Date: Mon, 14 Feb 2005 00:47:47 +0100

Witaj Alterku!

Mam na imię Kasia i jestem z Warszawy.

Całkiem przypadkowo trafiłam na Twoją stronkę i muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem. To co napisałeś w swoim blogu o miłości, przyjaźni, zazdrości, tęsknocie… to takie piękne i niesamowicie dojrzałe. Widać, że jesteś wrażliwym, a nade wszystko bardzo wartościowym chłopakiem.

Date: Tue, 08 Mar 2005 16:07:19 +0100

nie wiem czemu akurat dzisiaj trafilam na Twoja stronke, ale bylo mi to bardzo potrzebne. nie wiem czy jeszcze korzystasz z tego adresu (…) ale prawie sie rozplakalam czytajac o waszej milosci, marzeniach, problemach. bo piszesz w taki sposob trafiajacy prosto w serce.

2005 rok, ponad 5 lat temu. Sporo takich maili dostawałem. Kiedyś. Teraz nie dostaję. Gdzieś po drodze się ten stary Alterek zgubił.

Date: Thu, 20 May 2010 19:40:11 +0200
Subject: blog…

Hej,

nie chcę się zbyt narzucać, ale chyba już czas, żebyś coś napisał… :&

4:46. Trzeci raz zaczynam pisać tą notkę. Tę. Notkę. Tę. Tą. Chuj. Zastanawiam się czy jest sens w ogóle jeszcze cokolwiek tutaj pisać.

Siedzę, słucham, myślę. Nad przeszłością, taką dawną przeszłością, nad teraźniejszością. Nie, Alterek się nie zgubił. Chyba po prostu dojrzał do pewnych spraw. Gdy jesteśmy młodzi to wszystko jest czarno-białe. Sytuacje są jednoznaczne, jedni ludzie są dobrzy a drudzy są źli. Miłość jest na całe życie, podobnie nienawiść. Potem robimy się starsi i zaczynamy dostrzegać stopnie szarości. To że pewne rzeczy czasem nie są takie złe jak się wydają, pewne decyzje to wybór mniejszego zła, pewni ludzie robią różne rzeczy dlatego, że są tylko ludźmi. Słabymi, kierowanymi przez dużo różnych, często sprzecznych ze sobą emocji.

Każdego dnia uczę się nie oceniać ludzi. Wierzę że każda decyzja skądś się bierze, że osoba, która ją podejmuje, ma świadomość jej konsekwencji. Jeżeli wydaje mi się że nie ma to staram się jej je przybliżyć, ale decyzję nadal staram się zostawiać tej osobie. To nie zawsze działa. Jak słyszę od ciebie, że nie wrócisz do domu, bo masz w nim piekło, to nie wiem co mam ci powiedzieć. Że musisz tam wrócić? Bo co, bo będą cię szukali, bo nie przeżyjesz na ulicy, bo będą szukali u mnie? Bo musisz się pouczyć żeby spróbować zdać? Bo ktoś niekoniecznie w twoim typie może zerżnąć cię na sucho niekoniecznie patrząc na to, czy tobie się to spodoba czy nie? Bo zabiłbym jak psa każdego, kto zrobiłby ci krzywdę, ale nie mogę być przy tobie cały czas? Gdy stoimy w nocy pod klatką i słyszę od ciebie, że nie wrócisz do tego domu, a wiem że nie mogę zabrać cię ze sobą, to jestem taki bezradny że sobie tego nawet nie jesteś w stanie wyobrazić.

Taka może trochę pesymistyczna notka. Sporo się ostatnio w moim życiu dzieje. Jakieś trzy lata temu zgubiłem gdzieś siebie. W sumie nie 3 lata temu, nie było konkretnego wydarzenia. To się działo stopniowo. Teraz pomału próbuję odnaleźć te zgubione kawałki. Nie potrzebując maski, nie uważając na każde słowo, mogące zdradzić moją prawdziwą twarz i odsłonić podatne na zranienia serce. Do tego serca jest trudny dostęp. I tak, stwardniało trochę przez ten czas. Ciągle twardnieje. Każdego dnia, gdy zranię kogoś bliskiego, serce twardnieje coraz bardziej.

Czasem w nocy nachodzą mnie różne dziwne myśli. Że nie nadaję się do ludzi, bo tylko ich ranię, że nie ma chyba osoby, której życie zmieniłbym na lepsze. Że wszyscy prędzej czy później żałują, że mnie poznali.

Potem mi przechodzi.

Zawsze jakoś coś mnie ciągnęło do ciebie mimo wszystko. Strasznie nie chciałam żeby dotarł do mnie fakt ze jesteś skurwielem, egoistą i chodzącą kupą gówna do ranienia ludzi w momentach kiedy nawet się tego nie spodziewasz. pominę ranienie z premedytacją. chociaz moze to nie jest ranienie. to jest wysysanei soków, żerujesz na ludziach. (…)

wiesz co jest dla mnei w tym momencie najgorsze? nie to, że tyle razy czułam sie jakbyś mi przyjebał w twarz, ze tyle razy mnie zraniłes, że nosze na sobie blizny po tym jak się przez ciebie okaleczałam. najgorsze jest to, że kiedyś powiedziałam ci ze nigdy nie powiem „załuję ze cię poznałam”.

Żałuję że cię poznałam, Alterku. zdychaj w spokoju.

I tak to wszystko generalnie wygląda. Jestem trudnym materiałem na przyjaciela.

Tak przy okazji tego tematu to wiem że ostatnio was zaniedbałem. Nie tym że nie pisałem notek, bo i tak już prawie nikt ich nie czyta. Ale chodzi o to że nie było mnie na GG, nie odpisywałem na SMSy albo odpisywałem jednym, dwoma słowami. Niektórzy z was myśleli że się na was o coś obraziłem. To nie tak. Po prostu musiałem pobyć sam. Taki czas, taki okres. Musiałem zostać sam ze sobą i przemyśleć kilka rzeczy, ale nadal was potrzebuję. I cieszę się że was mam.

Dojrzewa we mnie decyzja o wyprowadzce. W sumie nie chodzi o samo życie samemu, bo to nie problem, ale o te wszystkie inne problemy, które się z tym wiążą. Chciałbym uniknąć załatwiania kwadratu (czyli płacenia psu w dupę za wynajem albo brania kredytu na własne na 30 lat).

Dostałem list od ojca, odpisałem mu. Takie tam sprawy sądowo-różne, żebym wystąpił o zaniechanie egzekucji alimentów bo inaczej on wystąpi do sądu. Wystąpię. Myślę nad zaproponowaniem mu spotkania w najbliższym czasie. To też będzie mały przełom. Sporo spraw związanych z dzieciństwem chciałbym sobie poukładać, zanim będzie za późno. Zanim ojciec zapije się na śmierć.

Powoli dociera do mnie, że moje życie nie jest pojebane dlatego że ja jestem pojebany. Nie tylko dlatego. Problem jest taki, że ja otaczam się ludźmi, którzy mnie potrzebują. Którzy mają ze sobą jakieś problemy i potrzebują takiego alterka, który zrozumie, uspokoi, przytuli, ukoi. Który zaakceptuje, będzie przyjacielem, z którym wszystko będzie prostsze. Który weźmie na siebie część problemów i rozwiąże je za ciebie. To nie jest zdrowe. To nie tworzy zdrowych relacji, to nie sprawia że ja czuję się tak, jak powinienem się czuć w normalnych relacjach z ludźmi. Powoli to zmieniam. Nie eliminuję ze swojego życia ludzi – nie mógłbym tak, na pewno nie z tego powodu. Za dużo dla mnie znaczycie wszyscy, to wy zbudowaliście mój świat i po każdym z was zostałaby ogromna dziura w sercu. Ale staram się prostować relacje z innymi. Mniej uzależniać ludzi od siebie, bardziej im ufać. Pozwalać im rozwinąć skrzydła, nawet gdyby miało to oznaczać, że nie mamy już sobie nic do zaoferowania.

Chciałbym jeszcze kiedyś pogadać z kilkoma osobami, z którymi znajomość zakończyła się nie tak jak powinna się zakończyć. Z tup, z n. Z paroma innymi osobami, które kiedyś przewijały się przez moje życie, a potem z jakiegoś powodu przestały się przewijać. Męczy mnie to ogólnie. Pamiętacie jeszcze tup? Ostatnio wieczorem leciałem na moto obok jej bramy (wracałem do domu) i wydawało mi się że ją widziałem. Pewnie tylko mi się wydawało.

Obok tego wszystkiego swoim torem toczy się CBT. Stwierdziłem że tym razem doprowadzę to do końca. Bo jak nie teraz to kiedy? Będzie bolało, będzie bardzo bolało…

Kolejnym etapem będą studia. Pewnie na polibudzie, ale to się okaże.

No i tak. Wierszyka nie będzie, bajki na dobranoc też nie. Wiem że mi to wybaczycie.