alterek blog

    Twój nowy blog

    Znowu złe sny chujowe. Śnią mi się rzeczy które nigdy nie powinny się śnić. Rozpierdala mnie to od środka.

    Ceny paliwa też mnie rozpierdalają. W sumie jak tak sobie teraz liczę to wydaję na wachę miesięcznie 1/4 tego co zarabiam. Jebana akcyza.

    Opierdol w robocie od szefa że nic nie robię. Najgorsze że ma rację, kurwa. Mam spory projekt który się ciągnie niewiadomo ile bo nie mogę się za niego zabrać. No nie mogę ni chuja kurwa i tyle. Trzeba postępować tak jakbym postępował normalnie. Czyli gdyby mi się chciało. Najpierw ogólny zarys, założenia, plan, model całości, potem od ogółu do szczegółu i jakoś to pójdzie. Pójdzie, nie? Najtrudniej zacząć. Tylko że mi się wszystkiego odechciewa jak o tym myślę. Bo to jest tak jak w szkole, nawet możesz chcieć coś zrobić, ale jak czujesz że musisz, czujesz presję, to ci się naprawde nie chce. Kurwa. Ale muszę. Ehh ja pierdolę.

    I znowu zamiast alterek.blog.pl wpisałem alterek.blip.pl. Alterek jest na blipie. Ale pod inną ksywą. Zresztą 95% z was i tak ją zna.

    Aku w samochodzie zdechł gdzieś w pizdu i miałem przymusowy kurs na Orlen po nowy. Baset przyjechał i poratował kablami rozruchowymi, tyle dobrze, bo wydałbym fortunę na taryfę. I 459 zł w plecy. Wziąłem na fakturę więc stówę mniej, ale i tak dojebali taką cenę, że chyba ktoś się z chujem na łby pozamieniał. Do tego jak przyszło do płacenia to okazało się odmowa transakcji, zajebiście, hajs się na koncie skończył, a do mBanku nie mogłem się dodzwonić żeby mi przelali. Tyle dobrze że sosna pożyczył 5 stów. W ogóle okazało się że w tym warsztacie w którym siena stała po wypadku nie wymienili tego aku tylko go skleili. Skleili, kurwa, rozjebany akumulator jebani, kurwa, ale 7 tysiaków wzięli. A w protokole szkody czy jak to chujstwo się nazywa było że aku do wymiany. Dobrze że porobiłem wtedy foty od środka. Wtedy i teraz tego aku. I widać że to ten sam. Zadzwoniłem do nich i nawet nie musiałem ryja drzeć, przeprosili, mam przyjechać po kasę. W 21 wieku, kurwa, w dobie internetu i praktycznie obowiązkowych kont bankowych, jeździć po kasę. No ale chuj.

    I CB rozjebałem. Tzn. mikrofon. Ale to akurat najmniejszy problem. Chociaż jak się jedzie na dwa samochody to dobrze jest jednak mieć ze sobą łączność halfdupleksową a nie simpleksową. No ale chuj tam jest ok.


    http://pl.wikipedia.org/wiki/Simpleks_(telekomunikacja)


    http://pl.wikipedia.org/wiki/Dupleks_(telekomunikacja)

    No.

    01:59:17 <@jebanawiewiorka> czë
    01:59:20 <@shadow_no> dzies sie zapadl
    01:59:26 <@jebanawiewiorka> shadow_no, takie tam osobiste
    01:59:33 <@shadow_no> jebanawiewiorka: bardzo zle?
    01:59:44 <@jebanawiewiorka> shadow_no, nie tam, po prostu mnie wkurwiaja pewne osoby stad i mi sie na nie patrzec nie chce
    01:59:46 <@jebanawiewiorka> jebac
    01:59:58 <@jebanawiewiorka> teraz chlam w samotnosci podkreslajac chujowosc sytuacji.
    [...]
    02:02:09 * jebanawiewiorka sobie pomyslal
    02:02:17 <@jebanawiewiorka> ze z shadem traci kontakt
    02:02:21 <@jebanawiewiorka> odkad go nie ma na czacie
    02:02:24 <@jebanawiewiorka> znaczy wiewiorki nie ma
    02:02:26 <@jebanawiewiorka> no to wszedl
    02:02:28 <@jebanawiewiorka> bo lubi shada
    02:02:30 <@jebanawiewiorka> i nie chce tracic kontaktu
    02:02:43 * shadow_no lubi i rozumie wiewiorke
    02:02:47 * jebanawiewiorka :*
    02:02:51 * shadow_no :*

    Brzuch mnie napierdala kurwa jego szanowna była mać.

    Są takie momenty kiedy samoocena leci totalnie na ryj, kiedy człowiek uświadamia sobie, że tak naprawdę to jest gorszy od innych, że są kategorie, w których nigdy im nie dorówna. Momenty w których jest zmuszony odgrywać teatr a nie chce go odgrywać. Więc nie odgrywa. I jest źle.

    Bo ja ogólnie pojebany jestem, nie nadaję się do ludzi, nie dogaduję się z nimi, wkurwiają mnie – z kimś może mi się fajnie gadać na necie, a w realu mnie ta osoba wkurwia, a nawet jak nie wkurwia i na początku jest spoko, fajnie się pije i w ogóle jest zajebiście, to po spędzeniu razem np. tygodnia w odosobnieniu w grupce paru zajebistych internetowych znajomych wszyscy jakoś się dogadują a ja mam ich głęboko dosyć, jestem gdzieś osobno, myślami zupełnie daleko – chyba nawet wśród nich, ale tych w necie, nie z reala. Często tak jest. Wtedy czuję się tak totalnie aspołeczny, niedogadujący się z nikim i niepasujący do nikogo, że pojęcia nie macie.

    Smutne jest to że jestem praktycznie pewien że tak samo byłoby nawet z y. Że zarywając niejedną noc na smsowanie do rana, w realu nie mielibyśmy o czym gadać. Że nie byłoby już tego otwartego alterka, byłaby moja poza w realu – agresywna, defensywna. Nastawiona na odparcie wyimaginowanego ataku i ciągłe udowadnianie sobie i innym że to co pływa po wodzie i kwacze (kwaka?) nie nazywa się kaczka tylko jebany hipopotam. I tak się ostatnio od siebie oddalamy. Ale tak czy inaczej. Mam gdzieś na dnie serca wizję przyjaźni bez granic, w realu, takiej szczerości do bólu i zrozumienia… To jeszcze z czasów kiedy miałem 15 lat i wszystko idealizowałem. Ale nigdy nie umiem się otworzyć na tyle na ile bym chciał. A nawet jak już umiem to i tak po jakimś czasie czuję się jak w klatce. Jest jakaś taka bariera że gdzieś w głębi serca oddzielam się, zamykam, separuję. Mam swój świat, do którego chciałbym kogoś zaprosić, ale nie umiem.

    Powiecie że z ch. było inaczej? Że to mi się wtedy zrobiło? Chuja prawda. Z nim było tak samo. Może teraz wydawać się inaczej bo zawsze idealizujemy wspomnienia, ale było dokładnie tak samo. Miałem swój świat, swoje tajemnice, i byłem w tym świecie zupełnie sam. Mimo że wcale tego nie chciałem. Jak zawsze.

    Wiecie o co mi chodzi? To mi wytłumaczcie. Bo ja czasami sam nie wiem o chuj mi w tym życiu chodzi.

    Ogólnie to często czuję się samotny. Bardziej niż wam się wszystkich wydaje. Wiem, mam was. Dziękuję wam za to. Wy też mnie macie. Ale i tak często czuję że nikt nie byłby w stanie zrozumieć tego co mi chodzi po głowie. A jak daję komuś szansę to okazuje się że miałem rację. A przecież nie jestem jakiś chuj wie jaki wyjątkowy, jestem taki sam jak wy.

    Czasem jestem samotny wśród tylu ludzi. Którym tylko wydaje się że wiedzą co siedzi w tym pustym alterkowym łbie. Siedzę ze znajomymi albo gdziekolwiek i udaję że wszystko jest w porządku. Nie, kurwa, nie jest w porządku. Jedni udają że się przejmują, inni naprawdę się przejmują, ale tak naprawdę każdy ma swoje życie, swoje radości i problemy. Nie mam prawa nikogo obciążać tym że mam pusty zjebany łeb i szukam dziury w …nie, nie w dupie. W dupie dziura ma pełne prawo być. No tam gdzie jej nie ma, w czole, kurwa.

    Jest sobie mała knajpka w której kiedyś się bywało. Zresztą jest kilka takich knajpek w których spędzało się wieczory. Pewnie i tak już dawno zapomnieli że kiedykolwiek istniał taki alterek. Bywałem tam często z rok temu, teraz nie pamiętam kiedy byłem ostatnio. Przestałem dzwonić do ludzi, ludzie przestali dzwonić do mnie i tyle. Z rudą się ostatnio tam spotkałem. A nikogo nowego nie chce mi się poznawać. Ludzie mnie wkurwiają. Chcę być sam w swoich czterech ścianach, a jednak kogoś/czegoś mi brakuje. Widzicie w tym jakiś sens?

    I to jest chyba odpowiedź na to dlaczego od zawsze uciekałem w świat przedmiotów. Od dziecka w świat elektroniki i programowania, były epizody z fotografią, teraz motoryzacja, ale w tym świecie nadal jestem sam. W sumie to ja tam odpoczywam. Ale ile można odpoczywać… I ciekawe kiedy ucieknę na dobre tam gdzie kończy większość takich pojebanych tanich romantyków jak ja. W alkoholu. Na samym dnie. Po osiągnięciu którego zagłębiają się w mule.

    23:37:46 < Shade_> Ty to byś mgł biuro doradztwa matrymonialnego
    23:37:52 < Shade_> założyć ,,hehe
    23:38:06 <@jebanawiewiorka> ja sie nie znam na tym
    23:38:23 < Shade_> oj właśnie odnosze wrażenie że się kochany znasz ;)
    23:38:46 <@jebanawiewiorka> nie znam
    23:38:51 <@jebanawiewiorka> ja glupi wiewior jestem
    23:39:16 < Shade_> wcale nie , poczytalam sobie troche Twojego bloga ;)
    23:40:16 <@jebanawiewiorka> alterka? to moja jeczarnia/wykrzyczalnia

    Taka prawda.

    Mało ludzi zasługuje na szczerość, wiecie? Reagują egoistycznie, czasem histerycznie, a potem się dziwią, że niektórych rzeczy im się nie mówi. Taki jest świat, mówicie „mi można powiedzieć wszystko” ale to tylko puste słowa. Czyny się liczą kochani a nie słowa, powiedzieć to sobie każdy może cokolwiek. I nie, nie powiem wam wszystkiego. Powiem dużo tym którzy według mnie na to zasługują, którzy to uszanują i docenią. Zresztą czasami tak łatwo można się pomylić.

    I to nie o tobie kaziula.

    *pochlania ostatniego chipsa i dopija cole*

    Ona jest
    Jak przesliczny kwiat
    A on ma
    W dupie caly swiat

    Ona jest
    Jak bezpanski pies
    A on dla niej
    Moglby gwozdzie jesc

    Mialem tu cos napisac i nawet mialem napisane, ale w sumie co za roznica.

    Alarm w moto mnie wkurwia bo jest malo czuly. Zrobilem mala burze mozgow (no dobra, jednego mozgu), mam kilka pomyslow i nie moge sie zdecydowac. Czujnik udarowy, taki jaki jest w samym alarmie? Czujnik rteciowy? Wstrzasowy (np. piezo)? Dotykowy? Mikrofalowy? Akcelerometr? Na razie moim faworytem jest akcelerometr i piezo. Ale to jeszcze zobaczymy.


    http://www.freescale.com/webapp/sps/site/prod_summary.jsp?code=MMA7260QT

    O ten np. mi sie podoba.

    Pomyslalem sobie jakby to bylo byc kaleka. Takim przejebanym, co sie nawet zajebac nie moze. Albo brzydkim jak smierc np. po poparzeniu twarzy. Na pewno frustracja, rozpierdolilbym z powodu zazdrosci i kompleksow wszystkie znajomosci, ktore by mi zostaly, stalbym sie zgorzknialym, nienawidzacym ludzi, nastawionym defensywnie fiutem i dopiero wtedy poczulbym co to samotnosc. Bo juz naprawde nikomu nie zalezaloby na znajomosci ze mna, to ja musialbym sie starac. Pewnie chcialbym uciec. Nie zajebalbym sie (jestem na to za duzym tchorzem) wiec ucieklbym w Internet i alkohol. Tak, to jest prawdopodobna wizja.

    A wy kiedys nad tym mysleliscie? W takiej perspektywie sprawy odkladane na pozniej (czyli na nigdy, nie oszukujmy sie) nabieraja troche innych barw. I chce sie zyc pelnia zycia dopoki mozna…

    A chuuj, to wszystko i tak jest chuja warte, i tak zdechniemy i do piachu i tak.

    Wiem, optymizm az tryska.

    - jak scigalismy sie z tym mercem to nie balas sie ze nie wyhamujemy przed swiatlami?
    - za glupia jestem zeby sie bac

    A niedawno bylo „daj mi na pismie ze nie chcesz mnie zabic”…

    Tak mijaja dni bez ciebie
    Z cisza posrod czterech scian
    Nie przekrzyczy jej moj strach

    Tak mijaja dni bez ciebie
    Kazdy z nich jest chuja wart
    Tesknie juz ostatni raz

    Wyszkoni. Lubie Wyszkoni.

    Sny zue miauem. Niewazne jakie, emocje sa wazne. Obudzilem sie tak rozpierdolony ze pojecia nie macie. Na szczescie szybko przeszlo.

    Fashion, put it all on me

    Kurwa, jak juz sie odzywacie po latach to moze zachowajcie chociaz resztke pozorow i nie wyskakujcie od razu z tym ze czegos chcecie, co?

    30.10.2009
    Decyzja o zejściu z leków przeciwpojebowych. Powodów kilka, nie chcę o tym pisać. Efectin 150 ER zmieniamy na 75 ER. Docelowo zostajemy na 75 ER, schodzimy na 37.5 ER albo całkowicie, ewentualnie wracamy na 150 ER, jak będzie nie do wytrzymania. Spodziewam się niezłych jazd – kumpel po rzuceniu (całkowitym, z dnia na dzień) już się ze wszystkimi pożegnał i prawie sfrunął z okna. Uprzedziłem przyjaciół że jeżeli kiedykolwiek będę ich potrzebował bardziej niż zwykle to pewnie właśnie teraz, przez kilka najbliższych tygodni.

    1.11.2009
    Atak. Ale chyba niezwiązany.

    2.11.2009
    Chce mi się Efectinu. Uzależnienie?

    4.11.2009
    Dodatkowo zaczynam brać antybiotyk – Cipronex. Podobno teraz są zalecenia żeby leczyć nim IBS. Eksperymentalnie spróbujemy. Mam to brać przez 10 dni. No to biorę.

    6.11.2009
    Nie jest źle. Główne efekty uboczne do zniesienia – ekstremalnie łatwa wkurwialność w dzień (wkurwia mnie dosłownie wszystko, mało brakowało a zajebałbym na ulicy kolesiowi który darł ryja i znowu skończyłoby się na komendzie jak ostatnio) i spore doły w nocy. Szkoda że przez mojego wkurwa obrywają psychicznie bliscy. Przynajmniej nie ma myśli samobójczych, raczej wszystko lata mi koło dupy, żyć może się nie chce, ale zdychać też nie. Zresztą to i tak tylko wieczorami. Dodatkowy efekt – w końcu normalnie śpię, zasypiam o 22, budzę się o 6, cały dzień przede mną. Początek nowego?

    8.11.2009
    Chyba organizm powoli się przyzwyczaja. Wracam do normy. Pojawiają się emocje o takim zabarwieniu jakiego naprawdę dawno nie czułem. Trochę mnie przytłaczają, ale to nic. Przypomina mi to czasy kiedy byłem naprawdę wrażliwy. Kiedy zdarzało mi się płakać ze wzruszenia. Jest dobrze. Może poczekać z tydzień i zejść na 37.5?

    9.11.2009
    Chuj a nie wraca do normy. Znowu noc psu w pizdę. Potem atak jakiego dawno nie miałem. Nawet benzo nie pomogło. Ostatnio tak było jak 2-3 dni w ogóle nie brałem Efectinu. Było do przewidzenia. Gonitwa myśli, samoocena leci na ryj, mam ochotę zamknąć się przed ludźmi w wygasłym wulkanie. Pojawia się myśl o powrocie do CBT, książki albo Lindena i załatwieniu tego tym razem raz a dobrze. Naprawdę dowolnym kosztem.

    More to follow?

    Death note

    2 komentarzy

    20:46:13 <@alterek> nie kurwa, rzucajac leki przeciwdepresyjne bede tryskal energia i dobrym humorem
    20:48:13 < staramsie> jak mi przykro ze sie zle czujesz ja tez sie zle czuje
    20:48:22 <@alterek> zartujesz?
    20:48:25 <@alterek> przeciez nawet mnie nie znasz
    20:48:42 < staramsie> znam cie z czata :)
    20:48:44 <@alterek> nie znasz
    20:48:59 <@alterek> ja np. mam w dupie 90% osob stad i ich nastroje
    20:49:19 < staramsie> to źle że masz w dupie
    20:49:21 <+sebcio> to niefajnie alterek
    20:49:26 <@alterek> zle bo dupa od tego rosnie.
    20:49:32 <@alterek> ide ten jebany antybiotyk wziac

    Tak w temacie.

    Gryzę.

    I kask kupiłem. Nolan N84.


    http://www.motogen.pl/laboratorium/testyakcesoriow/nolan-n84-n-com-duma-wloskiej-marki,art20.html

    Nolan kojarzy mi się z Silanem. Silan z Samirą.

    Znalazłem swojego „bloga” z 2004. Od 3 stycznia do 25 marca. Bosz. Ogólnie dużo rzeczy o których już dawno zapomniałem. Ale to było tylko w kompie i tylko moje, nie udostępniałem nigdzie. W sumie inny plik zacząłem pisać jakoś tak w 2003. I piszę do dzisiaj. 26 tysięcy linii, 906kB… Whatever.

    Alterek. W wersji ugrzecznionej.

    0da368dcfd.jpg

    Z elfimi uszami.

    b144015936.jpg

    Luxe wróciła.

    21:16:36 | <v> napisz lepiej cos na bloga.
    21:16:43 | <v> bo chce poczytac.
    21:16:47 | <alterek> to mi inspiracje znajdz
    21:17:17 | <alterek> mnie musi natchnac zebym cos na bloga napisal
    21:18:22 | <v> bardzo rzadko piszesz ostatnio, raz w miesiacu wychodzi
    21:18:28 | <v> kiedys pisales czesciej ;p
    21:18:32 | <alterek> i tak za czesto.

    V. ma pamiętnik, A. ma pamiętnik, też sobie pamiętnik założyłem. W pliku w spvce. I też w nim nic nie piszę.

    Idą moje urodziny (tzn. za pół roku), możecie zrobić zrzutę na Celicę.

    Toyota Celica

    Toyota Celica

    Toyota Celica. Zachorowałem trochę na ten samochód, zajebiście mi się podoba. Dziewczyna kumpla ma.

    Oprócz tego możecie mi kupić kask integralny z Bluetoothem (Naxa FB?), skórę (wolałbym tekstylia ale skóra bezpieczniejsza, szczególnie na torze, a wybieram się na tor do Poznania), alarm spy moto i wydech IXILa.

    18:44:06 | <a> kuba do mnie dziś na 1 lekcji „ale zaaaajebisty motor z kolegami przy stacji widziałem” xd
    18:44:45 | <a> .. pamietasz jak w piatek mijaliśmy kube ?:D
    18:45:28 | <alterek> hahahahah to trzeba bylo mu powiedziec :D
    18:45:29 | <alterek> ze to ty
    18:45:38 | <alterek> tylko nie mowic ze ze mna
    18:45:39 | <alterek> tzn. nic o mnie
    18:45:54 | <a> by sie spytał ani.
    18:46:02 | <a> a ania by wiedziała kto był ze mną.
    18:46:10 | <alterek> w sumie
    18:47:07 | <a> w każdym bądź razie uznali że ten ktoś ma zajebisty motor który osiąga prędkość do „300 km na godzine -.-`”
    18:47:13 | <alterek> tylko 260 :D
    18:47:32 | <a> i zaczął mi opisywać ten motor bo nie wiedział jaka marka xD
    18:47:38 | <alterek> haha a ty co?
    18:47:52 | <a> a ja że sie na motorach nei znam, żeby mi dał spokój :D
    18:54:12 | <a> pierwsza lekcja.. wchodzimy do sali. kuba siada koło mnie..cisza i nagle „…alle zajebisty motor w piątek z kolegami widziałem”
    18:54:35 | <a> a ja oczy w slup :D

    Macie, kurwa, filmika z wczoraj (akurat testowałem mocowanie aparatu do kierownicy). Wawa, lewoskręt ze Świętokrzyskiej w Marszałkowską. Jakby ktoś nie poznał.

    Efectin sobie odstawiam do połówki. Tzn. już odstawiłem. Ze 150 ER do 75 ER. Jest kilka powodów, nie chcę o nich pisać, zresztą nieważne. W każdym razie jeżeli kiedykolwiek potrzebuję przyjaciół bardziej niż zwykle to wygląda na to że to będzie właśnie ten moment.

    Kurwa, nie lubię nikogo potrzebować. Samowystarczalny chciałbym być. Ale tak się chyba nie da.

    Wyłączyłem komenty na blogu. Na jakąś minutę. Potem włączyłem znowu.

    To tak na szybko.

    Stalled

    6 komentarzy

    Napisałbymnotkę. Ale nie mam o czym. Macie tak czasami że macie taką potrzebę wyrzucenia z siebie czegoś, ale kompletnie nie wiecie co to jest? I tak się zastanawiacie a im więcej myślicie tym bardziej chuj z tego wychodzi.

    Im bardziej Prosiaczek wchodził do środka, tym bardziej Puchatka tam nie było

    Coś mnie męczy od dłuższegof czasu. I nie jest to sumienie.

    (piszedługiegofmailadoshani)

    shani mówi że czasami ją przerażam. Jakby ona o mnie więcej wiedziała to dopiero by się przeraziła… Ale są rzeczy których nie dowie się nikt. W sumie luxe wie. I jakoś się mnie nie boi. Ale jej to ja się czasami boję. Oboje jesteśmy tam w środku ostro popierdoleni. Zresztą luxe wyjeżdża, zaczyna nowe życie i postanowiła zerwać kontat ze wszystkimi którzy kojarzą jej się z tym co jest teraz – żeby było łatwiej. Więc nie mam już luxe. Co zrobić, twardym trzeba być. Jak korek w dupie. A nie miękkim jak dupa, nie? Jej też jest z tym ciężko.

    Życzę jej jak najlepiej. Ale takie próby ucieczki, zaczynania zupełnie nowego życia są skazane na niepowodzenie. Bo od siebie samego nie da się uciec. A już na pewno nie w ten sposób. Tak czy inaczej chciałbym żeby jej się w końcu udało. Nawet kosztem naszej przyjaźni. Ja sobie poradzę, dużym chłopcem jestem („nie wyglądasz jakbyś miał sobie poradzić”, przejdzie teraz przez niektóre głowy… sure).

    Chuj. Będzie dobrze.

    Ducha szukaliśmy. Z Anią K. Jest sobie taka górka gdzie podobno straszy, dziewczyny widziały ducha w białych spodniach i bez twarzy, potem ten duch pojawił się u jednej z nich w kuchni i ogólnie je straszył, mówił że nazywa się Daniel, żeby tam nie piły bo on tam umarł itd. Więc ja jako naczelny sceptyk na wsi stwierdziłem że żadnego ducha nie ma, że w duchy nie wierzę i jak ktoś twierdzi inaczej to ma mi tego ducha pokazać. Więc poszliśmy tam wieczorem (było już totalnie ciemno), ona drży ze strachu, ja wołam ducha, „Daniel, pokaż się” itd., w pewnym momencie jakiś szelest w krzakach, niewyraźny zarys postaci w białych spodniach… Ania w krzyk i ucieka, mi trochę pewność siebie spadła ale podchodzę bliżej, a postać chyba jeszcze bardziej przerażona mówi „to tylko ja, ja jeszcze żyję” i odchodzi… I tyle było z ducha.

    Ja naprawdę chciałbym zobaczyć ducha. Bo przecież im się nie uroiło. Może wkręcają? A może to potęga sugestii? W sumie nikomu nie można dzisiaj wierzyć. Dlatego chcę swoim oczom uwierzyć.

    Kurwa, ostatnio mam wszystko w dupie. Naprawdę mało jest rzeczy na których by mi zależało. Którymi bym się tak naprawdę przejmował. Rozpierdoliłem samochód tak że pojechał na lawecie do kasacji… No to kurwa co z tego, kupi się nowy. Chuj że kasy nie mam. Zarobi się to się kupi. Kiedyś. Zresztą ludzie po wypadkach mają jakieś traumy, boją się jeździć, a ja normalnie następnego dnia w tym kurewskim śniegu wskoczyłem na motor i tylko mi zimno było. Jakoś to wszystko jest dla mnie takie odległe, co ma być to będzie, z każdej sytuacji jest jakieś wyjście, nie?

    Może to po prostu reakcja obronna. Zaraz będzie że się przechwalam czy coś. Nie kurwa, nie przechwalam się. Bo niby czym?

    ale Ty mnie zaskoczyłeś. owszem czytałam Twojego bloga, ale nie sądziłam,że to co na nim piszesz jest hmm… realne. myślałam,że to raczej rodzaj prowokacji i ciekawie przedstawionej fikcji. właściwie długo się nad tym zastanawiałam nigdy nie pytałam chyba brak odwagi zadecydował o pozostaniu w sferze domysłów. ale bardzo się cieszę,że mi powiedziałeś,że wszystko się wyjaśniło.

    Jest realne. Chociaż czasem wolałbym żeby nie było. Ale rzadko. Tak ogólnie to dobrze jest.

    Baset dzisiaj robi urodziny. 29. Nawet się nie napiję. Ale wolę się nie napić i mieć tą świadomość że wsiadam i jadę a nie muszę tłuc się jakimiś pociągami czy chuj wie czym. Daje mi to poczucie komfortu. Ogólnie odkąd zrobiłem prawko to praktycznie w ogóle nie piję. Czy to dobrze czy źle… Co za różnica.

    Macie kilka innych fotek z ostatnich dni. Sorry że nie w szerokości 320 (jak wszystkie inne tutaj), wybaczycie? Wiem, nikt tego nawet nie zauważył. Że zawsze dawałem foty przeskalowane do szerokości 320. Ale teraz mi się nie chce.

    Efekt głupoty.

    Like a player.

    A tak wygląda jak powiemy kumplowi „kup colę jak będziesz do mnie szedł”. No to kupił. Bo mi się kiedyś ośmiolitrowa śniła.

    Wasz wierny, zawsze ten sam…

    Pandemonium

    2 komentarzy

    Się jebie kurwa wszystko. Myślałem że może po niedzieli przestanie się jebać, ale jednak nie, nie przestanie. Kurwa.

    Coraz częściej mam potrzebę bycia samemu. Zupełnie samemu. Bez nikogo. Tylko ja i… ja. Zająć się czymś, bez ludzi, odpocząć. Ludzie ciągle czegoś ode mnie chcą. Czegoś czego ja nie chcę albo nie mogę im dać. Kurwa, bo ja czasami jak kot jestem. Nie, nie taki włochaty. Ale chodzę swoimi ścieżkami. Ludzie się zaprzjaźniają, przywiązują a potem mają mi za złe, że nie jestem taki jak im się wydawało. Taki jakiego by chcieli. Przywiąż się, ale nigdy nie próbuj mnie zmieniać… Kurwa, to brzmi jak tekst z profilu jakiejś niedopchniętej szesnastolatki na nk. Ale taka prawda.

    Coś jest bardzo nie tak jak powinno być. Pisałem to już kiedyś? No to kurwa piszę znowu. Bo nadal jest nie tak jak powinno być. Jak się dowiem co, to naprawię. Albo nie naprawię, ale przynajmniej będę wiedział co.

    Sny mam popierdolone jak baranie rogi na wietrze. Co jeden to lepszy, kurwa. Emocjonalne. Potrafią dopierdolić tak że cały dzień dochodzi się do siebie.

    Prochy ostatnio biorę nieregularnie. Jakoś tak wychodzi. I mam potem niezłe jazdy. Chociaż nie, kumpel odstawił i on to dopiero miał jedną wielką jazdę… Ale to w ogóle osobny temat i nie ma co o tym pisać.

    Literka „z” nadal mi się nie wciska.

    Dowiaduję się o znajomych coraz ciekawszych rzeczy. I w sumie to naprawdę mało mnie już zdziwi. To że przyjaciółka szła za kimś z nożem w celu wiadomym (ale w ostatniej chwili odpuściła, bo pomyślała o konsekwencjach) też mnie specjalnie nie zdziwiło…

    Mam monitor. Motor też mam. Nie, jeszcze się na nim nie zabiłem. Już wystarczy że się wstydu najadłem jak nigdy jak się przed chłopakami chciałem popisać. Mokro, ślisko, zimna opona, za dużo gazu i resztę możecie sobie dopowiedzieć. I kurwa nowy dekiel i owiewka porysowane. I wstyd kurwa taki że pojęcia nie macie. Przynajmniej już wiem że jestem w stanie podnieść to 220 kilogramowe monstrum. Aż dziwne bo jakoś specjalnie silny nie jestem. No ale skoro jestem w stanie, to dobrze.

    I luxe mi zamknęli gdzieś chuj wie gdzie w jakimś szpitalu albo innym chujostwie. I wyjeżdza niedługo. Do Londynu. A za miesiąc do San Diego, do faceta. Pewnie kontakt nam się rozluźni, kurwa, będzie mi jej cholernie brakowało… Ale najważniejsze żeby jej tam było lepiej niż tu. Już i tak ma ostro zrytą psychę przez tych wszystkich popierdoleńców tutaj.

    Kurwa, to wszystko jest zupełnie NIE TAK. Chuj, żyje się dalej.

    Znasz to?

    10 komentarzy

    <przewraca sie na lewy bok>

    <przewraca sie na prawy bok>

    <przewraca sie na lewy bok>

    <mowi pod nosem „kurwa”>

    <bierze do reki spvke, kladzie sie na plecach i odpala edytor>

    <ponownie mowi „kurwa” i mysli sobie ze go wkurwia zle wciskajaca sie literka „z” i ze kupilby nowy telefon, ale nie kupi>

    <mysli ile rzeczy ma ochote sobie kupic ale na razie nie kupi bo kupuje motor>

    <jednak kladzie sie na prawym boku>

    <powtarza „kurwa” i kladzie sie na brzuchu, wspierajac na lokciach>

    <kladzie leb na poduszce>

    <podnosi leb z poduszki>

    Mam, kurwa, paranoje.

    I chroniczna bezsennosc tez mam.

    A w sumie juz zapomnialem co chcialem napisac. Moze amnezje tez juz mam.

    garniak

    Nie wygladam na 45 lat, prawda? Prawda prawda? Prawda…?

    (tydzień później, już na kompie)

    Siedzę, myślę… O różnych rzeczach. O tym że nie umiem czasami dogadywać się z ludźmi. Że mnie 80% ludzi dookoła wkurwia i nie jestem dla nich przynajmniej neutralny – a mógłbym być. Żeby nie zaogniać niczego. Ludzie potem cierpią. Kurwa. Tak, ja też mam sumienie. Mimo że często go nie pokazuję – bo co tu pokazywać? – to mam. I czasami mnie gryzie. Nie powiem w co.

    O śmierci też myślę. Naoglądałem się różnych filmików z wypadków i myślę. Jakby to było. Co bym czuł, kto by płakał, a kto tylko wzruszył ramionami. W sumie nie boję się – byle nie stać się warzywem. Samej śmierci się nie boję. Bo zabić się to bym pewnie nie umiał. Tak celowo, jebnąć samobója, kurwa, to żałosne jest na swój sposób. Taka ucieczka w chuj zamiast rozwiązywania problemów. Ale nie chciałbym zginąć przez przypadek. Rozpierdoliłoby to bliskich. Was. Tzn. nie, nie was. Mimo że może nawet niektórzy mnie lubicie czy tam szanujecie, to nikt mi nie wmówi, że będzie wam jakoś bardzo mnie brakowało. Może na początku, potem człowiek się przyzwyczaja. Za dużo samobójów i śmierci widziałem. Jest dół, refleksja, brak tej osoby, potem do nas dociera, co się tak naprawdę stało i jest duży smut, ale później temat jakoś ginie w gąszczu codzienności. Jest ktoś, potem go nie ma, tak jakby gdzieś wyjechał, po prostu znika, a życie toczy się dalej. Taka brutalna prawda.

    Osoby które by się nigdy nie otrząsnęły można policzyć na jednym ręku nieuważnego drwala. Nigdy? Błąd. Nigdy to się matka nie otrząśnie. Każdy inny prędzej czy później tak. Nieważne czy to rok czy pięć lat.

    Nie żebym coś planował. Wprost przeciwnie. Lubię tego lajfa. Mimo że często mnie wkurwia, a jak jest źle, to mam ochotę zwinąć się w kłębek i zdechnąć w kącie – to lubię. Biorę z niego to co mogę. Po prostu tak sobie myślę… Czasami za dużo myślę.

    Zresztą jakbym planował to bym o tym nie pisał tylko to zrobił. Nie rozumiem tego, kurwa, ktoś się zabija i co, trąbi o tym? Żeby słuchać jak go wszyscy odwodzą, pierdolą „nie rób tego”, podczas gdy on ma na to już naprawdę wyjebane? Jak ktoś ma się zabijać to to robi i tyle. Jak pierdoli i grozi że się zabije to najwyżej potrzebuje uwagi, może woła o pomoc, „jestem tu, potrzebuję was, zainteresujcie się mną!”. Więc możecie spać spokojnie.

    Zresztą za stary już jestem na takie pierdolenie.

    Hajs, hajs… Kurwa, brakuje. Na liście kasy do wydania: naprawić samochód (jeden przewód hamulcowy cieknie i blacharkę trzeba zrobić, bo to kurwa wstyd jeździć z tak rozjebanymi drzwiami) i te dwa o:

    gsxf

    e2200hd

    Czyli motorek i monitorek. Z tym motorkiem to też nieźle. Znalazłem na otomoto Suzuki GSX 750F w zajebistym stanie, umówiłem się z kolesiem, spotkaliśmy się, obejrzałem, znajomy mechanik też obejrzał – stan rzeczywiście zajebiaszczy. Biorę. Umówiłem się z kolesiem że napisze mi maila z numerem konta, przelewam kasę, przyjeżdżam i biorę moto. Dojeżdżam na imprezę (bo od razu po spotkaniu jechałem na impr) a tu koleś dzwoni że jakiś samochód zajechał mu drogę, a on hamując wpadł w poślizg i położył maszynę. Jemu nic się nie stało (tylko trochę się poobijał) ale z silnika cały olej poszedł, podobno masakra. Pierwsza myśl – ściemnia, cena nie pasowała, no ale kurwa, przecież ustaliliśmy? No ale potem (bo dzwonił od razu po wypadku) okazało się że rzeczywiście był wypadek i że to jednak nie taka masakra, wyglądało groźnie ale szkody są minimalne. Do wymiany są tylko dwa elementy. Zamówił je, oryginalne z Suzuki, teraz moto stoi w warsztacie. Zrobią w tygodniu.

    Monitorek też fajny. Panoramiczny, 21.5 cala, Full HD a do tego w normalnej cenie. Będzie na czym pornole oglądać. Ale zobaczymy ile mnie ciuchy na moto wyjdą, bo to też droga impreza, tym bardziej że nie chcę na tym oszczędzać. Widziałem jak wyglądał ten mój stary kombinezon po upadku, wolałbym kolejnego szlifa (zawsze i każdemu może się zdarzyć – mówi się że nie ubierasz się do jazdy tylko do upadku…) zaliczyć w czymś solidniejszym, co nie podrze się po paru metrach lotu po asfalcie.

    Potem chciałbym telefon. I netbooka. Ale na to na razie hajsu nie mam. Telefon… Może? Nie wiem, kurwa, niby wkurwia mnie ta SPVka (bo już trochę się sypie), ale TyTN II (mój faworyt) nie ma… No zgadnijcie czego nie ma? Latarki nie ma. Takie podświetlenie, niby że lampa błyskowa. Drobiazg? Zajebiście przydatna rzecz, już tyle razy potrzebowałem latarki i akurat ta w telefonie była pod ręką. Bo zawsze mam go przy sobie. Siedzę z kimś w ciemnym parku w nocy i zegarek spada na ziemię, podłączam coś do kompa z tyłu w półmroku, czy nawet tak jak ostatnio – chcę obejrzeć instalację gazową kumpla, do którego podjechałem w nocy pośmigać. Wyciągasz telefon, włączasz aparat, „lampę” i wszystko widać. Mimo że latarka to parę zeta – ale weź ją noś zawsze przy sobie, zapomnę o tym po max tygodniu. Chuj, zostaję przy SPVce. Najwyżej klawiaturę wymienię jak mnie ta literka „z” już do końca wkurwi.

    A netbook to raczej taki kaprys. Jak słuchawka Bluetooth. Kiedyś jak wchodziły to chciałem mieć, potem stwierdziłem że właściwie to nie potrzebuję, ale skoro potaniały to sobie kupię. Zawsze chciałem mieć to sobie kupię. No i kupiłem. Pobawiłem się dwa dni i leży teraz, nawet nie wiem czy jeszcze działa czy już aku zdechło. W sumie możnaby podładować tak prewencyjnie. To zaraz zwracam. Wracam.

    Więc netbooka raczej sobie nie kupię. Na chuj mi to. Żeby kolejna rzecz leżała i robiła za podstawkę pod kurz? Aż tak bogaty to ja nie jestem :)

    Zakupy poprawiają mi humor. To źle. Jak boisz się logować do banku żeby sprawdzić ile jeszcze tam zostało, to jest już źle. Jak oglądasz roczny bilans i patrzysz ile tego hajsu przepierdoliłeś na totalne głupoty to też jest źle.

    Tak oprócz tego to chyba mam teraz jakiś mały kryzys. Nie finansowy, bo ten to mam non stop, ile bym nie zarobił tyle rozpierdolę. Kasy za zdjęcia do książki nawet nie zobaczyłem, tak szybko wszystko się rozeszło. Osobisty kryzys mam. Zdarza się. Nie pierwszy raz i nie ostatni.

    Idę po piwo. Poczekacie? Ale nie zaśnijcie.

    Kurwa. Brakuje mi czegoś. I nawet wiem czego. Dobrze wiem. Tylko chuj z tego wynika, i tak to na razie nierealne. W sumie to w ogóle nierealne.

    Kojarzycie coś takiego jak prokrastynacja? Popularne słowo. Kiedyś stało się popularne, każdy leń mówił że jest prokrastynatą, a potem minęło. Nie wiem czy u mnie to prokrastynacja czy inny chuj. To chyba taki strach przed skończeniem czegoś. Że może się nie udać. Tyle rzeczy mam już prawie zrobionych. Z naciskiem na prawie. W robocie dwa projekty, ja to kurwa zrobię, ale pootem, teraz tak mi się nie chce… No i tak leżą. Tzn. dwa to na wczoraj, kilka innych na marzec. Ten marzec co był. Niedługo mnie z tej roboty wypierdolą i tak się moja zawrotna kariera skończy. Plus biznes z kumplem rozkręcamy – projektowanie i produkcja elektroniki. Sprzęt akwariowy i nie tylko, no nieważne co, ważne że się opierdalam, odwlekam wszystko, a przecież kurwa zawsze, odkąd pamiętam, chciałem to robić. Być elektronikiem, projektować, tworzyć coś nowego. I nadal lubię. Uspokaja mnie to, relaksuje, poprawia nastrój. Ale nie jak czuję że muszę.

    Ze znajomymi i rodziną to się dobrze na zdjęciach wychodzi. I na pociąg, żeby upewnić się że pojechali. A nie w interesach. Ergo nie wiem czy robienie tego z kumplem to dobry pomysł. Kurwa, „robienie tego”, ja pierdolę. No nieważne. Ważne że głupio byłoby żreć się przez jakieś nieporozumienia z kasą czy czymkolwiek. No ale w tym to już mi nikt nie pomoże.

    Popierdolone? Nie. To wszystko jest zajebiście proste. Świat jest prosty jak jebanie. To tylko my go sobie niepotrzebnie komplikujemy.

    22:20:21 <alterek> kurwa, ja sie zawsze w cos wpierdole.
    22:20:35 <Linka> Tak
    22:20:40 <Linka> tu masz rację
    22:20:44 <Linka> masz niebywały talent
    22:20:52 <Linka> do wpierdalania się w jakieś uwikłane
    22:20:58 <Linka> nie do końca pewne sytuacje…

    Tak w temacie.

    Macie, na pocieszenie.

    Kurwa, ja się dziwię, że wy po tym wszystkim co ja tutaj piszę jeszcze w ogóle chcecie ze mną gadać.

    No

    4 komentarzy

    Nawet bym coś skrobnął, ale wyłączony musk rady nie daje. Spał 18 godzin, śniąc o żarówkach samochodowych i różnych innych koszmarach, wstał i spałby dalej… Ale dalej nie spał. W sumie lepsze to niż doświadczać na jawie alterków łapiących ważki i skaczących przez zamknięty balkon… Prawda ćpunek?

    Co do tego „daj adres bloga” z poprzedniej notki i wątpliwości z tym związanych: „ten blog mnie chyba do ciebie przekonał”. To ostatnia rzecz, jaką spodziewałem się usłyszeć. Serio. Raczej spodziewałem się że a. oddali się ode mnie, wystraszy, że jestem tu zupełnie inny niż w realu itd.

    Ale to chyba dobrze.

    czemu wchodze na twojego bloga 5 razy dziennie? -.- musze sie wyleczyć..

    Chyba dobrze.

    Ale rzeczy które nagle przyszły znikają równie nagle… Ciekawe czy za pół roku będziesz w ogóle pamiętała że kiedyś gdzieś był sobie taki alterek…

    Takie poranki jak ten ociekają w emocje. W sumie to je lubię. Taki emoalterek się robi wtedy. Dochodzą do niego barwy… Emocje, wszystkie, dookoła, wspomnienia są takie… Emocjonalne, pełne uczuć, po prostu. Trudno to opisać. Tak po prostu. Taki nastrój. Pewnie poziom tej całej pigułki szczęścia o tej porze jest już niewielki i to dlatego. Bo to zabija emocje jak mało co…

    Za 2-3 godziny poziom specyfiku w tym pustym łbie wzrośnie. I znowu będzie normalnie. Bezpiecznie, bez emocji, bez sumienia.

    (5 godzin później)

    Panique. Dawno nie było. Już prawie zapomniałem. Nie, kurwa, nigdy nie zapomnę. Tego się nie da zapomnieć. Tyle dobrze że w kontrolowanych warunkach, że tak ładnie powiem. CBT jest pełna takich kontrolowanych warunków. Ocieka nimi. Żyć się odechciewa…

    (13 godzin później)

    <alterek> ja pierdole.
    <alterek> notke mialem napisac
    <alterek> ale chuj
    <anh> pisz.. lubie czytac
    <alterek> na 10 rzeczy jakie chce napisac 9 sie nie nadaje bo za duzo ludzi czyta.
    <alterek> a ja po prostu chce sie wyzalic kurwa na nich wszystkich, napisac co mnie boli, co wkurwia, a nie chce mi sie potem tego tlumaczyc, kurwa, rozwijac tematu, odbijac argumentow, pierdolic na tematy ktore tak naprawde i tak chuj zmienia.

    Lubię anh. Bo można jej powiedzieć że jest kłamliwą dziwką i się nie obraża tylko mówi że „tylko nie kłamliwą”. Lubię ludzi którzy mają do siebie dystans. I mnie nie wkurwiają bez powodu. W ogóle mnie nie wkurwiają. Dzięki temu lubi się z nimi przebywać. Bo niczego nie oczekują, niczego nie wymagają, nie wymuszają. Można się przy nich wyluzować, jak jest fajnie to jest fajnie, jak nie jest (przy takich pojebanych charakterach jak nasze zawsze coś może pójśc nie tak) to potem się przeprasza albo przyjmuje przeprosiny i znowu jest. Się nadaje na tych samych falach i tyle.

    <alterek> fajny?
    <anh> nie. za tani.
    <alterek> ty bys 2 lata dupy musiala dawac zeby na niego zarobic.
    <anh> 50 godzin bym musiala dawac dupy a nie 2 lata. policzylam. na kalkulatorze.

    Lubię anh też dlatego że na siebie w najmniejszym stopniu nie lecimy i możemy się przyjaźnić bez jakichś podtekstów ani innych popierdolonych konfiguracji. Taki kumpel dobry. Tylko że w spódnicy. Chociaż i tak woli spodnie. Chyba. W sumie to nigdy na to nie zwróciłem uwagi. Ale podpowiada mi że woli spodnie. Bo to modnie. I wygodnie. „Rurki żeby było widać że mam chude nóżki”. No to w spodniach kumpel.

    Wisizm wdupizm. Łeb napier..boli, generalnie to jak zwykle jest taka pora, że leżę przed kompem, słucham czegoś, piję piwo i mam wszystko w dupie. Fakturę wystawiłem, szef powiedział że będzie zajebiaszcza premia jak będzie nowy projekt skończony. To go najpierw trzeba zacząć, kurwa, jak zwykle się opierdalam, przychodzę do roboty, czytam różne pokurwione rzeczy i idę wpizdu. A ceny paliwa nie maleją. Ja pierdolę, byłem w szoku że ten samochód tyle chla. Kiedyś śmiałem się z tych co narzekają że ceny paliwa wzrosły o 2 grosze. Teraz przestałem się śmiać.

    Bo prawko zdałem w końcu. Dacie wiarę? Za ósmym podejściem, potem poszedłem zdać motocyklowe i szok – za pierwszym razem, z pocałowaniem dupy. Ósemki się bałem i slalomu – chuuj, poszło jakbym się w siodle urodził. W ciężkim szoku byłem. Tym bardziej że gościu przede mną wpadł w taki poślizg że myślałem że się na tym motorze zabije. Na razie rozbijam się Sieną, w ciągu pierwszych dwóch dni pierwszy tysiąc km i dwie stłuczki. Raz mi jakiś holender czy inny pojebaniec wjechał jak cofał („mówisz po polsku?” „no no” „do you speak english?” „no no sorry all good” „a idź w chuj” „no no sorry i don’t understand”), raz ja przypierdoliłem jak cofałem tak że skasowałem sobie lampe i drzwi a jakiemuś Nissanowi zderzak i pół tyłu. Z ubezpieczenia poszło, dobrze jest. Przynajmniej już wiem że skoro łuku nauczyło się na sposób i lusterka (przy drugim słupku pełny obrót kierownicą) byle to gówno zdać a nie na wyczucie żeby go umieć zrobić to może jednak cofać tą Sieną trochę wolniej, to nie L-ka która najwyżej przypierdoli w słupek.

    <jotu> siena naprawiona?
    <alterek> cii
    <alterek> nati nic nie wie
    <alterek> w zyciu ze mna nie wsiadzie na nic co jezdzi jak sie dowie :D
    <jotu> aha
    <jotu> to zmienmy temat…
    <nati> ŻE CO KURWA?
    <jotu> hahah

    Uczcie się tego łuku, kurwa, póki możecie, bo mi rzeczoznawca wycenił rozjebkę na 2 tys. zł (w Sienie, bo Nissana jeszcze nie wyceniali). Dobrze że jest AC.

    Ostatnio jak z małolatami parkowałem pod wileniakiem (do zoo szliśmy) to też mi jakiś wietnamiec czy inny popierdoleniec prawie przypierdolił jak cofał w jakimś swoim kurwa dostawczaku. I się śmieje jak debil do sera. Jak wyskoczyłem z tego samochodu jak z procy to chyba myślał że chcę go zajebać.

    Motor kupuję i w dupie to wszystko mam. Miałem kupić w sierpniu SVkę (Suzuki SV 650, może wrzucałem foty a może nie), ale nie kupiłem. Może we wrześniu się uda. Może Bandita. A może nie. Może zobaczymy. Może.

    <ajron> Czytałem przez chwilę Twojego bloga :)
    <ajron> Ty się nie zmienisz :)
    <ajron> Stoisz w miejscu.
    <ajron> Emocjonalna Piaskownica.

    Na wódkę idziemy w czwartek to będziemy mieli okazję pogadać. Może też o tym. Może zobaczymy. Może.

    Na forum satanistycznym mnie przyjęli (bo każdy profil aktywują osobno na podstawie tego co ktoś napisze o sobie, o swoim stosunku do satanizmu itd.). Fajniee. Ciekawe czy w ogóle będę tam cokolwiek pisał. Jak znam siebie to nie. I wypierdolą za bezczynność. Bo tak w sumie to to również mam w dupie.

    Jak motylek.


    http://tlog.matthew.org.pl/post/21680625/Dzie-z-ycia

    Kurwa, to jakbym ja pisał momentami. Może nie umiem tak zajebiście pisać jak ten kolo, ale myśli mam czasami identyczne. To chyba nie jest powód do dumy.

    Grona tego użytkownika:
    [...]
    * Depresja
    * Eating Disorders

    Dlaczego ja to przewidziałem 2 lata temu? 3 lutego 2007. To ponad 2 lata temu. I dlaczego, kurwa, jak zwykle nic nie umiałem zrobić? Taka bezsilność jak ktoś wpada w gówno jest najgorsza, wiecie? Bo widzisz co się dzieje, co się stanie, bo chodzisz już trochę po tym świecie i pewne rzeczy stają się jaśniejsze, i co – i nic, alterkuu nie martw się będzie dobrze. Chuj będzie a nie dobrze.

    Może i ja popadnę se sobie w anoreksję, dobrze mi to zrobi. I tak schudłem 5 kilo.

    Widać? Powiedzcie że widać. A zresztą chuj z tym.

    <luxe> co cię gryzie?
    <alterek> trzy wszy
    <luxe> *zabija trzy wszy*
    <alterek> *wyrasta z nich 9 nowych*

    <a.> a ty masz bloga?
    <alterek> si
    <a.> daj adres
    <alterek> zapomnij
    <a.> czemu?
    <alterek> bikoz się wystraszysz. to nie dla ciebie.

    A i tak potem dałem. Nie wiem czy dobrze zrobiłem. Czas pokaże. W sumie jak ktoś ma ze mną przestać gadać dlatego że jestem taki jaki jestem to niech przestaje. A jak ma mnie poznać lepiej i zostać, to dobrze.

    Czy we mnie jest za dużo wkurwa? Takiego ogólnego na wszystko. W markecie też jest. I to ludzi od niej odstrasza. Ale z marketą to w ogóle osobny temat i nie na bloga. Wiem że nie lubisz jak mówię na ciebie marketa. Trudno, musisz polubić.


    • RSS