Mam do was prosby. Cztery prosby.

Prosba pierwsza. Bierzcie odpowiedzialnosc za swoje slowa. Znajcie wage tych slow. Nazywajcie ludzi przyjaciolmi ostroznie, mowcie „kocham”, gdy jestescie tego pewni. Nie dziwcie sie, ze jezeli cos mowicie to ma to swoje konsekwencje. Ze jezeli powiecie komus „spierdalaj” to ta osoba zastosuje sie do waszej prosby. Ze jezeli cos komus powiecie zeby go zranic, to ta osoba w to uwierzy. I tlumaczenie ze „ja tak wcale nie mysle, chcialam ci tylko dojebac” wcale tego nie naprawi. Bo zeby wasze slowa nie bolaly to ta osoba musialaby miec was w dupie. A to chyba nie o to chodzi.

Dotyczy to tez odpowiedzialnosci za to co robicie. Jezeli ktos wam cos powie w zaufaniu a potem dowiaduje sie tego od kogos trzeciego to nie macie prawa sie dziwic, ze ta osoba wiecej juz wam nic nie powie. Ze kolejne pytanie o cos osobistego zostanie skwitowane „nie twoja sprawa”. Tym bardziej jezeli kilka miesiecy temu w podobnej sytuacji jeden kredyt zaufania juz wykorzystaliscie.

Prosba druga. Nie wchodzcie tam, gdzie ktos was nie chce. Nie probujcie na sile naprawiac relacji miedzy ludzmi, ktorzy was o to nie prosili i ktorzy wyraznie wam mowia, ze to jest ich sprawa. Czasem miedzy ludzmi, ktorzy sa blisko i znaja sie od lat, tworza sie specyficzne relacje, ktorych wy, bedac na zewnatrz, nie zrozumiecie. Tym bardziej znajac wersje tylko jednej ze stron, ktora uslyszeliscie pod wplywem ogromnych emocji. Nie oceniajcie ludzi (szczegolnie tych, ktorych nazywacie przyjaciolmi) po tym co uslyszycie od innych.

Prosba trzecia. Nie szantazujcie samobojstwem. To cios ponizej pasa, to bardzo nie fair. Gdy tak robicie zeby kogos przy sobie zatrzymac to nie dziwcie sie, ze moze to odniesc przeciwny skutek. Ze ktos moze nie miec ochoty uwazac na wszystko co robi, zeby wam przypadkiem znowu cos nie odjebalo. Nie dziwcie sie, ze w ten sposob ludzie sie od was odsuwaja. Ze ich tracicie. Nikt nie chce nosic na sobie odpowiedzialnosci za wasze zycie. To zbyt duzy ciezar.

Prosba czwarta. Nie uzalezniajcie sie calkowicie od jednej osoby. Nie opierajcie na niej swojego swiata. Bo wszyscy jestesmy tylko ludzmi i nie zawsze jestesmy w stanie udzwignac bagaz swoich problemow a co dopiero dodatkowo czyjs swiat. Szczegolnie jezeli laczy sie to z wasza tendencja do prob samobojczych.

Musicie miec swoj niezalezny swiat, zeby moc kogos do niego wpuscic. Inaczej to predzej czy pozniej musi sie skonczyc zle.

Prosba ktoras (nie licze). Nie udawajcie kogos kim nie jestescie bo wydaje wam sie, ze druga osoba potrzebuje kogos innego. Najczesciej naprawde tylko wam sie tak wydaje. Nie bedziecie w ten sposob szczesliwi, wiec gdy to za dlugo bedzie trwalo to w koncu nie wytrzymacie i pieczolowicie budowany zamek z piasku runie w jednej chwili, grzebiac wszystko co do tej pory zbudowaliscie. Nie da sie budowac relacji na klamstwach. Wydaje wam sie ze jestescie bezwartosciowi? Ze nikt sie nie zainteresuje prawdziwymi wami? Pozwolcie ocenic to innym – nie jestescie obiektywni. Bo wam moze sie wydawac ze jestescie do dupy, a ktos inny moze potrzebowac wlasnie tego, czego tak w sobie nienawidzicie.

Takich kilka slow. By zylo sie lepiej.

(kurwa, dlaczego znowu czuje sie jakbym zyl w emocjonalnej piaskownicy i bawiac sie lopatka wykopal odchod pieski?)