala (z bolu i tego wszystkiego), ja i pare osob stanelismy po jej stronie a tamci nadaja, i napierdalaja, i ogolnie wielki cyrk, ze oni tu przyjechali tylko do tej dziczy itd. To powiedzielismy ze kurwa nie ma w ogole zadnej dyskusji i chuj. Potem jak juz polecielismy do tej mniejszej dziczy i bylismy sami tez napierdalali (ze szantaz, ze jej ta noga nie boli) itd. Powiedzialem ze juz kurwa nie moge tego sluchac, ze koniec tego tematu bo mnie chuj strzeli. No kurwa, takiej ilosci jadu i nienawisci dawno nie widzialem.

Nie znam tamtej dziewczyny, moze ona rzeczywiscie histeryzuje. No ale kurwa, w ogole co to za akcja. Albo jestesmy wszyscy razem albo nie.

Poza tym jestem chyba uzalezniony od cywilizacji. Od netu, od… Spokoju, intymnosci. Nie lubie byc z ludzmi za dlugo.

Juz pomijajac ze mialem niezla jazde nerwicowa wczoraj rano, nawet dziewczyna kumpla zauwazyla i zapytala czemu taki blady jestem. Kurwa, myslalem ze zejde. Nienawidze tego. I nienawidze o tym gadac. Bo to nie wspolgra z tym jaki jestem, jaki chce byc. Nienawidze byc zalezny od jakiegos syfu, od flashbackow ze spierdolonego dziecinstwa, ktore ciagle w najmniej odpowiednich momentach wracaja.

Pani k. tez bedzie miala takie jazdy. Tzn. mam nadzieje ze nie, ale to bardzo prawdopodobne…

No nic, jutro stad spierdalam. Pewnie minie tydzien i bede chcial wrocic, ale ja juz taki pojebany jestem.

(niedziela wieczorem)

Generalnie ten dzien zmazal wszystko co zle. Bylo zajebiscie, ustalilismy ze nie wracamy juz do tego co bylo zle. Potem dobilismy do portu, spotkalismy duzo znajomych (moich, z Wawy, w tym ruda, o ktorej pisalem wam rok temu), bylo sto litrow piwa, wszyscy sie najebali na tyle ze pili piwo z wiadra do ktorego wczesniej szczali itd. Ktos sie obszczal, ktos jak zwykle dostal od kogos w morde, generalnie z perspektywy alterka (ktory kropli dzis nawet nie wypil bo jutro prowadzi) wesolo to wszystko wygladalo. Bylo duzo lodek i zeby np. wejsc na nasza trzeba bylo przejsc przez cztery inne, wiec tylko robilismy zaklady ile osob plumknie do wody. Poki co wiem o jednej. Taki koles, poznalem go rok temu. A moze dwa lata, nie pamietam, w kazdym razie ostro sie wtedy scielismy bo chcial prac mojego kumpla, ale potem juz sie dogadalismy. W porzadku jest.

Ogolnie spoko juz.

(wtorek)

Przyjechalem, padlem (zmeczony jak cholera, jechalem w totalnej ulewie), wstalem, jajo przejechalo 550km i spalilo 25l, czyli 4.6l na setke – calkiem niezly wynik, co?

Ej i to nie bylo tak ze bylo zle. Bylo zajebiscie. Po prostu jak bylo dobrze to z nimi siedzialem a jak zle to sie zaszylem w pizdu i pisalem notke. Czesto jest tak ze pisze notke jak jest zle a jak jest dobrze to nie pisze, wiec mozecie miec wrazenie ze moje zycie jest smutne, nudne i w ogole. Nie jest tak. Zaje jest ogolnie.